Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

PANI EWA

[4/2002]

W CL S/01 donosiliśmy o śmierci krakowskiej aktorki Ewy Sztolcman-Kotlarczyk, z urodzenia kołomyjanki. Obecnie ukazała się książeczka Jej poświęcona pt. Roznosiła śmiech i miłość (Kraków 2002), w której Janusz Kotlarczyk, mąż, zgromadził dokumenty, wspomnienia i wiersze Jej dedykowane, a także bogaty zestaw fotografii z całego życia pani Ewy.
Ewa z ormiańskiej rodziny Bohosiewiczów urodziła się w 1928 r. w Kołomyi. Ojciec, dentysta, pochodził z Bukowiny, matka – nauczycielka, organizatorka zespołów żywego słowa – z Gwoźdźca k. Obertyna. Ewa wychowywała się w Kołomyi, po II wojnie w Wieliczce, a wreszcie w Krakowie.
Aktorskiego zawodu uczyła się najpierw od matki (u której zaczynał swą edukację także Zbyszek Cybulski), a w 1950 r. zdała eksternistyczny egzamin aktorsko-estradowy i w tym fachu działała przez całe życie. Występowała w Teatrze Satyryków, w okolicznościowych programach artystycznych, w objazdowych imprezach „Estrady Krakowskiej”, w przedstawieniach dla dzieci – w tym wiele bezinteresownie, dla chorych i niesprawnych. Jej szczególne zasługi to liczne występy o charakterze patriotycznym i w służbie pamięci narodowej.
Zmarła w 2001 r., ulegając bezlitosnej chorobie. Po Jej śmierci, Jej przyjaciółka, aktorka i poetka Maria Przybylska napisała taki wiersz:

PAMIĘCI EWY
aktorki, Ormianki

Dobrze wiem ile ją kosztował
(na długo zanim przyszło cierpienie)
ważny bilet do nieba
ale mówić o tym nie trzeba dokładnie...
W rozmowie przedostatniej
o niebie mówiła
niby o dalszym ciągu pięknej pracy
gdzie ról i tekstów dla wszystkich wystarczy
Czemu mam nie wierzyć w tę rajską estradę
jeśli wiem o tym, że przecież od dawna
po tamtej stronie wywiadowców miała
pośród nomadów – aniołów wędrownych
ormiańskich – węgierskich – podolskich...
Dziękuję Temu, Który Czasem rządzi
że umieścił nas w tym samym odcinku
niezbyt szerokiej ścieżki
i w podobnym kręgu migotliwego światła
– teraz będzie mi raźniej
do wspólnego Hajastanu wracać...