Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

SYLWETKI

Wszystkie 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z WŁOSKIEJ ZIEMI DO NASZEJ

[2/1998]

Śp. Leon Kazimierz RicciZiemie polskie zawsze przyciągały obcokrajowców (nie mamy tu na myśli dawnych i współczesnych agresorów!). Różne były tego powody – zależnie od epoki, narodowości, profesji. Chętnie się tutaj osiedlali i – szybko asymilowali. Małopolska Wschodnia nie różniła się pod tym względem od innych ziem polskich – przeciwnie, tu jakby szybciej postępował proces polonizacji! Już drugie zazwyczaj pokolenie nie miało wątpliwości, że ojczyzna – to Polska.
Jaka była tego przyczyna? Ziemię tę zamieszkiwały dwie główne nacje: polska i ruska, a była jeszcze i trzecia: żydowska. Przybysze skłaniali się oczywiście do tej, która nad pozostałymi górowała kulturowo i cywilizacyjnie, a także – w miastach – liczebnie. Dość więc szybko się do niej przypisywali.
Obok najdawniej przybyłych Ormian i Żydów pojawiali się Grecy, Wołosi, Włosi, nawet Francuzi. Przykładem rodzina Longchamps de Berier – jako hugenoci uszli z Francji na przełomie XVII/XVIII wieku i od tego czasu przez dwa i pół stulecia żyli we Lwowie. Paradoks, że są dziś najstarszą żyjącą rodziną lwowską. Były też zagraniczne żony: w międzywojennym dwudziestoleciu aż cztery lwowskie profesorowe były Angielkami: Arctowska, Ciechanowska, Ehrlichowa i Groerowa.
Szczególny napływ obcokrajowców notujemy w 1. połowie XIX wieku, bo pierwszy zabór (1772) włączył tę ziemię w skład monarchii austriackiej, władza nie mogła więc pozostać w rękach ujarzmionych tubylców. Stąd masowy napływ przede wszystkim urzędników, głównie z krajów niemieckich (nie tylko z właściwej Austrii). Ciągną tu też Czesi, Węgrzy, Chorwaci i znowu – Włosi, z tych regionów, które w owych czasach, podobnie jak Galicja, należały do austriackiej monarchii (tzw. południowy Tyrol, Wenecja). Przybywają też inne kategorie obcokrajowców: rzemieślnicy, kupcy – licząc na dogodne warunki działania i mniejszą konkurencję. Osiedlają się w końcu byli żołnierze z armii – najpierw napoleońskiej, potem austriackiej – jeśli trafiła się panna...
Do jednej z tych kategorii należał niewątpliwie Tomasz Ricci, który osiadł w Polsce zapewne przed połową tamtego wieku i ożenił się z Polką, Franciszką z Dobrowolskich, miał dwóch synów – Tomasza i Leona (jeden z nich urodził się w r. 1856). Jak szybko nastąpiło wrośnięcie tej rodziny w polską glebę, dowiadujemy się ze wspomnienia pośmiertnego o Leonie Riccim (synu Tomasza), zamieszczonego w „Gazecie Lwowskiej” z 4 X 1933, które przekazała nam zamieszkała w Krakowie prawnuczka i wnuczka dwóch panów Riccich.
Sodalis Marianus, emerytowany starosta, były marszałek powiatu starosamborskiego, honorowy obywatel Starego Sambora, Starej Soli i Chyrowa, zasnął w Panu w 77 roku życia, osierociwszy żonę Helenę z baronów Loeblów, córkę Helenę Daukszynę, synów Adama i Jerzego, wnuczki Maruszkę, Ninę i Annę.
Gasną coraz to częściej życia jasne i czyste, odchodzą w zaświaty ciche i ofiarne. Z grona żyjących ubył jeden z tych, którzy nieśli wysoko sztandar „Bóg i Ojczyzna”.
Ojciec Jego, przybywszy przed laty ze słonecznej Italii, znalazł tu drugą ojczyznę i stanął godnie w szeregach patrycjatu lwowskiego, a już w następnym pokoleniu brat śp. Zmarłego, Tomasz, ginie za wolność w roku 1863.
Śp. Leon Kazimierz przez całe życie służył sprawie narodowej i społecznej. Do pomników Jego zasług obywatelskich zaliczyć należy odnowienie kościoła w Starym Samborze, wybudowanie plebanii i szkoły podstawowej, założenie ochronki, do której sprowadził SS. Służebniczki. Z Jego inicjatywy i poparcia powstał gmach „Sokoła”. Uznaniem Jego pracy było obywatelstwo honorowe trzech miast.
Najlepszy Mąż i Ojciec – dał dzieciom wiedzę poznania wiary, światłości i umiłowanie ziemi, której bronili przed ukraińskim i bolszewickim zalewem. Jako człowiek kierował się sercem i rozumem i odznaczał się gorącą wiarą. Ocierał łzy nędzy i niedoli i niósł swój krzyż życiowy, aż przyszedł czas i kres. Odszedł do tego Boga, o którym życiem całem zdał się mówić: Miłością wieczną umiłowałem Cię.
Niech śpi w pokoju i niech Mu ziemia lekką będzie.
Pochowany na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

Będąc niedawno we Lwowie na Cmentarzu Łyczakowskim, zastałam w dość dobrym stanie grobowiec, kryjący szczątki moich pradziadków i dziadka Leona. Jest ten grób niemym świadectwem historii jednego z tak wielu polskich rodów tamtej Ziemi.
Anna z Riccich Tumidajska
(Red.)