Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

TOLDZIU

[5/1998]

Pięć lat temu w kwietniu 1993 r. odszedł z naszych kombatanckich szeregów Tadeusz Palej, ps. partyzancki „Toldziu”.
Na kilka miesięcy przed jego śmiercią pojechaliśmy do Lwowa, by zwiedzić znajome miejsca na Górnym Łyczakowie, na Orlętach, na Antoniego, Leśnej, Kurkowej... Na jego Kurkowej. Urodził się bowiem w 1923 r. przy tej ulicy pod numerem 43 – pierwsza kamienica za Franciszkanami, w oficynie. Stamtąd wyruszał do szkoły św. Antoniego, a później do Gimnazjum Kupieckiego na Franciszkańskiej. W czasie okupacji „Toldziu” wszedł w skład konspiracyjnego rejonu ZWZ-AK „Astra”, w którym był wywiadowcą. Tę funkcję sprawował wzorowo, obdarzony błyskotliwym refleksem i odwagą. Jak przystało na dziecko Łyczakowa.
Poznałem go już w szeregach 4. Dywizji Piechoty im. Jana Kilińskiego w sierpniu 1944 r. na Majdanku, a później w tzw. „czerwonych koszarach” w Lublinie. Tadzik trafił oczywiście do plutonu zwiadu. Później, po lubelskich koszarach, we wrześniu, w Mlądzu nad Świdrem oglądaliśmy bezradnie łuny Powstania. W podwarszawskich lasach szkolono nas intesywnie; Tadzik wzorowo służył, ale znajdował czas i chęci, by stać się również duszą zaimprowizowanego żołnierskiego teatrzyku estradowego, gdzie dawał prawdziwe koncerty lwowskich piosenek.
Był trzykrotnie ranny na szlaku bojowym dywizji, ale nie przerwał służby wojskowej. Został oficerem, a po zakończeniu wojny wziął udział w akcji „Wisła”.
Po demobilizacji osiedlił się na Ziemiach Zachodnich. Najpierw w pobliżu Sudetów, gdzie przecierał i znakował szlaki narciarskie ze Śnieżki, później był Wrocław i wreszcie na wiele lat życia aż do jego końca – Kraków. Tu zamieszkał z żoną Barbarą, początkowo w b. trudnych warunkach, ale później nieco godziwiej ulokowali się w Domu Kombatanta przy ul. Ułanów. Byłem w tym mieszkaniu – pełno w nim Lwowa i pamiątek ze służby wojskowej, zarówno AK-owskiej, jak i żołnierskiej z 4. dywizji.
„Toldziu” będąc rencistą, wiele czasu poświęcał kombatantom jednostek, w których służył. Pełnił odpowiedzialną funkcję przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej Armii Krajowej – III Obszaru, nie zapominając o „Kilińszczakach”. Bywając na wielu spotkaniach kombatantów 4. DP, docierał nad Odrę, do Drawska i Kołobrzegu. Jednak pamiętając stale o swoim Lwowie, był jednym z pierwszych członków-założycieli Towarzystwa Miłośników Lwowa w Krakowie. Właśnie on zachęcał mnie do odwiedzin Lwowa, kiedy tylko stało się to możliwe.
Tadzik odchodził od nas długo i nie bez cierpień. Silniejszy niż cała jego wola i radość życia, które mogło jeszcze trwać, okazał się nowotwór. Zabrakło jednego z najserdeczniejszych kolegów, chłopca z „Astry” i z „Czwartej Upartej”. Był i pozostanie niepowtarzalny, najprawdziwsze dziecko Lwowa. I tak czasem sobie myślę, że był jednym z tych, którzy winni spoczywać nie na krakowskich Batowicach, lecz na cmentarzu Łyczakowskim, od strony Pohulanki, tam gdzie Orlęta. On – kawaler Krzyża Walecznych, Krzyża Kawalerskiego Orderu Odrodzenia Polski, Krzyża Armii Krajowej i Krzyża II Obrony Lwowa. Jerzy Masior

Powyższy tekst ukazał się wcześniej w Biuletynie Klubu Kombatantów 4. DP im. J. Kilińskiego „Kilińszczacy” nr 30/1998 w Warszawie.