Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

PUBLIKACJE

Ksiazki i czasopisma omówione w naszych kwartalnikach

Wszystkie | 2005 | 2004 | 2006 | 2007 | 2002 | 2003 | 2001 | 2000 | 1999 | 1998 | 1996 | 1997 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami



Hryciuk Grzegorz, Gazeta Lwowska. 1941–1944

[1/1997]

Ludzie, którzy przeżyli czasy II wojny i okupacji (wszystkich), pamiętają „gadzinówki”. W Krakowie był „Goniec Krakowski”, we Lwowie najpierw „Czerwony Sztandar”, potem „Gazeta Lwowska”, potem znowu „Czerwony Sztandar”. Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego dało nam już 2. wydanie monograficznej pracy Grzegorza Hryciuka pt. „Gazeta Lwowska. 1941–1944” (Wrocław 1996). Tytuł to bardzo ze Lwowem zżyty, bo dziennik o tym tytule ukazywał się tam od 1811 r. do II wojny światowej. Zauważmy, że w owym, 128-letnim okresie ukazywania się Gazety Lwowskiej, mieściły się aż trzy epoki polityczne. Pierwsza i druga to niewola austriacka, ale jak różniące się między sobą! Do lat 1860-tych jest to twardy reżim zaborczy, nieprzyjazny Polakom. Potem następuje epoka autonomii galicyjskiej, z polską w pełni administracją. Staje się ta era pomostem, przygotowaniem do epoki trzeciej: niepodległości 1918–1939. Przez te 128 lat była „Gazeta Lwowska” dziennikiem na pół urzędowym, na pół popularną gazetą z całym wachlarzem tematyki politycznej, lokalnej i kulturalnej.
Po dwuletniej przerwie (na okupację sowiecką) tytuł pojawił się znowu – tym razem jako organ niemieckich władz okupacyjnych dla Distrikt Galizien. Ukazywał się przez trzy lata. To już czwarta epoka polityczna.
Dziennik ten określa autor jako „gadzinówkę”, bo tak wtedy w GG nazywano gazety okupantów, choć zdaje mi się, że słowo to we Lwowie nie było w takim znaczeniu znane i używane, poznaliśmy je dopiero później (nb. autor zbyt często używa tego wyrazu – mój zarzut dotyczy stylistyki, a nie meritum).
Czy jednak „Gazeta Lwowska” z lat 1941–1944 była gadzinówką w pełnym tego słowa znaczeniu? Jej warstwa polityczno-propagandowa na pewno zasługuje na taki epitet, ale czy całkiem podobnej, dla Polaków obrzydliwej propagandy nie serwowały nam po wojnie niektóre gazety PRL, zwłaszcza w latach pięćdziesiątych (a może i wiele lat później)? Nikogo nie może dziwić, że obca władza uprawia swoją propagandę, a wydaje się, że większą niż niemiecka – per saldo – szkodę wyrządziły Polakom gazety i propaganda komunistyczna, bo na tę pierwszą byliśmy dostatecznie uodpornieni (i trwała względnie krótko). Propaganda niemiecka była niemal całkowicie nieskuteczna, a niektóre wiadomości wzbudzały śmiech, prowokowały powstawanie niezliczonych dowcipów politycznych. Niestety nie tak odbierano propagandę komunistów, bo na tę tylko wygnańcy z Ziem Wschodnich byli wystarczająco uodpornieni. Nawet i dziś, kiedy o czasach „realnego socjalizmu” staramy się zapomnieć, podawane są gdzieniegdzie treści, które świadczą o utracie godności i poczucia interesu narodowego w środowiskach niekoniecznie postkomunistycznych.
„Gazetę Lwowską” z lat 1941–1944 rehabilitują natomiast materiały, które tam były publikowane niejako na marginesie. Autor książki poświęcił jeden z obszernych rozdziałów problematyce kulturalnej, w tym dzienniku zamieszczanej. Stwierdza, że głównym czynnikiem, który kształtował specyfikę tej gazety (w odróżnieniu od innych gazet polskich w GG), był właśnie rozbudowany dział kulturalny. Obsadzony był przez redaktorów polskich, których celem było – w miarę możliwości – prezentowanie niektórych bodaj zagadnień z polskiej historii, literatury i sztuki, szczególnie w odniesieniu do Lwowa oraz innych miast, miasteczek i zabytków Małopolski Wschodniej. Nie trzeba uzasadniać jak ważne to było dla polskiego społeczeństwa, szczególnie młodzieży, w istniejących warunkach. Pozwolę sobie na osobistą dygresję: jako 11–12-letni chłopak z uwagą czytałem właśnie te artykuły i wiele mi z nich zostało, jeśli nie szczegóły, to na pewno umiłowanie mojej „małej ojczyzny”. Nie była więc Gazeta Lwowska typową „gadzinówką”.
We wstępie do książki poznajemy m.in. strukturę administracyjną dystryktu Galicji i jego demografię. O prasie w całym GG i we Lwowie mówią rozdziały „Polskojęzyczna prasa jawna w GG w latach 1939–1945” oraz „Jedyny dziennik polski dystryktu Galicji”. Bardzo ciekawy jest rozdział najdłuższy: „Dzień powszedni Lwowa pod okupacją niemiecką”. Jeszcze inne rozdziały omawiają sprawę polską w l. 1941–1944 oraz propagandę antysowiecką i antysemicką.
Książka jest pięknie wydana. Ale czy nie lepiej i dla wydawcy i dla autora – nie mówiąc o szerszym kręgu nabywców – gdyby miała skromniejszą szatę, a za to była tańsza?
Na koniec trzeba zwrócić uwagę, że tytuł „Gazety Lwowskiej” ukazał się na nowo w 1991 r. Ale o tej piątej epoce innym razem.