Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Józef Juzwa, PRAWDA O SZOSIE ZALESZCZYCKIEJ

Dokończenie z poprzedniego numeru

17 września! Niedziela. Straszny dzień. Dies irae. Dies irae et calamitatis1. Jakże pamiętna data w historii naszego narodu.
Tego dnia przekroczyło granicę kilka zgrupowń wojskowych, w tym szkół lotniczych. Jak nam było wiadomo, miały się one udać do Konstancy w Rumunii po odbiór angielskich samolotów, transportowanych przez Morze Czarne. Przybyły też dwie eskadry samolotów Brygady Pościgowej, które w niedzielne południe przeleciały nad naszymi głowami, znikając za wysokim brzegiem rumuńskim. Niektórzy żołnierze, widząc rozbrajanych przez Rumunów kolegów, całowali na moście karabiny i wrzucali do Dniestru. Ranni ze szpitali wojskowych przy pomocy kolegów udawali się na brzeg rumuński, obawiając się niewoli sowieckiej.
Tymczasem w zaistniałej sytuacji zebrał się po południu tragicznego dnia na probostwie w Zaleszczykach Komitet Obywatelski, któremu przewodniczył kapitan Langman, wysłannik majora Mazurkiewicza (ps. „Zagłoba”) ze Stanisławowa, organizatora Tajnej Organizacji Wojskowej. Poinformował on zebranych o sytuacji wojskowej i zapoznał z podporucznikiem o pseudonimie „Szary”, skierowanym w celu zorganizowania tajnej komórki TOW, kryptonim „Kawon” (Konspiracyjna Akcja w Obronie Narodu). Zadaniem „Kawon” miało być umożliwienie przerzutów do Rumunii żołnierzy i cywilów spod zbliżającej się okupacji sowieckiej2,3. Po naradzie z kpt. Langmanem starosta zaleszczycki Józef Krzyżanowski wraz z komisarzem policji Monetą mieli udać się do Rumunii celem nawiązania kontaktów z tamtejszymi władzami i uzgodnienia pomocy w przyjmowaniu Polaków. Wieczorem została zaprzysiężona na probostwie grupa konspiracyjna, składająca się z ośmiu uczniów liceum, dwóch kurierek i przewodników. Siedzibą „Kawon” zostało mieszkanie ks. Urbańskiego. Tam wydawał rozkazy i kierował akcją ppor. „Szary”, działając równocześnie z kilkoma podchorążymi w tajnej radiostacji. W nocy 10/11 października radiostacja została wykryta, a wojskowi aresztowani. Dalszą działalność prowadziliśmy dalej pod kierunkiem ks. Urbańskiego. Byłem jednym z członków tej grupy.
Wieczorem komisarzem miasta został dyrektor gimnazjum i liceum, Mieczysław Zawałkiewicz, ale na krótko, bo następnego dnia rano zainstalowały się władze sowieckie.
Dniestr pod Zaleszczykami. Po lewej miasto, po prawej brzeg rumuński  

A co działo się w tym tragicznym dniu w Kutach? Moczulski na str. 467 podaje:
Tuż przed północą w niedzielę 17 września prezydent Ignacy Mościcki w towarzystwie ministra Becka, a za nimi pozostali członkowie rządu, opuścili terytorium Rzeczypospolitej... Ostatecznie 18 września przed świtem również Naczelny Wódz, marszałek Edward Śmigły Rydz przekroczył graniczny Czeremosz...

Wrzesień 1939, str. 264 (Biddle):
Prezydent Mościcki udał się do Kut, gdzie zwołał posiedzenie Rady Ministrów... pod wieczór, gdy rząd dowiedział się, że radziecka kolumna zmechanizowana dotarła do Śniatyna, podjęto decyzję wjazdu do Rumunii. Prezydent Mościcki w towarzystwie członków rządu wjechał na most łączący Kuty z Wyżnicą po stronie rumuńskiej...

Str. 268 (Zabiełło):
Gdy wjeżdżaliśmy do Czerniowiec... mijaliśmy kolumnę różnego typu wozów... to fala z Zaleszczyk spotkała się z falą z Kut.
 
 Wodospad w Czerwonogrodzie
Niezapomniany, straszny dzień 17 września rokrocznie przypomina Polakom haniebną napaść sowiecką na naszą Ojczyznę, napaść, którą złamane zostały postanowienia traktatu ryskiego, regulujące i ustalające wschodnie granice Rzeczypospolitej. Złamano również istniejący pomiędzy nami a Związkiem Sowieckim pakt o nieagresji z roku 1932. Dzień ten uznało społeczeństwo polskie za koniec istnienia Rzeczypospolitej i de facto IV rozbiór Polski. Postanowienia paktu Ribbentrop-Mołotow przyznające wschodniemu sąsiadowi granice na Bugu zostały przecież z niewielkimi zmianami zaakceptowane przez Sprzymierzonych, z którymi ramię w ramę walczyliśmy na wszystkich frontach II wojny światowej. Przelewaliśmy krew za Waszą i naszą wolność. Nie weszliśmy z Niemcami w żadne układy, tak jak uczyniły to np. Francja czy Norwegia, ale stworzyliśmy w kraju największą armię podziemną z wszystkich państw okupowanych. Krzywdząca decyzja jałtańska zezwoliła bez naszej z g o d y i bez naszego u c z e s t n i c t w a na tej konferencji, na oderwanie od Macierzy niemal
p o ł o w y terytorium oraz na bezprzykładne w historii narodów cywilizowanych w y p ę d z e n i e kilku milionów ludności ze swoich domostw oraz pozostawienie wrogowi, który wbił nam nóż w plecy, ogromnego i przebogatego majątku narodowego. Główne ośrodki kultury polskiej na ziemiach wschodnich Lwów i Wilno, po przeprowadzeniu czystki etnicznej na całym wschodnim obszarze, przestały być polskie. W świadomości władz PRL tamte tereny uznano za niebyłe dla historii Polski, a młodzieży przysłoniono bielmem oczy, by nie dowiedziała się prawdy o zagrabionych terenach. Mówienie o Ziemiach Wschodnich przez długie lata stanowiło istne tabu. Tylko w niektórych domach odważni rodzice uczyli dzieci prawdy.
Z tej zasłony dymnej przedzierały się czasem dwa miasta, dwie metropolie, których polskość starano się w perfidny sposób wypaczyć. A przecież wystarczy przejść się po nich i zaglądnąć do historii. [...]
Oprócz tych metropolii pozostawionych poza mgłą graniczną na wschodzie, było jeszcze jedno małe miasteczko, które raz po raz pojawiało się w środkach przekazu i stało się celem ataków i nienawiści władz PRL. To Z a l e s z c z y k i . Cudownie położone w pętli wijącego się Dniestru, o których Melchior Wańkowicz napisał: Żyć, nie umierać w tych Zaleszczykach! Czy można dziś odpowiedzieć na pytanie, dlaczego właśnie to miasto stało się tak głośne w strefie zakazanej, przykrytej zasłoną dymną przed społeczeństwem polskim? Podczas kampanii wrześniowej cofające się wojsko polskie znalazło się nagle w potrzasku. 17 września odwrót na wschód stał się bezcelowy, a nawet niebezpieczny. Dlatego zwarte grupy przechodziły za granicę na Litwę, Łotwę, Słowację, Węgry i Rumunię. Naczelne władze państwowe przekroczyły granicę rumuńską w K u t a c h, przechodząc most na Czeremoszu. W Zaleszczykach nie przebywał ani rząd, ani naczelne władze wojskowe, ani prezydent Mościcki. Dlaczego więc władze PRL przypisały Zaleszczykom, czy szosie zaleszczyckiej symbol najwyższej hańby zdrady narodowej, ucieczki z pola bitwy itd., itd.? Dlaczego powielano w podręcznikach szkolnych, w pismach naukowych i książkach, pokazywano w telewizji, zdjęcie szosy zaleszczyckiej – obrzydliwą fałszywkę, przedstawiającą rozbitą kolumnę niemiecką w wąwozie górskim, choć wojska niemieckie nie dotarły do Zaleszczyk w 1939 roku, zatrzymując się w okolicach Lwowa? Tym fałszywym zdjęciem posłużyło się poważne dzieło historyczne Wojna obronna Polski, 1939 r. (MON, 1979). Kto rzucił na Zaleszczyki klątwę zdrady i hańby? Kto omotał piętnem niepopełnionej winy i nadał temu miastu rangę przestępstwa, jakiego nie było?
Kiedyś pokazano przedwojenne dożynki z korowodem dygnitarzy, zdążających szosą zaleszczycką; były to audycje Od Picadora do Zaleszczyk, nie mające nic wspólnego z tą miejscowością, były artykuły powtarzające ten slogan, rzucający cień na władze II Rzeczypospolitej i hańbiące wszystko, co z tamtą Rzeczpospolitą miało wspólnego. A gdy już zaczęły się zmiany po roku 1989, które dotarły do radia i telewizji, ukazał się z jakże symboliczną datą 17 września 1992 artykuł w „Nie”: Zaleszczycką szosą 1992, w którym autor zapamiętale i uparcie wpajał czytelnikom: ...więc kopnęliśmy się na szosę zaleszczycką, którą to ukochani przez naród władcy z Wodzem Naczelnym w czołówce, byli uprzejmi oddalać się z lekkim pośpiechem, walczące wojska i ludność zostawiając na pastwę... A pod zdjęciem odbudowanego po wojnie mostu drogowego podpisano: Trwały, solidny, gotowy do przyjęcia kolejnej ekipy uciekającej przez most w Zaleszczykach.


W numerze 1/1992 „Wojskowego Przeglądu Historycznego” ukazał się artykuł W sprawie szosy zaleszczyckiej, który miał na celu wymazanie białej plamy z tego przekleństwa. Jak słusznie zauważył autor, dr Lipiński, WPH ma ograniczoną liczbę czytelników, a oczyszczenie Zaleszczyk z piętna hańby i zdrady wymaga przedstwienia szeroko w prasie, a przede wszystkim w podręcznikach szkolnych, by młodzież kształcona dotychczas na prawdach stalinowskich poznała prawdziwą historię wrześniowych dni. Jest sprawą naglącą szczególnie dziś, gdy nie tylko wymazuje się białe plamy ostatniej historii, nie tylko mówi się prawdę o Katyniu i innych bestialstwach reżimu komunistycznego, ale sprowadza się prochy najznakomitszych osobistości okresu międzywojennego, które jeszcze niedawno szkalowane były i piętnowane były za to tylko, że zawsze działały na korzyść Polski. [...] Nadszedł czas, by nie oszukiwano społeczeństwa obrzydliwymi i fałszywymi informacjami, jak jeszcze przed paru laty w „Nie”, gdzie – cytuję: I szosa ta sama, choć wyasfaltowana, i most stoi. Nowy most dokładnie w tym samym miejscu co stary. To tędy przechodzili żołnierze, oficerowie i oficjele. Tędy spieprzała II Rzeczpospolita. Pomijając styl i słownictwo autora cytatu, chcę przypomnieć, że prawo międzynarodowe przewiduje opuszczenie przez legalne władze własnego kraju pod naporem obcych armii i kontynuowanie rządów na wychodźstwie. Z tego prawa skorzystał rząd polski, podobnie jak wiele rządów i głów koronowanych podczas II wojny światowej.
Szosa zaleszczycka, to po prostu jedna jedna z wielu dróg łączących przed wojną Polskę z sąsiednim państwem. Nie ciąży na niej żadna skaza, dlatego s t a j ę w j e j o b r o n i e . Pomogła ona tysiącom znękanych obywateli i żołnierzy opuścić kraj i przeprowadzić ich do odradzającej się Armii Polskiej na zachodzie. W Zaleszczykach znaleźli pomoc również i ci, którzy w nielegalny już sposób chcieli przedostać się do Rumunii, spod okupacji sowieckiej. Pomogła im w tym zaleszczycka grupa Tajnej Organizacji Wojskowej „Kawon”. Nie tylko zakopiańscy kurierzy, nie tylko karpaccy i biali kurierzy, ale też i kurierzy z Zaleszczyk zasługują na odkrycie i pochwałę. Oni również działali dla sprawy, której na imię Polska.
Taka jest chlubna karta szosy zaleszczyckiej i taka o niej prawda.


1 Dzień gniewu. Dzień gniewu i klęski (łac.).
2 J. Juzwa, K. Zieliński, Nieznany szlak kuriersko-przerzutowy w Zaleszczykach 1939/1940. Archiwum Wschodnie.
3 J. Juzwa, Droga wiodła przez Zaleszczyki. „Semper Fidelis” 1/92.

Autor, p. dr J. Juzwa prosił nas listownie, by uzupełnić informację podaną w jego notce biograficznej (w CL 1/02, s.12), iż dla ks. Popiełuszki grał na organach nie w Warszawie, lecz w czasie pobytu Księdza w Bytomiu, 12 dni przed Jego męczeńską śmiercią.