Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Tadeusz Siemek, Wspomnienie o płk doc. dr. inż. Janie Julianie Kossowskim

[1/2017]

 

(1920–2016)

Julian Gedeon Kossowski – ojciec Janka – po ukończeniu w 1895 roku Instytutu Technologicznego w Petersburgu pracował aż do 1922 roku przy budowie i eksploatacji, a po zniszczeniach wojny domowej – przymusowo, przy odbudowie Kolei Transsyberyjskiej (najdłuższa na świecie linia kolejowa). W ­latach 1919–1920 kierował odbudową mostu na Irtyszu pod Omskiem.

Tam, w 1920 roku, urodził się Jan Julian Kossowski. Rodzina Kossowskich mieszkała w baraku biurowym na brzegu Irtyszu.

W 1922 roku wrócili do Polski, do Stanisławowa. Janek nie zdążył opowiedzieć nam swych losów. W czerwcu 1939 roku w liceum im. Józefa Piłsudskiego w Stanisławowie zdał celująco maturę, a potem egzamin wstępny na Politechnikę Lwowską. Zamierzał iść w ślady ojca. Studiów jednak nie rozpoczął ze względu na wybuch II wojny światowej. Już 1 września na Stanisławów spadło kilka bomb niemieckich, a 18 września wkroczyły do miasta oddziały rosyjskiej Armii Czerwonej.

O tym okresie niechętnie opowiadał. Pozostawił jednak po sobie własnoręcznie spisane wspomnienia, w których czytamy: Z willi na Dąbrowie, przedmieście blisko lotniska, ul. Legionów 27, wysiedlono naszą rodzinę i zrabowano większość rzeczy. Zamieszkaliśmy w sąsiednim domu w jednym pokoju. Była ciemna, zimowa noc 21 marca 1940 roku. Około godziny 2 wpadło do naszego pokoju pięciu NKWDzistów o bandyckim wyglądzie i obyczajach. Rewizja trwała cztery godziny. Przerzucili wszystko, nie mówiąc ani słowa. Zabrali lornetkę – zapisano w protokóle, która w śledztwie miała być dowodem szpiegostwa: mieszkanie było blisko koszar i lotniska. Dalsze dowody przestępczej działalności to dziecinny straszak i nóż fiński, jaki miał wtedy każdy harcerz. Przy okazji ukradli ojcu cenny zegarek marki Patek. Po rewizji kazali mi się ubrać i pod bronią zaprowadzili na ul. Bilińskiego do więzienia, gdzie na trzy dni zamknęli w ciemnicy. To były najgorsze chwile mojego uwięzienia. Byłem niewinny, a aresztujący nie powiedzieli mi słowa o zarzutach. Po trzech straszliwych dniach w samotności przeniesiono mnie do wspólnej celi. Nie wiedziałem, co się stanie ze mną. Cela o powierzchni około 10 m2, przewidziana na jedną osobę, mieściła teraz dwadzieścia dwie. Można było tylko stać lub siedzieć w kucki. Spaliśmy na zmianę: połowa stłoczona na stojąco, druga – niby spała. Psychicznie uratowali mnie współwięźniowie: w większości wybitnie inteligentni profesorowie, urzędnicy, wojskowi – podtrzymywali mnie na duchu, byłem najmłodszy, miałem 19 lat. Skąd tylu wspaniałych ludzi w więzieniu? Stanisławów był ostatnim dużym miastem przy granicy Polski, Rumunii i Węgier. Polacy masowo starali się przedostać za granicę, by dalej walczyć. Sowiecki sojusznik Niemiec uszczelnił granice: mysz nie mogła się prześlizgnąć.

 

Do lipca 1940 roku przeszedłem ciężkie śledztwo. Nie mogłem się przyznać do zarzucanego mi szpiegostwa i kontrrewolucji, byłem naprawdę niewinny, największe przestępstwo: byłem Polakiem, a takich postanowiono zniszczyć.

W lipcu odbył się mój „proces” – 8 lat łagru i zsyłka na daleką północ. Jednak prokurator złożył protest: wyrok za niski. To mnie uratowało, bo zaczęła się wojna niemiecko-sowiecka. Siedziałem w dużej sali – przed wojną kaplica – czekaliśmy na wywóz. Słowem nie powiedziano nam o wojnie, ale zauważyliśmy dziwne nerwowe hałasy. Zaczęto przerzucać nas do różnych cel, rozpoczęła się ewakuacja i likwidacja skazanych na śmierć. Włączano silniki samochodów, aby zagłuszyć strzały. Trwało to do nocy 30 czerwca, gdy nagle nastała względna cisza. Koniec mordowania. Grupa ocalałych więźniów wywaliła drzwi naszej celi.

Jesteśmy wolni! Wokół straszny widok: krwawiące ciała pomordowanych. Sowieci nie zdążyli wymordować wszystkich, nie mieli czasu, bo sami myśleli o ucieczce. Tłum zrozpaczonych mieszkańców wpada na więzienny dziedziniec, poszukuje swych bliskich.

Rodzina Janka nie wierzy we własne szczęście – Janek żyje!

Do miasta wkracza armia węgierska. Krótko trwał względny spokój. Ponure więzienie przy ul. Bilińskiego zajmuje gestapo i rozpoczyna krwawe represje.

Rodzina Kossowskich przeżyła kolejną okupację. Latem 1944 roku ponownie wkracza Armia Czerwona, tym razem z polską Armią Ludową, która mobilizuje zdolnych do wojska. Janek nie ujawnia swoich przejść z NKWD i w sierpniu 1944 r. zostaje kanonierem 5. pułku piechoty, w marcu 1945 r. – w Oficerskiej Szkole Artylerii – dowódcą plutonu, w 1946 r. rozpoczyna studia na Politechnice Gdańskiej, a w 1947 r. zostaje przeniesiony do Warszawy i z grupą oficerów zostaje studentem Wydziału Mechanicznego Politechniki Warszawskiej. W 1952 r. kończy studia z dyplomem Inżyniera mechanika, specjalizacja: uzbrojenie.

Pracuje w Wojskowej Akademii Technicznej (WAT), uzyskuje stopień pułkownika, a po odbyciu aspirantury naukowej – tytuł kandydata nauk technicznych i stanowisko szefa Oddziału Badań Naukowych WAT.

W 1975 r. uczestniczy w Międzynarodowej Komisji Obserwacyjnej w Wietnamie z ramienia ONZ. Aż do przejścia w stan spoczynku w stopniu pułkownika pracował w pionie technicznym Sztabu Generalnego WP. Oczekiwał na awans do stopnia generała.

Za całokształt służby pułkownik Jan Julian Kossowski został odznaczony Krzyżami: Oficerskim i Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Walecznych, Złotym Krzyżem Zasługi i medalami resortu Obrony Narodowej.

W 2005 roku Prezydent RP odznaczył pułkownika Krzyżem Zesłańców Sybiru.

Jan Kossowski był wierny i oddany Ojczyźnie i rodzinie. Z ukochaną żoną Aleksandrą przeżył 67 lat, uwielbiany przez córkę Barbarę i wnuki Adama i Marka oraz wnuczkę Elkę. Życie nie oszczędziło mu tragedii osobistej: w 1984 roku w tragicznych okolicznościach stracił starszą córkę Elżbietę. Wraz z żoną poświęcili się wychowaniu osieroconego wnuka Adama. Działał w Akcji Katolickiej i w Warszawie w Kole Stanisławowian.

Jan Kossowski zmarł 21 stycznia 2016 roku, a pogrzeb po nabożeństwie żałobnym odbył się na Cmentarzu Powązkowskim d. Wojskowym 28 stycznia z udziałem rodziny, przyjaciół oraz Kompanii Honorowej WP i przedstawicieli WAT i Garnizonu. Oddano honorową salwę pożegnalną.