Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

PUBLIKACJE

Ksiazki i czasopisma omówione w naszych kwartalnikach

Wszystkie | 2005 | 2004 | 2006 | 2007 | 2002 | 2003 | 2001 | 2000 | 1999 | 1998 | 1996 | 1997 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017
Sortuj alfabetycznie | Sortuj numerami



Kozicki Andrzej i Białostocki Stefan, Szemrany światek starego Lwowa

[2/2006]

Całkiem inny rodzaj literatury reprezentuje przekład z jęz. ukraińskiego: Szemrany światek starego Lwowa (Dom Wydawniczy „Bellona”, Warszawa 2006), autorstwa Andrija Kozyckiego (a może Kozyckoho lub Kozyckyja?) i Stepana Bilostockiego (te same rozterki) – lepiej więc przywrócić właściwą formę: Andrzeja Kozickiego i Stefana Białostockiego. Tłumaczyła na polski Agata Buczko – do sprawy przekładu powrócimy.

Książka jest dobra, bo ciekawa i wcale nie próbuje polskiego starego Lwowa przerabiać na jakiś inny. Są to obrazki życia miasta w ubiegłych wiekach (po XIX) – ale nie tego najbardziej nam znanego – eleganckiego, intelektualnego czy artystycznego, lecz tego z drugiej strony medalu – plebejskiego, ubogiego i przestępczego (jakież miasto na świecie nie ma tej drugiej strony?). Mowa więc o kryminałach i lochach, policji i katach, o burdelach i prostytutkach, o żebrakach i naciągaczach, o knajpach, pijaczynach, złodziejaszkach i zabijakach, o masonach i szpiegach oraz jeszcze o wielu innych sprawach krew w żyłach mrożących. Omawiane osoby należą oczywiście do różnych narodowości. Więc wszystko w porządku.

A przekład? Tłumaczenie może być uznane z grubsza za prawidłowe, ale co krok wychodzą jakieś kwiatki. Ogólnie odnosi się wrażenie, że tłumaczka słabo zna realia historyczne i lwowskie, a czego nie wie – tłumaczy żywcem z ukraińskiego (substrat ukraiński?) lub dobiera słowa nie bardzo przystające. Przykładem pierwsze słowo tytułu książki: Szemrany... We Lwowie takie słowo nie było znane (sprawdziliśmy u Kurzowej), to typowy warszawizm, rodem z Wiecha. Nazwiska i nazwy: nie Bazjuk, tylko Baziuk, nie Hołowsko, lecz Hołosko, nie Kalicza Góra, tylko Kalecza. Więzienie dla dłużników to podobno szafliwka – w naszym bałaku nie znane. Nie budynek, Dąbczańskiego, lecz d o m (w tym znaczeniu budynek to typowy rusycyzm).

Po naszemu nie burgraf, lecz burgrabia. O cesarzu nie można mówić Jego Wysokość, lecz Jego Cesarska Mość, a Jego lub Jej Wysokość to może być ktoś z rodziny cesarskiej lub królewskiej, np. następca tronu, siostra króla lub tp. A co to jest metr elegancji (s. 38)? Zapewne z francuskiego maitre, ale po polsku tak się nie mówi. Raczej wzór albo arbiter...

Witold Szolginia nie był krakowskim architektem, lecz lwowsko-warszawskim.