Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

PUBLIKACJE

Ksiazki i czasopisma omówione w naszych kwartalnikach

Wszystkie | 2005 | 2004 | 2006 | 2007 | 2002 | 2003 | 2001 | 2000 | 1999 | 1998 | 1996 | 1997 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami



Hannowa Anna, Miesiące mojego życia

[4/1999]

Pan Wojciech Dzieduszycki jest postacią w Polsce dość popularną – i to nie tylko w środowisku wschodnio-małopolskim, toteż ukazanie się książki o Nim jest tej popularności logiczną konsekwencją. Autorka, Anna Hannowa, potraktowała ją jako rozmowę z Panem Tuniem, a książka nazywa się Miesiące mojego życia (Wydawnictwo „Co jest grane”, Wrocław 1999).
Jest jeszcze drugi powód, dla którego omawiana książka jest dla nas interesująca: oto ród Dzieduszyckich można określić jako najbardziej swoją, najbardziej lwowsko-wschodniomałopolską ze wszystkich arystokratycznych familii ziem południowo--wschodnich. Tam były jej korzenie, najbardziej tamtejszy był jej herb: „Sas”, tam (i tylko tam) były ich majątki, bo na ogół nie rozłazili się po innych polskich ziemiach. Tam się koligacili, tam pełnili urzędy, stanowiska, honory.
Książka Hannowej nie jest – jak sama autorka pisze – biografią Wojciecha Dzieduszyckiego, nie jest więc tym bardziej historią rodu Dzieduszyckich. Tym więcej przeto odczuwamy brak zarówno jednej, jak i drugiej. Pierwszą ma jakoby napisać córka Pana Wojciecha, Małgorzata Ziemilska, a drugą? Wychodzą przecież co chwila monografie polskich rodów, a Dzieduszyccy wszak sroce spod ogona nie wypadli.
Hannowa pisze w zasadzie o wszystkim, co dotyczy jej bohatera, ale wyraźnie preferuje artystyczny wątek w Jego życiorysie. Niby słusznie, bo ten jest głównym tytułem do Jego sławy i popularności. A życie miał niezwykle bujne. Jednak innych wątków jest sporo: rodzinno-pochodzeniowy, rolniczo-
-młynarski (!), sportowy, wojenny, towarzyski, i znowu rodzinny (który można by określić jako rodzinno-zstępny). I tak dalej.
Książka jest więc – ze względu na niezwykłego bohatera oraz jego przypadki – „do czytania”. A co mi się w niej nie podobało? Przede wszystkim przesadnie rozbudowany wystrój graficzny. Po drugie, też przesadna tytułomania, tzn. zbyt częste stosowanie „hr.”. Po co? I tak każdy wie. Po trzecie, dość niezgrabne cytowanie anegdotek o Wojciechu Dzieduszyckim – seniorze (dziadku Pana Tunia). A ten już na pewno nie zwróciłby się do Franciszka Józefa per Jego Cesarska Wysokość, lecz Wasza Cesarska Mość (w tłumaczeniu polskim, ma się rozumieć).
Książka dostępna w księgarniach naukowych i oddziałach TMLiKPW.