Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

PUBLIKACJE

Ksiazki i czasopisma omówione w naszych kwartalnikach

Wszystkie | 2005 | 2004 | 2006 | 2007 | 2002 | 2003 | 2001 | 2000 | 1999 | 1998 | 1996 | 1997 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami



Kozłowski Maciej, Zapomniana wojna

[4/1999]

Do galerii pożal się Boże politycznych wizjonerów zalicza się, a nawet wybija na czoło Maciej Kozłowski, który już w 1991 r. wydał owoc swoich głębokich badań i przemyśleń historyczno-politycznych pt. Między Sanem a Zbruczem (nagrodzony przez „Politykę” Rakowskiego), obecnie wznowiony pod zmienionym tytułem (a nuż się ktoś nabierze?) Zapomniana wojna. Rzecz dotyczy wojny z Ukraińcami 1918–19 o Lwów i wschodnią Małopolskę. W niezwykle jednostronny sposób uzasadnia Kozłowski z góry założoną tezę, że wojna ta przekreśliła w tym wyjątkowym momencie dziejowym możliwość powstania niepodległej Ukrainy, a w konsekwencji umożliwiła utrzymanie potęgi wschodniego imperium, czyli Rosji sowieckiej.
Trudno o większy nonsens. Po pierwsze tzw. Ukraina zachodnia to nie cała Ukraina, od dawna zrusyfikowana – szczególnie jej część wschodnia z Kijowem na czele. Polacy, którzy tam żyli do rewolucji, dobrze pamiętają, że była to de facto Rosja, a język rosyjski panował prawie niepodzielnie. Tak jest w dużej mierze do dziś.
Po drugie: nie było najmniejszej szansy, by Rosja bolszewicka wypuściła z rąk tę istotną część swojego terytorium. Jej apetyty sięgały przecież o wiele dalej – do Polski, o czym przekonaliśmy się w 1920 r. Uwolniona od „polskiej okupacji” Hałyczyna stałaby się niewątpliwie częścią rosyjskiej Ukrainy, a już wtedy Rosjanie „daliby im popalić” (jak to się dziś mawia). Przykładów w innych prowincjach aż nadto.
Po trzecie: gdyby nawet te wizje mogły być realne, to można by postawić pytanie, jak by się zachowało w czasie II wojny owo wygdybane suwerenne państwo ukraińskie, powiązane – rzecz niemal pewna (ze zrozumiałej dla nich konieczności) – tysięcznymi więzami z Niemcami? Strach pomyśleć, jak zakończyłaby się na wschodzie wojna rosyjsko-niemiecka – Rosja osłabiona, Niemcy wzmocnione przez swych ukraińskich przyjaciół. A może II wojny w ogóle by nie było? Raczej byłaby wcześniej.
I co wtedy z nami, małym państewkiem, o połowę przecież mniejszym (z województwem kieleckim, jako pępkiem)? Dobrze byłoby pomyśleć, panie wizjonerze.
Dzieło M. Kozłowskiego wydał prowincjonalny Instytut Wydawniczy „Świadectwo” (1999). To jest rzeczywiście świadectwo...