Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

PUBLIKACJE

Ksiazki i czasopisma omówione w naszych kwartalnikach

Wszystkie | 2005 | 2004 | 2006 | 2007 | 2002 | 2003 | 2001 | 2000 | 1999 | 1998 | 1996 | 1997 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami



Kozłowski Adam, Lwów – wizja utraconego miasta

[3/1996]

Na łamach polonijnego nowojorskiego „Nowego Dziennika” ukazywały się odcinki wspomnień lwowskich pióra Adama Kozłowskiego. Cieszyły się dużym powodzeniem czytelników, przeto wydawca gazety zdecydował się na wydanie opowieści „Lwów – wizja utraconego miasta” w formie książkowej.
Adam Kozłowski urodził się – przypadkowo – w Wiedniu w listopadzie 1914 roku, gdzie jego rodzice szukali schronienia przed nawałą wojsk rosyjskich podczas I wojny światowej. Widać ten przypadek zaważył na jego życiu, bo los po II wojnie światowej rzucił go do Brazylii, gdzie zmarł w 1985 r. Przyszło mu zatem kochać rodzinny – mimo wszystko – Lwów, a szczęśliwie ową tęsknotę przelewać na papier, odbudowując wizję utraconego miasta. Miasta, które obrosło opowieściami i legendą, do którego tęsknią nie tylko ci, których dziejowa zawierucha rozrzuciła po świecie, ale i ci, co wchłaniają opowieści o utraconej Arkadii – Lwowie. Bo jak tu nie tęsknić, gdy autor z pełną powagą – powołując się na naukowy autorytet znamienitego geografa prof. Romera – wprowadza czytelnika do Lwowa, w którym uczniowie prof. Romera przejęci wprowadzaniem nowej metody w nauce – heurystycznej czyli odkrywczej – udawali się „do miasta w poszukiwaniu nie wielkiego działu wód, ale... wielkiego rozdziału wódki”.
Niestety autor nie uchronił się przed popełnieniem błędów. Ale pisząc tak wspaniałą opowieść pod niebem Rio de Janeiro, polegając na swej – i być może przyjaciół – pamięci, pozbawiony biblioteki polskiej, można a nawet należy mu te błędy wybaczyć. Zresztą zapanował nad nimi prof. Ignacy Szenfeld, który opatrzył książkę wstępem i przypisami. Jedno, co wydawcy zarzucić należy, to brak indeksu nazwisk. Wszak przez karty książki przewijają się dziesiątki interesujących i znanych nazwisk.
Trudno namawiać czytelnika do lektury tej książki, boć za Oceanem publikowana i pewnie mało która biblioteka w Polsce ją posiada. Jeśli jednak komuś w ręce wpadnie, nie można przejść obok niej obojętnie. Warto poświęcić jej trochę cennego czasu. A może i u nas znalazłby się wydawca tej książki....