Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Karol Odrycki, STANISŁAW WASIUCZYŃSKI (1906–1995)

[2/1996]

Rok temu zmarł pan Stanisław, lwowianin absolutny. To dzięki trzem osobom: pani dr Janinie Winowskiej, o. Adamowi Studzińskiemu i właśnie p. Wasiuczyńskiemu zintegrowało się w Krakowie w latach 1980. środowisko wysiedlonych z Małopolski Wschodniej, a pod Wawelem osiadłych. To pan Stanisław organizował na pół konspiracyjnie początkowo, w mało rzucającym się w oczy miejscu, spotkania i imprezy, w „krypcie” u Dominikanów (w czym wielka zasługa o. Adama). Sekundowali mu dzielnie p. Dzidka (Zdzisława) Stopczyńska i p. inż. Roman Hnatowicz, którego zamiłowanie do poezji, niepodległościowy instynkt, a także – co nie do przecenienia – głęboki bas, zyskały mu w Krakowie sławę znakomitego i poszukiwanego recytatora. Spotkania p. Stanisława, były to niezwykle przyjemne opowieści o „Wesołej Lwowskiej Fali”, recytacje, wspólne śpiewanie piosenek. Sam Wasiuczyński był gawędziarzem nieporównanym.
Urodził się w 1906 roku we Lwowie. W 1920. zdążył jeszcze być obrońcą swego Miasta, liczył wtedy lat 14. Jego ojciec miał łaźnię we Lwowie i – co nieobojętne dla późniejszych losów syna – pensjonat w uzdrowisku Niemirów (blisko Jaworowa, na płn. zachód od Lwowa).
Stanisław Wasiuczyński miał zawsze ciągoty teatralne (czy raczej estradowo-radiowe), ale rozsądek musiał wziąć górę, ukończył więc studia handlowe, i one mu w życiu zapewniły chleb. Ale że nie samym chlebem człowiek żyje – ukończył też znaną niegdyś we Lwowie prywatną szkołę dramatyczną Frączkowskiego. Występował nawet przez rok w lwowskim teatrzyku „Semafor”, jednak konieczność życiowa (żona i troje dzieci) kazały mu podjąć bardziej stabilną pracę. Został najpierw sekretarzem komisji zdrojowej w Niemirowie, potem wicedyrektorem tego świetnie rozwijającego się podlwowskiego uzdrowiska.
Nie zerwał jednak kontaktu z artystyczną bracią, zapraszał Wiktora Budzyńskiego z „Wesołą Lwowską Falą” na występy dla kuracjuszy w Niemirowie. Opowiadał pan Stanisław, że to właśnie tam, w trakcie jednego z „Wesołych Czwartków Niemirowskich”, całkiem przypadkiem (bo coś w programie nawaliło) Kazimierz Wajda i Henryk Vogelfänger zaimprowizowali monolog w lwowskim „bałaku”, i tak narodzili się Szczepcio i Tońcio.
Gdy wybuchła wojna, Wasiuczyński znalazł się (pewnie nie przypadkiem) wśród zmobilizowanych radiowców. Razem z Wojskiem Polskim przeszli do Rumunii, a tam Wiktor Budzyński utworzył nowy zespół, który z czasem otrzymał nazwę Polowej Czołówki Teatralnej nr 1 – „Lwowska Fala”. Do zespołu przystał krakowianin Antoni Wasilewski, świetny karykaturzysta, przedwojenny współpracownik „Wróbli na dachu”.
Spotkanie „Lwowskiej Fali” z gen. Maczkiem, Breda 1944. Od lewej stoją: ppor. W. Rapacki, St. Wasiuczyński, H. Hausman, Mira Grelichowska, gen. Maczek, L. Bojczuk, Włada Majewska, ppłk. Stankiewicz, W. Galiński, W. Budziński. Na pierwszym planie: K. Wajda – Szczepcio i H. Vogelfänger – Tońcio.
Potem była Francja, osławione Coëtquidan, a po inwazji na Normandię – Anglia. I nieustające występy dla polskich oddziałów. Zżyli się blisko z Brygadą Podhalańską – tą resztą, która ocalała pod Narvikiem, potem z 1. Dywizją Pancerną i jej dowódcą, generałem Maczkiem. A z nimi była jeszcze Holandia...
Wasiuczyński wrócił do Polski w 1946 r. Chleb powszedni ułatwiły mu doświadczenia z Niemirowa. Odbudowywał zakłady kąpielowe na Donym Śląsku, potem został dyrektorem uzdrowiska Swoszowice, a przy okazji uratował od zagłady zakład Matecznego. Nastąpiły jednak czasy „nomenklatury”, więc pan Stanisław zatrudnił się w administracji jednego z krakowskich biur projektów. Wreszcie emerytura – upust swojej niebywałej energii i sentymentom daje od tego czasu w pracy społecznej, ściśle zresztą ukierunkowanej – na Lwów, na integrację licznego środowiska lwowiaków, na lwowską poezję i piosenkę. Takim go zapamiętaliśmy.
Zmarł w kwietniu 1995, spocząl na Rakowicach.
Warto przypomnieć, że o p. Stanisławie i niezwykłych przygodach jego życia kilkakrotnie pisała prasa, nie tylko krakowska: „Przegląd Tygodniowy” nr 39/1982, „Gazeta Krakowska” nr 71/1989, „Czas Krakowski” nr 153/1990.