Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z Elżbietą Machaty, nauczycielką w Tarnopolu rozmawia Anna Madej

[1/2004]

Elżbieta MachatyJakie są Pani związki z Kresami?

Żadne.

Dlaczego więc zdecydowała się Pani pojechać do Tarnopola?

Od 1975 roku pracowałam jako nauczycielka języka polskiego w szkołach krakowskich. W pewnym momencie postanowiłam spróbować swych sił i pojechać na Wschód. Wyjazd do Tarnopola to czysty przypadek. Po prostu przydział miejsca. Każdy nauczyciel zgłaszający się do pracy na Wschodzie jest kierowany przez Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli w Warszawie tam, gdzie aktualnie jest wolne miejsce. W następnych latach może trochę „pogrymasić”, ale często z własnego wyboru zostaje w tym samym miejscu.

Jakie były Pani pierwsze wrażenia? Jakie są po dwóch latach pobytu?

Pierwsze wrażenia były jak najlepsze. Tarnopol po raz pierwszy zobaczyłam w piękny, słoneczny dzień. Pani Luda oprowadziła mnie po centrum i obwiozła po wszystkich dzielnicach. Zobaczyłam miasto pełne zieleni i wielkie jezioro, szczególnie piękne w czasie pełni, gdy wisi nad nim ogromny księżyc. Szkoda, że z zabytkami skutecznie uporały się dwie wojny i historia. Teraz po mieście można chodzić dwojako: współcześnie i sentymentalnie, i zawsze jest ciekawie. Cała historia miasta jest bogata i żal, że tak niewielu turystów widzi się na ulicach. Codzienne życie w Tarnopolu dla przybysza nie jest łatwe. Musi przyzwyczaić się do wielu rzeczy, a innych nauczyć. Na początku zaskoczyła mnie ciemność w mieście. Sporadyczne, słabe latarnie i tylko przy głównych ulicach. Od północy do dnia totalna ciemność. Najgorzej w zimie. Fatalna miejska komunikacja, zdezelowane trolejbusy, częsty brak wody (i to po kilka dni), słabe ogrzewanie mieszkań, dziury w jezdniach i chodnikach, bezkarni kierowcy, w zimie wszędzie – lodowisko. To wszystko trzeba było przyjąć, nawet polubić, albo wyjechać. Po dwóch latach pobytu widzę tu zmiany. Zdecydowanie poprawiła się komunikacja miejska, odnawia się centrum, miasto jest sprzątane i o niebo lepiej oświetlone. Kierowcy zaczynają widzieć przechodniów. Otwierane są nowe, ładne sklepy, kawiarenki, rozwija się prywatna inicjatywa.

Proszę opowiedzieć o swojej pracy w Tarnopolu.

Przy Towarzystwie Kultury Polskiej w Tarnopolu została zarejestrowana Szkoła Języka Polskiego. Przychodzi do niej, kto chce. Nie ma ograniczeń wieku, uczniów dzielą na grupy wiek i stopień znajomości języka. Uczniowie pochodzą z rodzin mieszanych i ukraińskich. Ilość jest płynna i waha się w granicach 100–130. W tym roku jest problem z elemantarzami, ponieważ wielu uczniów dopiero zaczyna naukę.

Dzięki dobrym ludziom z Żar, krakowskiej i opolskiej „Wspólnocie Polskiej” oraz Konsulatowi we Lwowie szkoła ma podręczniki i pomoce. Oczywiście nie jest to szczyt marzeń, ale idziemy w dobrym kierunku. Chciałabym stworzyć przy Towarzystwie zaplecze dla studentów polonistyki – literatura, opracowania, materiały historyczno-literackie. Udało się zainteresować władze oświatowe ośrodkiem metodycznym, który już rozpoczął działalność. Zasobna (jak na trudne warunki) biblioteka przyciąga dzieci, studentów i sympatyków Towarzystwa. Problemem jest brak prasy polskiej – szeroko rozumianej. Sporadycznie przywożę z domu, zbierane specjalnie dla Tarnopola, kilka tytułów. Od „Świata Nauki” do „Polityki”.

A jak widzi Pani środowisko polskie i działalność Towarzystwa Kultury Polskiej w Tarnopolu?

Polaków, deklarujących swoje pochodzenie, nie ma dużo – około 1300 osób. Ich liczba w naturalny sposób się zmniejsza. Rodziny są mieszane, bo taka jest kolej rzeczy. Głównym zadaniem Towarzystwa jest kultywowanie tradycji patriotycznych, religijnych i obyczajowych. Uczenie Polski młodych i najmłodszych poprzez spotkania, szkołę i wyjazdy do Kraju. Cieszy fakt, iż w szkołach ukraińskich zwiększa się znacznie liczba uczniów na fakultetach z języka polskiego.

Jaki jest stosunek władz Tarnopola do problemów mniejszości narodowych, do działalności Towarzystwa?

 

Ogólnie władze popierają działalność towarzystw mniejszościowych. Ich liczba – według ministra ds. mniejszości Moskala – zwiększyła się dwukrotnie i przekroczyła 1300. Mniejszości narodowe uczestniczą w obchodach Dni Miast, prezentując własną kulturę. W Tarnopolu odbywa się to pod koniec sierpnia. Minister Moskal stale podkreśla, że Ukraina jest państwem wielonarodowościowym i tylko od członków wszystkich mniejszości zależy, jak ułożą swe życie w tej mozaice. W Tarnopolu, przy Obłastnej Radzie, działa komórka ds. mniejszości, których jest tutaj tylko sześć. Rząd Ukrainy zlecił opiekę nad towarzystwami samorządom. To one mają im zapewnić bezpłatne lokale na działalność statutową.

Jak wyglądają warunki bytowe w Tarnopolu?

Warunki życia są trudne – duże bezrobocie, brak zakładów. Dla starszych osób są one szczególnie trudne ze względu na niskie emerytury (50–140 hrywien, czyli 10–25 dolarów) i fikcyjną dostępność do lekarza, leków i szpitala.

Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę ciągłego zapału i sukcesów w tym, co Pani robi dla Polaków (i nie tylko) na Ziemi Tarnopolskiej.

 

 

 

 


ELŻBIETA MACHATY, ur. w Krakowie. Studia na UJ, polonistka, pracowała jako nauczycielka w szkołach krakowskich. W r. 2000 wyjechała do Tarnopola, uczy w szkole sobotnio-niedzielnej przy PTKO, dojeżdża także do Skałatu. Zorganizowała Ośrodek Metodyczny dla nauczycieli języka polskiego z całej Tarnopolszczyzny.