Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

ROZMOWY

Wszystkie | 1995 | 1996 | 1997 | 1998 | 1999 | 2000 | 2001 | 2002 | 2003 | 2004 | 2005 | 2006 | 2007 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami

Z Jerzym T. Petrusem rozmawia Janusz M. Paluch

[3/2000]

Jest Pan autorem przewodnika Lwowska Katedra obrządku łacińskiego pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Dlaczego właśnie ten obiekt sakralny został przez Pana wybrany?
Katedra lwowska nigdy nie doczekała się przewodnika w sposób przystępny informującego o dziejach świątyni, dziełach sztuki i pamiątkach historycznych wypełniających jej wnętrze. Nie była przedmiotem badań od wielu dziesiątków lat, gdyż po II wojnie światowej nie sposób było, z wiadomych powodów, jej bogatą problematyką artystyczną. Lwowska świątynia szczęśliwie posiada monumentalną monografię napisaną ponad sto lat temu przez Maurycego Dzieduszyckiego, w której została zawarta właściwie cała ówczesna wiedza na temat. Trudno dzisiaj byłoby prowadzić badania bez istnienia tego XIX-wiecznego opracowania, gdyż znaczna część źródeł, z których korzystał Dzieduszycki, zaginęła. Ocalałe archiwalia nie zawsze bywają dostępne. Dokumenty wraz z całym archiwum kapitulnym trafiły do zbiorów Państwowego Archiwum we Lwowie.
I dzieło Dziedzuszyckiego, i prace tak wybitnych znawców sztuki lwowskiej jak Władysław Łoziński czy Tadeusz Mańkowski są dzisiaj dostępne jedynie specjalistom.
Katedra w każdej diecezji odgrywa szczególną rolę. Charakteryzuje to piękne powiedzenie, iż jest ona „matką kościołów diecezji”. O tę pierwszą w hierarchii świątynię w prowincji kościelnej dbano w szczególny sposób. Katedra była bowiem swoistą wizytówką diecezji, o którą dbał i biskup, i kapituła, dokonując fundacji świadczących o możliwościach finansowych i gustach artystycznych donatorów. Lwowska katedra miała tę osobliwość, że będąc kościołem biskupim, była jednocześnie jedynym kościołem parafialnym we Lwowie. Jej los budził zainteresowanie nie tylko wspomnianego duchowieństwa, ale również mieszczan lwowskich, a także lokalnych dygnitarzy i urzędników. Działalność fundatorska niejednokrotnie bywała wyrazem rywalizacji danatorów. Już w trakcie wznoszenia kościoła zaczęły wypełniać go liczne dzieła sztuki, a gotycką bryłę otoczyły liczne kaplice – początkowo gotyckie, a następnie renesansowe i barokowe, z których część okazała się kreacjami artystycznymi o najwyższej jakości, np. Kaplica Kampianawska, najznakomitsza manieryczna kaplica, jaką wzniesiono w Polsce. Inna taka budowla – kaplica Boimów – zwracająca dotąd uwagę swym nadzwyczajnym bogactwem rzeźbiarskiej dekoracji, intryguje skomplikowanymi treściami ideowymi. Katedra lwowska jest również wyjątkowym pomnikiem dziejów kościoła lokalnego, czasu, który moglibyśmy nazwać heroicznym. Została bowiem po wojnie jedynym – obok kościoła św. Antoniego na Łyczakowie – rzymskokatolickim kościołem czynnym we Lwowie, stając się symbolem bohaterskiego oporu wobec bezwzględnej walki prowadzonej z wiarą przez władzę radziecką. W świątyni tej znajdowali duszpasterską posługę nie tylko wierni katolicy obrządku rzymskokatolickiego, ale również greckokatolickiego, skazanego na zagładę. Ważną rolę lwowska katedra odgrywała w dziejach religijnych i politycznych dawnej Rzeczypospolitej. Z wielu mających w niej miejsce wydarzeń jedno na trwałe weszło do historii. Były to Śluby Jana Kazimierza w r. 1656. Lwowskie. Śluby wyrosły ze specyficznej maryjnej pobożności Polaków, i to one ukształtowały naszą współczesną religijność. I – jestem głęboko przekonany – nie byłoby idei Ślubów Jasnogórskich Prymasa Polski kardynała Stefana Wyszyńskiego w r. 1966 roku, gdyby nie wspomniana lwowska uroczystość sprzed trzech stuleci. Ukształtowane pod jej wpływem przez kościół patriotyczne i społeczne postawy Polaków w powojennej rzeczywistości doprowadziły w konsekwencji do odzyskania przez Polskę suwerenności po raz drugi w XX stuleciu.

Do kogo jest adresowany ten Przewodnik?
Nakazane po r. 1945 administracyjnie milczenie o kulturze i sztuce dawnych kresów południowo-wschodnich skazywało katedrę we Lwowie – tak jak całe miasto nad Pełtwią – na zapomnienie. Świątynia lwowska trwała jednak w świadomości pokolenia tam urodzonego i tam wychowywanego. To pokolenie już jednak odchodzi. Młodzi ludzie coraz mniej na ten temat wiedzieli. Szczęśliwie po 1990 roku granica wschodnia zaczęła się coraz bardziej otwierać. Coraz więcej osób podejmowało podróże na wschód. Najpierw odwiedzano rodziny i znajomych, później zaczęto podróżować z ciekawości. Ruch turystyczny rozwija się coraz intensywniej. Podróżujący do Lwowa Polacy mają jednak poważne kłopoty ze zdobyciem informacji o przeszłości miasta i o zachowanym tam narodowym dziedzictwie kulturalnym. Brak przewodników jest bardzo dokuczliwy. Dawne są i nieaktualne, i na ogół nieosiągalne. Przewodnik po katedrze pisałem z myślą o rodakach odwiedzających Lwów. Mogą oni teraz z książką w ręku wędrować po świątyni, poznawać jej historię i zgromadzone w niej dzieła sztuki i pamiątki historyczne. Z drugiej strony ta książka jest skierowana do młodych Polaków mieszkających we Lwowie i na Ukrainie, którym też często brakuje świadomości i pamięci historycznej, bo tak się potoczyły się ich losy, iż dorastali i kształcili się poza Polską.

Można śmiało stwierdzić, iż pracował Pan na dziewiczym gruncie, co nieczęsto się dziś zdarza.
W pewnym względzie tak. Praca nad tym przewodnikiem trwała dosyć długo. Jego powstanie było możliwe dzięki częstym pobytom we Lwowie. Tak się szczęśliwie ułożyło, że Wawel ma umowę o współpracy z Lwowską Galerią Sztuki (przedtem Lwowska Galeria Obrazów). Realizuję różne wynikające z niej zadania podczas każdego pobytu we Lwowie, zawsze jednak pozostaje pewien margines czasu, który w jakiś sposób trzeba sobie zagospodarować. Przeze mnie ten margines został przeznaczony na dokładne zapoznanie się z katedrą i jej wyposażeniem, zebranie literatury przedmiotu. Podjąłem też, ale w niezbyt dużym zakresie, badania archiwalne w dawnym kapitulnym archiwum, zarówno w części zachowanej we Lwowie, jak i tej, która znalazła się w Krakowie.

Odnoszę wrażenie, że praca nad przewodnikiem stanowiła wstęp do poważnych, naukowych badań nad katedrą.
Tak. Trudno jeszcze określić konkretną datę, ale w ramach serii wydawniczej Kościoły i Klasztory Dawnego Województwa Ruskiego planujemy wspólnie z prof. Janem Ostrowskim opracowanie monografii katedry. Będzie to praca ściśle specjalistyczna, obarczona całym aparatem naukowym.

Czy w związku z tym zamierzają Panowie zainicjować w lwowskiej katedrze przeprowadzenie specjalistycznych badań architektonicznych czy archeologicznych?
Nie mamy możliwości prowadzenia tego rodzaju badań. Nic mi nie wiadomo o podobnych planach strony ukraińskiej. Natomiast niezależnie od naszych zamierzeń pewne prace w katedrze trwają. Z inicjatywy księdza arcybiskupa Mariana Jaworskiego, który w związku z obchodami roku 2000, roku jubileuszowego, zainicjował prace konserwatorskie w prezbiterium katedry. W latach 60. dokonano konserwacji wnętrza naw. Od 1905 roku – kiedy zakończono konserwację prezbiterium – uległo ono daleko idącej degradacji. Brudne, zakurzono, odbiegało swym wyglądem od pozostałych części kościoła. Ostatecznym terminem ich zakończenia jest połowa przyszłego roku. Może zbiegnie się to z długo oczekiwanym przybyciem do Lwowa Ojca Świętego. Prace polegają głównie na oczyszczeniu i uzupełnieniu polichromii prezbiterium, konserwacji witraży i odczyszczeniu ołtarza głównego.

Warstwa tłustego kurzu na witrażach miała ponoć kilka centymetrów grubości!
Tak. Przecież ani witraży, ani ołtarza nikt nie odkurzał od stu lat bez mała! Teraz odczyszczone i uzupełnione witraże zabłysną ponownie bogactwem kolorów, ukazując swe prawdziwe piękno...

Ale straciły nieco na tajemniczości i patynę, choć to był tylko brud.
Sądzę, że nie ma czego żałować. Dzięki zabiegom konserwatorskim wnętrze katedry w znacznym stopniu odzyskało swe piękno. Niebawem zostaną też zakończone prace renowacyjne przy kompozycji z obrazem Matki Boskiej Łaskawej (Domagaliczowskiej), portretem fundatora kaplicy dla cudownego obrazu i napisem upamiętniającym ten czyn.

Nie tylko zabytki sakralne Lwowa stanowią przedmiot Pańskich badań naukowych. Jest Pan współautorem tomów wydawanej przez Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie wspomnianej już serii Kościoły i klasztory rzymskokatolickie dawnego województwa ruskiego stanowiącej część pierwszą Materiałów do dziejów sztuki sakralnej na ziemiach wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Jeden z tomów, Pańskiego autorstwa, poświęcony jest kościołom żółkiewskim. Dzięki Pańskiej inicjatywie, jako przewodniczącego Komisji Kultury i Ochrony Zabytków Rady Miasta Krakowa, kolegiata w Żółkwi pozyskała miedź na pokrycie dachu.
Ze środków pochodzących z Krakowa został pokryty dach nad prezbiterium kolegiaty. Osobna dotacja Rady Miasta pozwoliła na odrestaurowanie krypty z doczesnymi szczątkami Żółkiewskich, Daniłowiczów i Sobieskich. To bardzo piękny hołd złożony przez Kraków kanclerzowi i hetmanowi wielkiemu koronnemu Stanisławowi Żółkiewskiemu, wielkiemu patriocie, szlachetnemu i bezinteresownemu obywatelowi.

Dlaczego właśnie Żółkiew stała się obiektem Pańskich zainteresowań?
Wiąże się z tym bardzo zabawna (dzisiaj tak można powiedzieć) historia sięgająca roku 1970. Właśnie wtedy odbyła się pierwsza wycieczką historyków sztuki do Lwowa. W ramach tego pobytu, wraz z dwiema koleżankami, wybrałem się do Żółkwi. To jest tylko 30 km od Lwowa. Chcieliśmy tam obejrzeć m.in. zamek i wnętrze kolegiaty będącej wówczas magazynem. I tam z powodu naszej nieuwagi i ciekawości zostaliśmy aresztowani. Po długim śledztwie trwającym cały dzień zostaliśmy przez milicję odstawieni do Lwowa jako ci, którzy psują przyjaźń polsko-radziecką. Żółkiew zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tamtejsza kolegiata jest zabytkiem o bardzo wysokiej randze artystycznej. To jedna z najważniejszych budowli późnorenesansowych na wschodnich terenach Rzeczypospolitej. Jej obraz został na stałe w mojej pamięci. Przez kolejne lata pamiętałem o żołkiewskim kościele, interesowałem się jego historią. W momencie kiedy z prof. Ostrowskim zaczęliśmy się zastanawiać, jakie kościoły powinny rozpocząć wspomnianą serię wydawniczą, uznałem, że nadarza się świetna okazja, by świątyniom Żółkwi poświęcić specjalną uwagę. Pierwszy tom wydawnictwa miał objąć kilka kościołów w różnych miejscowościach, tymczasem część poświęcona Żółkiwi rozrosła się do takich rozmiarów, iż wypełniła cały, kolejny tom. Cały czas śledzę badania i publikacje na temat Żółkwi i już posiadam kolejną opasłą teczkę z materiałami uzupełniającymi. W Żółkwi cały czas trwają prace konserwatorskie wspierane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które przynoszą nowe odkrycia. Podzas każdego pobytu w mieście Żołkiewskich i Sobieskich dowiaduję się o takich rzeczach. To odnaleziono datę wyrytą w trudno dostępnym miejscu, to znowu odczyszczono fragment muru i ukazał się nieznany dotąd ornament, a to udało się zrekonstruować rozbity na kawałki nagrobek. Tam działa profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, specjalista od konserwacji kamienia, pan Janusz Smaza wraz z ekipą studentów. Nie dość, że jest wybitnym specjalistą w swoim zawodzie, to w dodatku jest jeszcze pasjonatem Żółkwi. Rozpoczął tam rzecz niebywale ważną. Dzięki niemu studenci nie tylko zyskują pole do prowadzenia interesująych działąń konserwatorskich, ale również swoją pracą i postawą przyczyniają się do przełamywania stereotypów tak bardzo ciążących w stosunkach polsko-ukraińskich. Obie strony coraz mocniej łączy ponad uprzedzeniami świadomość konieczności ratowania zabytków popadających w zaniedbanie i ruinę. Okazuje się, że istnieją ogromne możliwości współpracy.

Opracowanie kościołów w Żółkwi stanowi też pracą pionierską, o ile bowiem się orientuję, w przeszłości nikt w tak szczegółowy sposób nie zajmował się tymi zabytkami.

Żółkiew zawsze budziła duże zainteresowanie wśród historyków oraz historyków sztuki ze względu na działalność takich postaci jak Stanisław Żółkiewski i Jan Sobieski. Dlatego też pisano o historii Żółkwi i znajdujących się tam zabytków. Większość tych prac powstała jednak w poprzednim stuleciu, w dwusetną rocznicę odsieczy wiedeńskiej, tj. w 1863 roku. Nowsze opracowania, np. Tadeusza Mańkowskiego, były poświęcone nielicznym dziełom sztuki.
Uwagę uczonego zwróciły najznakomitsze zabytki – nagrobki wyrzeźbione przez cieszącego się europejską sławą Andrzeja Schlütera. Oczywiście wspomniane prace mają wielką wartość, także dokumentalną, ponieważ ich autorzy posługiwali się źródłami, które w znacznej części dzisiaj już nie istnieją. Od tamtych czasów wiele zmieniło się w poglądach na sztukę. Odnaleziono również nowe przekazy archiwalne, które pozwoliły na wiele uściśleń co do okoliczności fundacji; sporo miejsca pozostało dla interpretacji dzieł przez dzisiejszych badaczy. Pojawiła się możliwość ściślejszego datowania lub ustalenia nazwiska twórców różnych dzieł. Uporządkować należało niektóre nieprzemyślane hipotezy w łatwy sposób wysuwane w wieku XIX. Są również w Żółkwi obiekty, którym w ogóle, lub tylko marginalnie poświęcono uwagę. Na przykład kościoły i klasztory dominikanów oraz dominikanek. Ten ostatni w wieku XIX był już przebudowany na koszary wojskowe. Odnalezione liczne materiały archiwalne pozwalają na odtworzenie pierwotnego wyglądu zakonnej świątyni i jej wyposażenia.

Czy zainteresowanie Kresami wiąże się z faktem, iż korzenie Pańskiej rodziny właśnie tam tkwią?
Bez wątpienia tradycja odegrała pewną rolę, bo stamtąd wywodzi się rodzina mojego ojca. Moja działalność nie wynika jednak z sentymentów, lecz z zainteresowania badacza. W momencie kiedy otworzyła się możliwość wyjazdów na Kresy i swobodnego poznawania tamtejszych zabytków, dla historyka sztuki tworzyło się pole do badań naukowych. Tę wyjątkowa szansę w Krakowie wykorzystano znakomicie. Z przyjemnością biorę udział w akcji inwentaryzacyjnej zabytków sakralnych na terenie dawnego województwa ruskiego prowadzonej pod kierunkiem prof. Jana Ostrowskiego.

Inna Pańska działalność na terenie Lwowa to wykłady z historii sztuki w Lwowskim Seminarium Duchownym w Brzuchowicach.

Tak. Jest bardzo ważne, by klerycy wywodzący się z tamtych stron nie tylko poznali sztukę miejscową i europejską, ale żeby sobie uświadomili, iż świątynie, w których będą w przyszłości pracować są częścią i lokalnego, i europejskiego dziedzictwa kulturowego, dziedzictwa, którego zagłada przyniosłaby niepowetowane straty nie tylko polskiej, ale i ukraińskiej kulturze. Ci przyszli księża będą odpowiedzialni za losy powierzonych ich opiece skarbów przeszłości.

Można zatem mieć nadzieję, iż słuchacze Pańskich wykładów z szacunkiem będą podchodzić do zabytków.

Mam taką nadzieję, ale nad tym trzeba jeszcze długo popracować. Z przyjemnością patrzę na zmiany zachodzące na Ukrainie. Zmiany polityczne i gospodarcze powodują przemiany w mentalności ludzi, którzy zaczynają odczuwać konieczność porządkowania otoczenia, przykładać wagę do spraw estetyki. Rozpoczynają się prace remontowe, prace budowlane. Często patrzymy na to krytycznie, bo z punktu widzenia doktryny konserwatorskiej nie zawsze jest to to, co byśmy chcieli, ale został chyba już zahamowany okres bezmyślnego niszczenia, zacierania śladów innej kultury. Mam nadzieję, że nasi sąsiedzi, podobnie jak my, mają to już za sobą.

Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę.


Jerzy T. Petrus – ur. w r. 1946, historyk sztuki, zastępca dyrektora Zamku Królewskiego na Wawelu – Państwowych Zbiorów Sztuki, autor m.in. kilkunastu monografii kościołów, w tym w Komanie, Laszkach Murowanych, Nadwórnej, Samborze i Stryju, książki o Żółkwi i jej zabytkach, opracowań poświęconych lwowskiemu ludwisarstwu oraz dziejom lwowskiego muzealnictwa.