Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

PUBLIKACJE

Ksiazki i czasopisma omówione w naszych kwartalnikach

Wszystkie | 2005 | 2004 | 2006 | 2007 | 2002 | 2003 | 2001 | 2000 | 1999 | 1998 | 1996 | 1997 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami



Biriulowa Jurija, Lwów. Ilustrowany przewodnik

[3/2002]

Pękła bania z przewodnikami po Lwowie. Do dość licznych przedwodników sprzed I i II wojny doszło kilka powojennych, a całkiem ostatnio ukazały się – prawie równocześnie – trzy. Jeden omówiliśmy w CL S/01 (J. Czerwińskiego), drugi – poniżej, o trzecim będzie mowa w jednym z następnych numerów. O czym świadczy ten urodzaj? To oczywiste: podaż odpowiada na popyt, a popyt wynika ze wzrostu zainteresowania naszym niezwykłym miastem wśród współczesnych Polaków. Jesteśmy więc zadowoleni.
Przewodnik dzisiaj przedstawiany ukazał się we Lwowie i jest w zasadzie polskojęzyczną wersją przewodnika, który omówiliśmy w CL 3/99. Tamten był dwujęzyczny – ukraińsko-angielski, ten jednak nie stanowi mechanicznego przekładu tamtego. Jest różnica w objętości: pierwszy miał ok. 530 stron, drugi tylko 320, choć wcale nie został zubożony, przeciwnie – merytorycznie wzbogacony. O różnicach będzie mowa.
Tytuł brzmi: Lwów. Ilustrowany przewodnik. Wydawców ma dwóch: „Centrum Europy” Lwów oraz „Via Nova” Wrocław (2001). Jest opracowaniem zbiorowym pod redakcją Jurija Biriulowa, swój wkład ma także Borys Woźnicki. Teksty z języka ukraińskiego tłumaczył na polski Andrzej Otko. Warto nadmienić, że książka miała też czworo polskich konsultantów. Byli nimi: Zofia Gunaris, Danuta Nespiak i Jan Ziembicki (wszyscy Wrocław) oraz ks. Józef Wołczański (Kraków). Nie wiemy, jaki był charakter ich uwag oraz czy zostały uwzględnione przez autorów i wydawców.
W edycji polskiej zdecydowanie poprawiono kalendarium (czy tylko na użytek użytkowników polskich?), które kwestionowaliśmy w wydaniu ukraińsko-angielskim. Dodano więc daty tam brakujące, m.in. powstania katedr ormiańskiej i łacińskiej (które zresztą wtedy katedrami jeszcze nie były), słowo podbój (przez Kazimierza Wielkiego) zastąpiono przez włączenie (Lwowa do państwa polskiego). W sumie liczbę 60 dat powiększono do 100, dodając też takie, jak ukazanie się „Gazety Lwowskiej” (1811, nb. najdłużej i nieprzerwanie ukazującego się – do II wojny – dziennika w Polsce, a także datę wznowienia w 1990 r.), powstanie „Sokoła” (1867) itd.
Do edycji polskiej nie stosują się naturalnie zarzuty co do braku wyjaśnień w wydaniu ukraińsko-angielskim w kwestii wybitnych Polaków tam wymienianych. Nasi użytkownicy przewodnika dobrze wiedzą, że Parandowski, Twardowski, Balzer czy Banach to Polacy. Sporo też dodano: przykładem zdjęcia A. Grottgera i Wandy Monne, prof. A. Sabatowskiego czy Jerzego Janickiego. W rozdziale Miasto Muzeów dodano parę reprodukcji polskiej sztuki, ale i tak pozostała dysproporcja w stosunku do szeroko potraktowanej sztuki rusko-ukraińskiej, starej i XX-wiecznej. W polskim wydaniu pominięto natomiast zdjęcie pięknej kafli huculskiej, wykonanej przez A. Bachmińskiego, nazywanego przez Ukraińców Bachmatiukiem (patrz artykuł J. Kamockiego w CL 1/02). Czy kwestia nazwiska i narodowości artysty odegrała tu jakąś rolę?
Powyższe uwagi nie podważają naszego przekonania, iż przewodnik – szczególnie w wydaniu polskim – pod redakcją J. Biriulowa przy współpracy edytorskiej Sergiusza Fruchta, jest najlepszy i najpełniejszy z tych, jakie się dotąd na temat Lwowa ukazały. Oczywiście w istniejącej sytuacji nie możemy wymagać, by umieszczono tam to wszystko, co znalazłoby się w przewodniku wydanym w RP, ale trzeba sprawiedliwie zauważyć, że np. Cmentarz Orląt pokazano i pokrótce (taktownie) opisano.
Strona graficzno-drukarska jest bez zarzutu (lepsza niż w poprzednim wydaniu). Nic więc dziwnego, że przewodnik idzie jak woda.
Panom Biriulowowi, Woźnickiemu, Fruchtowi i wszystkim autorom tekstów, rysunków i zdjęć oraz znakomitemu tłumaczowi dr. Otko należą się wyrazy szczerego uznania.
Andrzej Chlipalski