Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

KINGA

[3/2007]

W pierwszą rocznicę odejścia

Zamierzamy opowiedzieć o osobie, której własna droga życia – tak chciał los – nie miała wielu związków z naszymi wschodniomałopolskimi stronami, znała je zaledwie z opowiadań, choć jakieś szczegóły zachowały się w jej dziecinnej pamięci. Była jednak dzieckiem tamtej Ziemi, ponieważ stamtąd pochodzili jej przodkowie, zdążyła się tam urodzić i spędzić swoje pierwsze siedmiolecie. Potem życie wciągnęło ją w niezwykłe koleje, w których nie brakło – w jakiej proporcji? – ani smutku, ani radości, ona jednak próbowała odbierać zeń to, czego zły los usiłował ją pozbawić. Jest pewne, że gdyby nie miejsce i czas, które były jej dane, jej życie wyglądałoby zupełnie inaczej.
Osobą tą była Kinga Horodyska, po mężu Wołkowicka, urodzona w 1932 r. w Kolędzianach w powiecie czortkowskim, a zmarła przed rokiem w Krakowie. Pochodziła z rodziny ziemiańskiej (majątek Trybuchowce koło Buczacza), którą przedstawiliśmy niedawno w rozmowie – przy jej udziale – o jej ciotce (siostrze ojca), rzeźbiarce Jadwidze Horodyskiej (CL 3/04). W rodzinie Kingi było sporo znanych postaci. Jej dziadkiem był malarz Franciszek Horodyski, babką po kądzieli wielka dama, Kinga Balowa*, słynna niegdyś muza Jacka Malczewskiego, a do bliskich krewnych rodziny zaliczali się poeci Bohdan Zaleski i Kornel Ujejski.
* * *
Zaraz po 17 września 1939 r. ojciec Kingi, Kornel Horodyski, został przez sowietów aresztowany i zamordowany w Starobielsku. Matka z Kinią wyjechała do niedalekiej Rumunii, jednak w niedługim czasie zachorowała i umarła. Dziecko zostało całkiem samo, oddano je więc do sierocińca. Szczęśliwy traf sprawił, że – jak w bajce – zakład wizytowała jego opiekunka, rumuńska księżna Carragea**, dama dworu królowej. Pokazano jej dziewczynkę, która mówiła tylko po polsku, trochę po francusku i niemiecku (takie miała bony), co uniemożliwiało personelowi porozumienie się z nią. Pani, po obejrzeniu pozostałych po matce dokumentów, zabrała Kingę do swego domu i podjęła się osobiście jej wychowania.
Kinga dorastała w zbytku – pamiętajmy, że przez okres II wojny życie w ówczesnej neutralnej Rumunii nie uległo większym zmianom. Język rumuński stał się jej własnym językiem. Wraz ze swymi opiekunami bywała na balach na dworze królewskim i tańczyła z młodym królem Karolem (będąc już na wygnaniu, król interesował się jej losami).
 
Kinga z mężem po ślubie, z ks. biskupem Karolem Wojtyłą
Sielanka trwała do czasu objęcia władzy w Bukareszcie przez komunistów, katastrofa jednak nastąpiła w 1948 r., kiedy zdetronizowanego króla zmuszono do opuszczenia Rumunii. Wraz z nim uszło na emigrację do zachodniej Europy i Ameryki jego otoczenie, w tym rodzina Carragea. Ale Kingę, jako nie-Rumunkę odesłano do Polski. Przed samym Bożym Narodzeniem ‘48 pojawiła się w Krakowie na ul. Pijarskiej, gdzie – w gmachu Muzeum Czartoryskich – mieszkały jej ciotka i babka, których prawie nie pamiętała. To dla 16-letniej dziewczyny był szok największy: całkowita zmiana otaczających ją osób, ściśniętych w dwóch izdebkach przyziemia, zmiana środowiska narodowego i poziomu życia.
Szczęśliwie udało się umieścić Kingę u ss. Urszulanek przy Starowiślnej, gdzie miała podjąć naukę w gimnazjum. Problemem był jednak język polski, który już praktycznie zapomniała. Pomogło środowisko, w które weszła – u Urszulanek wtedy uczyły się jeszcze niedobitki z „dawnej dobrej sfery”. Własne obycie towarzyskie pozwoliło jej – teraz i w przyszłości – pozyskać szerokie (choć zmieniające się) grono zaprzyjaźnionej młodzieży, coraz bardziej dorosłej.
Po maturze myślała o medycynie, okazało się to jednak marzeniem ściętej głowy. Podjęła więc i ukończyła studia w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego (późniejszej AWF). Potem przez wiele lat uczyła w szkole w Krzeszowicach.
To było jednak mało dla młodej osoby, pełnej temperamentu. Związała się z żeglarstwem, dochodząc do stopnia kapitana jachtowego żeglugi wielkiej. Corocznie wyjeżdżała na obozy żeglarskie na Mazury, w zimie na bojery. Chodziła po górach, nie tylko polskich, jeździła na nartach.
Z końcem lat pięćdziesiątych, gdy władze przystępowały do przebudowy Muzeum Czartoryskich, nielicznych mieszkańców gmachu usunięto. Pani Jadwidze Horodyskiej udało się zdobyć obszerne mieszkanie przy ul. Basztowej 17.
W roku 1957 Kinga wyszła za mąż za Stanisława Wołkowickiego – nie tylko kolegę w sporcie, ale z rodziny od wielu lwowskich dziesięcioleci blisko zaprzyjaźnionej z jej rodziną***. Ślubu Kindze i Staszkowi udzielił w Katedrze Wawelskiej biskup Karol Wojtyła. Będąc ówcześnie sufraganem krakowskim, mieszkał w pałacyku przy ul. Kanoniczej 21 (dziś jest tam muzeum) i – jako blisko zaprzyjaźniony z ciotkami Kingi**** – udostępnił salę na parterze na przyjęcie weselne.
Niestety małżeństwo nie przetrwało, a mąż Kingi wcześnie zmarł. Po kolejnych odejściach swych ciotek została już sama na Basztowej (zamieniając mieszkanie na mniejsze w tej samej kamienicy), gdzie zebrała nieliczne już pamiątki: portrety rodzinne (głównie malowane przez swego dziadka), mniejsze rzeźby ciotki Jadwigi, albumy fotografii i uratowane dokumenty z kilku epok, pamiątki z wypraw żeglarskich. Jeszcze przez szereg lat jeździła na żagle, prowadziła życie towarzyskie.
I przyszedł zły czas. Kinga zachorowała niespodziewanie, a choroba rozwinęła się błyskawicznie. Umarła przed rokiem, 7 października 2006, spoczęła na Rakowicach.
* * *
Kinga na Olimpie. Fot. A. EckhardtKinga miała w życiu dwie najbliższe przyjaciółki. W latach nastoletnich była to Marysia Geringerówna (potem Bocheńska, niestety młodo zmarła). W latach młodzieńczych i późniejszych – Małgosia Huczyńska, która do samego końca zastępowała jej najbliższą rodzinę. Korzenie rodzinne obu tkwiły we Wschodniej Małopolsce.
Kinga wybrała się raz za jałtański kordon, by – dzięki pomocy zamieszkałego we Lwowie kuzyna – odwiedzić rodzinne strony. Parokrotnie spotkała się w Paryżu ze swą rumuńską przyszywaną rodziną.
I to wszystko minęło...
Egon Leopolski
Podziękowanie dla p. Małgorzaty Huczyńskiej za pomoc w opracowaniu powyższego wspomnienia.

* Z domu bar. Brunicka. Rodzina Balów, pochodzenia węgierskiego, założyła Baligród, prawdopodobnie w XVI w.
** Czyt. Karadżia. Pani Carragea pochodziła z rodu niegdyś patrycjuszy konstantynopolitańskich Kantakuzenów. Z rodziny tej wywodzili się dwaj cesarze bizantyńscy, Jan VI i Mateusz (XIV w.). Kantakuzeni jako fanarioci osiedli później w Wołoszczyźnie, byli tam hospodarami.
*** Rodzina ziemiańska spod Żydaczowa. Natomiast dziadkiem po kądzieli S. Wołkowickiego był wybitny działacz polityczny i wiceprezydent Lwowa, Leonard Stahl.
**** Chodzi o pp. Jadwigę Horodyską oraz Adelę Duninową, która uczyła ks. Karola Wojtyłę języków. Patrz Rozmowa w CL 3/04.