Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Bożena Kostuch, STRYJANIN Z URODZENIA, POZNANIAK ­Z WYBORU, PODRÓŻNIK Z ZAMIŁOWANIA

[1/2010]

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce niezwykła książka – Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931–1936 Kazimierza Nowaka. Postać, znanego jedynie nielicznym, znakomitego polskiego podróżnika przypomniał Łukasz Wierzbicki, który przez wiele lat zbierał poświęcone mu materiały. I choć Kazimierz Nowak po zakończeniu I wojny światowej zamieszkał w Poznaniu, to jednak warto o nim wspomnieć także na łamach „Cracovia–Leopolis”, ponieważ urodził się w Stryju w 1897 r.
 Kazimierz Nowak,  Afryka, lata 30. XX w.
Swą pierwszą samodzielną podróż – do Watykanu – odbył mając 15 lat. Od tej pory przez cały czas ciągnęło go w świat. Na wiosnę 1925 r. postanowił wyjechać z Polski, by jako korespondent i fotograf zarabiać na utrzymanie rodziny. Na rowerze przemierzył wiele krajów Europy, dotarł do Turcji, a w 1928 r. do Trypolitanii w Afryce Północnej. I to właśnie podróż do Afryki, a raczej przez Afrykę, stała się celem jego życia. Wyprawa afrykańska, choć przyniosła mu chorobę i w rezultacie przedwczesną śmierć, była spełnieniem marzeń tego niezwykłego człowieka, a przypomniana teraz, po z górą 70 latach, postawiła go w rzędzie najznakomitszych podróżników.
W pierwszych dniach listopada 1931 roku wyruszyłem z Poznania w podróż do Afryki. Wyprawa taka jest oczywiście bardzo kosztowna, dlatego – nie mając pieniędzy – postanowiłem odbyć ją rowerem. Cały mój kapitał składał się z kilkunastu złotych, pióra, aparatu fotograficznego, roweru i sporej ilości silnej woli. Zdawałem sobie sprawę, że przedsięwzięcie jest nie tyle śmiałe, co szalone, chęć poznania Afryki była jednak zbyt wielka, bym mógł się jej oprzeć – tak zaczyna się niezwykła opowieść.
Kazimierz Nowak rozpoczął swą podróż 4 listopada 1931 r. Pociągiem dojechał do Rzymu, a stamtąd – rowerem, do Neapolu. Statkiem przeprawił się przez Morze Śródziemne i 26 listopada wylądował w Afryce. Swym siedmioletnim wysłużonym rowerem udaje się z Trypolisu wprost na południe ku odległemu o kilkanaście tysięcy kilometrów Przylądkowi Igielnemu. Gdy w Wielką Sobotę 1932 dociera do oazy Maradah, wzbudza popłoch wśród służb Komendy Strefy. Nikt nie potrafi zrozumieć, skąd pośród szczerej pustyni znalazł się samotny cyklista z Polski. Władze włoskie z uwagi na niespokojną sytuację w Cyrenajce nakazują Nowakowi zmienić marszrutę i udać się przez Benghasi do Aleksandrii w Egipcie, pisze Łukasz Wierzbicki we wstępie do trzeciego wydania książki. Przez Pustynię Libijską i wzdłuż wybrzeża Cyrenajki Nowak dotarł do Egiptu i stąd ruszył wzdłuż Nilu na południe. W drodze ku Przylądkowi Igielnemu przemierzył Egipt, Sudan, Kongo Belgijskie, Rodezję. Podróżując w pojedynkę Nowak zachodzi czasem do tubylczej wioski, by utargować trochę żywności, wysłuchać murzyńskiej legendy. [...] Gdy rusza w dalszą drogę, rytm tam-tamów niesie innym osadom niebywałą wieść o samotnym białym na dziwacznym wehikule. Pomocą i oparciem były mu ośrodki misyjne, a także mieszkający w Afryce nieliczni Polacy, którzy śledzili w polskiej i w miejscowej prasie losy niezwykłego podróżnika. Z drogi Nowak przesyłał do Europy reportaże i zdjęcia, które publikowała prasa polska i niemiecka. – Wrażliwy na ludzką krzywdę i pełen szacunku dla dziewiczej przyrody, w niesłychanie, jak na owe czasy, krytyczny, odważny sposób ocenia imperialne zwyczaje Europejczyków w Afryce, zauważa Wierzbicki. Na Przylądek Igielny Kazimierz Nowak dotarł w końcu kwietnia 1934 r.
Warto jeszcze raz oddać głos samemu podróżnikowi: Przez ostatnie trzy dni kwietnia obozuję na Przylądku Igielnym, na samym krańcu Afryki [...]. Rozbiwszy namiot czułem się tak przeraźliwie samotny jak nigdy dotąd. Byłem w najodleglejszym od domu punkcie podczas całej mej tułaczki. Skądś napłynęło pytanie, czy zdołam dotrzeć z powrotem do Polski? Na północ wyruszył 1 maja. Wracał inną drogą – przez Angolę, Kongo, Francuską Afrykę Równikową, Francuską Afrykę Zachodnią i Algierię. Jechał na rowerze, potem – gdy ten odmówił posłuszeństwa – konno, spławiał się czółnem, szedł na piechotę, jechał na grzbiecie dromadera, ostatnie 1000 kilometrów – do Algieru, gdzie dotarł w listopadzie 1936 r. znów pokonał rowerem. Przez Francję, Belgię i Niemcy, po pięciu latach tułaczki, wrócił do Polski. W Poznaniu był tuż przed Bożym Narodzeniem 1936 roku.
 
Podczas swojej wyprawy Kazimierz Nowak wykonał ponad 10 tysięcy zdjęć. Po powrocie do kraju wygłaszał odczyty (jeden z nich miał miejsce na Uniwersytecie Jagiellońskim), prezentował fotografie, planował wydanie książki, a także myślał o kolejnej wyprawie. Te plany, niestety, przerwała choroba. O ostatnim okresie życia Nowaka tak pisze Łukasz Wierzbicki: Jest wycieńczony częstymi nawrotami malarii, na domiar złego dostaje zapalenia okostnej lewej nogi. Przechodzi operację. Podczas pobytu w szpitalu nabawia się zapalenia płuc. W niespełna rok po powrocie do kraju, 13 października 1937 roku umiera.
25 listopada 2006 r. na dworcu w Poznaniu Ryszard Kapuściński – urodzony w Pińsku znakomity reporter – odsłonił tablicę upamiętniającą Kazimierza Nowaka i jego wielką wyprawę. Wypowiedział wówczas znamienne słowa: Wyczyn Kazimierza Nowaka zasługuje na to, by jego nazwisko znalazło się w słownikach i encyklopediach, by było wymieniane obok takich nazwisk, jak Stanley i Livingstone.