Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Ze Zdzisławem Ruszelem rozmawia Janusz M. Paluch

[1/1999]

– Jest Pan znanym w Krakowie kolekcjonerem. Kolekcjonerem, którego pasją stało się organizowanie wystaw.
– A tak. Po to zbierałem przez czterdzieści lat najprzeróżniejsze przedmioty, chroniąc je najczęściej przed zniszczeniem, by teraz pokazywać ich piękno wszystkim, których materialna przeszłość interesuje. Wiele osób przeszłoby obok wielu z tych przedmiotów zupełnie obojętnie, traktując je jako śmieci, złom, rzeczy do niczego nieprzydatne, ot zwykłe buble. Gdy jednak zobaczą je u mnie w gablotce czy na stole – rozłożone do oglądania, a często do dotykania – to już się zatrzymują, patrzą z podziwem, cmokają z zadrością. Wie pan, jak ja się wtedy cieszę, że to dla nich ocaliłem te przedmioty? Ale wkurza mnie – to bardzo delikatnie ujmuję – kiedy przychodzą patrzą i szacują, o to tyle warte, tamto więcej.... Nic a nic szacunku dla przeszłości!

– Komu Pan prezentuje swe wystawy?
– Adresowane są do wszystkich. A robię je zazwyczaj na prośbę szkół, domów kultury, szpitali czy domów pogodnej jesieni. Proszę przejrzeć te cztery ogromne księgi pamiątkowe z wystaw, w których wszyscy dziękują mi za przeżycia, jakich dostarczyło im oglądanie przedmiotów przypominających im często dzieciństwo.

– Jakie tytuły noszą Pańskie wystawy?
– Proszę pana, to było od 1978 roku ponad czterysta wystaw! Pan chce, abym wymienił tytuły? Pan żartuje! Tematyka jest na ogół patriotyczna. Pokazuję przedmioty związane z Marszałkiem Józefem Piłsudskim, Naczelnikiem Tadeuszem Kościuszką, generałem Okulickim „Niedźwiadkiem”, kresami, 130 rocznicą Sokolstwa Polskiego, drogami żołnierzy Wojska Polskiego na frontach I i II wojny światowej. Teraz przygotowywuję wystawę poświęconą generałom polskim.

– Pańska praca została zauważona i uhonorowana przez najwyższe czynniki państwowe. Proszę powiedzieć o tych dwóch najważniejszych wyróżnieniach, które niedawno Pana spotkały.
– Zmusza mnie Pan do samochwalstwa. Rzeczywiście z dużym wzruszeniem i satysfakcją odbierałem z rąk wojewody krakowskiego Ryszarda Masłowskiego Złoty Krzyż Zasługi. W takiej chwili człowiek zdobywa się na refleksję i zdaje sobie sprawę z faktu, iż nie do końca zmarnował czas podarowany mu przez Boga. Drugie odznaczenie – to Srebrny Medal Opiekuna Miejsc Pamięci Narodowej. To wyróżnienie spotkało mnie w związku z opieką nad grobami Legionistów w Krakowie.

– W Pańskich zbiorach wiele miejsca zajmuje tematyka kresowa.
– Trudno, żeby nie zajmowała. Przecież do 1939 roku kresy należały do Polski. Moja kolekcja skupia się głównie na dziejach II Rzeczypospolitej, dlatego też kiedy ja mówię o Polsce, to mam na myśli całe terytorium, wraz z kresami. Rzeczywiście posiadam dużo widokówek kresowych, fotografii ze Lwowa i wielu miast kresów południowo-wschodnich, medali, medalików i dokumentów związanych z tamtymi stronami. Oczywiście miłośnicy Wilna też wiele by u mnie znaleźli.

– Skąd Pan ma te przedmioty, dokumenty?
Różnie z tym bywało. Najczęściej kupowałem od ludzi na jakichś bazarach. Ale bywało i tak, jak przed paru dniami. Przynieśli mi worek foliowy z fotografiami wyciągnięty gdzieś w Krakowie z pojemnika na śmieci. Dlatego też dla kolekcjonera bardzo ważna jest przyjaźń ze śmieciarzami – mam nadzieję, że nikogo nie urażam takim określeniem, ale jak inaczej nazwać ten zawód? To dobrze, że wielu z nich jest tak wyczulowych na pewne przedmioty. Inaczej wielu z tych widokówek, zdjęć nie zobaczyłby pan u mnie i pewnie u nikogo, bo uchronione zostały ręką śmieciarza. A ja musiałem do tego interesu dorzucić parę złotych. Ale to jest najmniej istotne.

– Która z tych kresowych pamiątek jest dla Pana najcenniejsza?
– Panie, my się chyba nie dogadamy... Pan też wszystko na złote przelicza?!

– To Pan powiedział! Nie o taką cenę mi chodzi?
– No bo co z tego, że coś jest warte kilkaset złotych, czy może więcej. Dla mnie najcenniejsza jest ta malutka miedziana blaszka. Patrz pan, co na niej jest napisane: Nieznanemu Żołnierzowi – Lwów 31 X 1925. Została wybita na dzień, kiedy we Lwowie odbywały się uroczystości związane z ekshumacją i początkiem pogrzebu Nieznanego Żołnierza. A cenna jest, bo rzadka. Przez tyle lat spotkałem tylko jeden egzemplarz. A niech mi pan wierzy, że przez moje ręce przeszło tysiące różnych przedmiotów! Niech pan rzuci okiem na ten dokument. Taki zniszczony, że właściwie na makulaturę można by go odesłać. A wie pan, dlaczego on taki pomięty? Jego właściciel, lwowiak, zesłany został na Syberię. Wiele ze sobą nie mógł wziąć. Zabrał ten dyplom i przez kilka lat nosił go z narażeniem życia w cholewie buta! Jakby mu to znaleźli, nie przeżyłby dnia dłużej. A on to przywiózł do kraju i dał mi do mojej kolekcji. Wtedy, kiedy to od niego kupowałem, też było ryzykiem przyznawać się do tego. Niech pan czyta: kapral Pomorzański, Krzyż Obrony Lwowa za dzielność i trudy poniesione w bojach o całość i niepodległość Rzeczypospolitej w czasie oblężenia Lwowa. I tu listopadowe daty. A podpisał nie byle kto, bo sam komendant obrony Lwowa Mączyński. Ale widzi pan, nie wszyscy postępowali tak jak kapral Pomorzański, ale w strachu przed rewizjami niszczyli wszystkie rodzinne dokumenty, fotografie, bo wiedzieli, że ich odkrycie przez NKWD to pewna śmierć albo wywózka na „białe niedźwiedzie”. To i tak cud, że z tamtych czasów pozostało aż tyle kresowych dokumentów, fotografii i pamiątek. Niech pan spojrzy, widział pan kiedyś delikatną papierową serwetkę z kawiarni Welza? Już dawno nie ma tej kawiarni, jej właścicieli i pewnie ludzi, którzy tam pracowali. Może ta serwetka jest jedynym materialnym śladem po tamtym miejscu...

– Mówi Pan o tamtych miejscach z taką nostalgią...
– Nie wiążą mnie z kresami żadne więzy rodzinne. Jestem rodowitym krakowianinem. Tu się urodziłem, kończyłem szkołę pod wezwaniem św. Jana Kantego, pracowałem jako mechanik samochodowy i nie zamierzam się stąd już ruszać. Kresy są jednak dla mnie sporym kawałkiem Rzeczypospolitej, przesiąkniętym historią naszego narodu i ogromnym patriotyzmem. Ogromnie żałuję, ale nigdy jeszcze nie udało mi się odwiedzić tego zaczarowanego Lwowa. Nigdy jeszcze nie byłem w tamtym rejonie.

– Na wystawach wielokrotnie podziwiałem Pańskie zbiory. Zawsze z pełnym szacunkiem odnosiłem się do Pańskiej pasji kolekcjonerskiej. W końcu wiele muzeów opiera się na tym, co w przeszłości dalszej i bliższej m.in. przekazali kolekcjonerzy. Co Pan ma zamiar zrobić ze swoimi zbiorami?
– Jest Pan bezwzględny! To prawda, nie jestem już młody, a i choroby nie dają mi spokoju. Mam jednak nadzieję, że jeszcze nie czas na pisanie testamentów. Wiem, że gdybym przekazał swe zbiory do któregoś muzeum, moje nazwisko złotymi literami zostałoby wpisane do księgi pamiątkowej. Jednak moje zbiory umieszczono by na półkach magazynów i pewnie nigdy by nie trafiły na ekspozycję. Na razie pozwoli pan, że będę robić konkurencję wystawienniczą muzeom i ze swoimi kolekcjami będę jeździł po szkołach, domach pogodnej starości, ośrodkach kultury itp. w Krakowie i okolicach.

– Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę dalszych kolekcjonerskich sukcesów.