Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

NOWE KSIĄŻKI

— Ukazał się album pt. Kresy. Śladami naszych przodków, złożony z około stu zdjęć ze słowem wiążącym i objaśnieniami Jędrzeja Majki. Istotny w swej wymowie jest wstęp, napisany przez ks. Mieczysława Malińskiego (wyd. „list’owa biblioteka”, tom IX. Wrocław 2002). Omówienie i swoje refleksje po lekturze wydawnictwa napisała dla nas p. Danuta Nespiak – jej obszerny tekst zamieszczamy w tym numerze i tam Czytelników odsyłamy.

Na marginesie: do uwag dr D. Nespiak dodamy jeszcze jedno drobne spostrzeżenie. Na s. 70–71 znajdujemy objaśnienie do ilustracji, w którym jest m.in. takie zdanie: Barokowa cerkiew [św. Jura] łączy sztukę rokokową z planem kościoła wschodniego. Autor się myli: katedra św. Jura ma plan barokowego k o ś c i o ł a zachodniego, na krzyżu łacińskim, a nie greckim. To, że ma kopułę, też nie świadczy o jego wschodniej formie, wszak kopuły ma w Europie większość dużych kościołów tego stylu (na czele z Bazyliką św. Piotra w Rzymie, kościołem św. Anny w Krakowie i Dominkanów we Lwowie). Jego związki z bizantyńskim wschodem wykazuje natomiast szczególny wystrój wnętrza. To samo zresztą dotyczy głównej cerkwi w Ławrze Poczajowskiej. Pisaliśmy o tym w CL. Gdyby autor czytywał nasze pisemko (!), to by wiedział.

I jeszcze ciekawostka: w swojej Rekomendacji na temat omawianego wydawnictwa „Gazeta Wyborcza” (piórem MOL) napisała: Trudno jednak uniknąć wrażenia zgrzytu, czytając zdanie [ks. Malińskiego]: „Lwów jest polski”. Może warto było dodać, że nie tylko. Widocznie p. MOL niewiele wie o Lwowie, a zwłaszcza o „zgrzytach”.

— Album zatytułowany: Polska – Kresy Wschodnie (wyd. R. Kluszczyński, Kraków 2002) to książka w jakiś sposób niezwykła (z jednym zastrzeżeniem, ale o tym na końcu – przyp. red.): może przez to, j a k pokazuje wspólne cechy tego obszaru Europy, położonego pomiędzy Bugiem a Dniestrem, Dźwiną i Niemnem, i złączonego przez wieki przynależnością do Rzeczypospolitej wielu narodów, czy wręcz do Polski. Jak pisze autor – Roman Marcinek: Bez poznania tych ziem, bez stanięcia oko w oko z ruinami Okopów Świętej Trójcy czy Żwańca, świątyniami Berdyczowa czy Poczajowa, bez chwili zadumy w ostępach litewskiej puszczy czy na ukraińskim stepie – nie będziemy w stanie zrozumieć lwiej części naszej historii. I nie ma w tym żadnych wątków rewindykacyjnych, gdyż jest to wspólna przestrzeń cywilizacyjna: polsko-litewsko-ruska. Wszyscy bowiem jesteśmy dziedzicami tradycji wspaniałego państwa, ojczyzny wielu narodów, jakim przed wiekami była Rzeczpospolita.

I dalej: Bez ziemi dzisiejszej Ukrainy. Litwy czy Białorusi nie byłoby nie tylko Rzeczypospolitej, kresy były bowiem przedmurzem naszego państwa, ale zarazem całego chrześcijaństwa. Od dawna nadciągały tu ze wschodu, a potem także z południa, ludy poszukujące łupów i bogactw... Unia Lubelska stworzyła państwo budzące w krąg szacunek poszanowaniem praw i wolności obywatelskich, sejmowładztwem i tolerancją religijną. Do Zygmuntowskich czasów przylgnęło określenie „Złoty Wiek”, a Lwów i Wilno wyrosły na najważniejsze obok Krakowa i Gdańska metropolie tej części Europy. I w tej właśnie perspektywie stara się autor pokazać Kresy Wschodnie na 112 stronicach książki, ilustrowanych 220 zdjęciami, wykonanymi głównie przez Sergieja W. Tarasowa, ale także przez R. Czerwińskiego, M. Grychowskiego, J. Kozina i J. Walczewskiego.

Książka podzielona jest na sześć części: Ruś Czerwona, Podole i Bracławszczyzna, Na zielonej Ukrainie, Wołyń, Od Polesia do Rusi Białej i Litwa. Najwięcej podrozdziałów (bo aż 14, z tego 7 poświęconych Lwowowi) zawiera część pierwsza. W każdym rozdziale znajdujemy dane historyczne i odniesienia do problemów kultury, ilustrowane zdjęciami zabytków, krajobrazów, a także dzieł sztuki. W ten sposób sceneria geograficzna zostaje obficie nasycona historią i kulturą. Zapewne – jak w każdej książce – znaleźć można pewne braki i niedoskonałości, ale całość wywiera wspaniałe wrażenie i godna jest polecenia jako lektura dla wszystkich miłośników Kresów. (JW)

Jeden z tych braków czy niedoskonałości jest jednak trudny do zaakceptowania, stanowi bowiem – poprzez pominięcie istotnego fragmentu niedawnych dziejów – zafałszowanie historii. W bardzo pięknie napisanym (co przyznać trzeba) Wstępie autor pisze m.in. o zbrodniach sowieckich i hitlerowskich na Wschodzie, ale ani słowem nie wspomniał o banderowskich rzeziach na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej. Czy zatajenie wymordowania z najbardziej wyuzdanym okrucieństwem paruset tysięcy cywilnych Polaków z kobietami, dziećmi i starcami miałoby być ukłonem wobec autora zdjęć, który – jak można się domyśleć z brzmienia nazwiska – jest Ukraińcem (lub Rosjaninem)? To jednak zbyt wysoki koszt.

Dla pełnej jednoznaczności: na końcu tekstu autor u b o l e w a, że (między innymi) na dźwięk słowa „Ukrainiec” wypełzają krwawe obrazy rzezi wołyńskich i postępki hajdamaków [?]. Jest to wspomnienie całkiem oderwane, bo nie nawiązuje do niczego w treści powyżej. Jak to wszystko rozumieć? (Red.)

— W księgarniach znaleźliśmy nową krótką monografię Katedry lwowskiej, która może – w jakimś stopniu – pełnić rolę przewodnika po tym czołowym zabytku Miasta, choć nie jest do tego celu przeznaczona. Autorem bogato ilustrowanej książeczki jest Tadeusz Czuba, tytuł brzmi: Gotycka Archikatedra łacińska we Lwowie, a wydał ją Regionalny Ośrodek Kultury, Edukacji i Nauki w Przemyślu (2002).

Praca M. Czuby to chyba trzeci opis Katedry (osobny, nie licząc omówień w książkach lub przewodnikach o szerszym zakresie rzeczowym). Pierwszym była chyba monografia Maurycego Dzieduszyckiego z r. 1872. W r. 1999 ukazał się obszerny, szczegółowy przewodnik Jerzego Petrusa (omawialiśmy go w CL 2/2000), jednak jest już chyba wyczerpany. Obecnie wydana książeczka, zawierająca historię Katedry i opis jej stanu obecnego oraz planiki i liczne fotografie, okazuje się częścią (pierwszą? – innych nie znamy) serii wydawnictw, zatytułowanej: Zabytki Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej – tak przynajmniej wynika ze znaczka, który figuruje na okładce. Jeżeli tak jest – czekamy niecierpliwie na następne.

— Wystawie lwowskiej kolekcji obrazów J. Malczewskiego, o której piszemy w dziale Kultura w tym numerze, towarzyszy luksusowo wydany (i drogi!) katalog pt. Jacek Malczewski w zbiorach Lwowskiej Galerii Sztuki (wyd. Państwowa Galeria Sztuki, Sopot 2002), będący w istocie pięknym albumem sztuki. Na ponad stu stronach dużego formatu (B4) zreprodukowano ok. 60 obrazów olejnych, akwarel i rysunków. Większość z nich pokazano nie tylko w całości, ale i ich wybrane fragmenty, które przybliżają ciekawe szczegóły (niejeden z nich mógłby być obrazem samym dla siebie) i manierę malowania.

— Pisaliśmy kilkakrotnie o urządzanych w krakowskiej Akademii Pedagogicznej Ogólnopolskich Konferencjach Naukowych poświęconych książkom, czasopismom i bibliotekom Krakowa i Lwowa w ostatnich dwóch stuleciach. Organizuje je Instytut Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej AP, kierowany przez prof. J. Jarowieckiego. Każdorazowo wydawany jest zbiór materiałów pokonferencyjnych i właśnie ostatnio dotarł do naszych rąk tom, stanowiący dorobek V Konferencji z listopada 1999. Tytuł brzmi: Kraków–Lwów. Książki, czaopisma, biblioteki XIX i XX wieku pod redakcją Jerzego Jarowieckiego (Wydawnictwo Naukowe Akademii Pedagogicznej, Kraków 2001).

Opasły tom obejmuje ponad 750 stron i zawiera 51 referatów (w tym dwa po ukraińsku). Warto zwrócić uwagę na geograficzne ukierunkowanie tekstów: 16 artykułów dotyczy tylko Lwowa, 18 – Krakowa, dalszych 8 łącznie o b u ośrodków i całej Małopolski. Po jednym referacie poświęcono Wołyniowi, Bukowinie i Wilnu. Dwa kolejne tematy dotyczą czasów po II wojnie, a trzy – spraw niepolskich.

Tak więc o kulturze Lwowa możemy przeczytać w 24 artykułach. Z tych najszerszą problematykę poruszają: E. Wójcik, Ruch wydawniczy we Lwowie w okresie dwudziestolecia międzywojennego; A. Aleksiewicz, Twórcy naukowej książki w Galicji drugiej połowy XIX wieku; Cz. Michalski, Prasa sportowa Lwowa. Pozostałe, nie mniej ciekawe, omawiają zagadnienia szczegółowe, w tym rozmaite tytuły, osoby, wydarzenia. O rozpiętości tematycznej świadczą np.: Z. Sokół Tomasz Kulczycki, krawiec – redaktor i wydawca lwowski (1803–1883) albo A. Głowackiego Reorganizacja i zadania bibliotek na tzw. Zachodniej Ukrainie pod okupacją radziecką 1939–1941.

— Przed sześciu laty omawialiśmy książkę napisaną przez prof. dra Tadeusza Riedla pt. We Lwowie. Relacje (CL 4/96). Teraz wyszła następna: Lwów w pamięci i fotografii (wyd. „Sudety”, Wrocław 2002). Obie są ciekawe i mają oryginalną konstrukcję, bo składają się z różnorodnych materiałów: własnych wspomnień, wspomaganych przedwojennymi fotografiami; wiadomości nabytych zapewne od starszego pokolenia, ale starannie sprawdzonych i wzbogaconych poprzez autopsję; a wreszcie zebrane rozmaite informacje, zazwyczaj rozproszone w okolicznościowych wydawnictwach. Zainteresowany osobiście dawnym Lwowem, a zwłaszcza coś-niecoś pamiętający z własnego dzieciństwa, odkryje tu materiał dla siebie pasjonujący. Nie znający Lwowa znajdzie mnóstwo informacji uzupełniających oficjalne przewodniki.

Nowa książka T. Riedla ma – jak i poprzednia – dwie zasadnicze części. Pierwsza (pomijając dość szerokie Wprowadzenie oraz Krótki przegląd piśmiennictwa (z lat po 1996 r.) nosi tytuł: Ulicami miasta wśród jego obiektów i ludzi z nimi związanych. Część ta o ponad 150 stronach to swego rodzaju przewodnik po mieście, ale przewodnik szczególny. Opowiada bowiem – prowadząc czytelnika przez całe miasto począwszy od Wysokiego Zamku, kończąc na Cmentarzu Janowskim – o wszystkich (albo prawie wszystkich) ważniejszych gmachach, opisuje instytucje i lokale, kościoły i pałace, a przy ich okazji wspomina setki postaci ważnych dla Miasta i Kraju. Pomija informacje dostępne w profesjonalnych przewodnikach – o dziełach sztuki i artystach (a jeśli ich wymienia, to po to, by dopowiedzieć ciekawą historyjkę). W zamian więc podaje takie dane i ciekawostki, których próżno by szukać w tamtych przewodnikach, a i zapytać nie ma już kogo. Najlepiej więc zwiedzać Lwów z dwoma podręcznikami: oficjalnym przewodnikiem i tomem Tadeusza Riedla. Jesteśmy przekonani, że nasi lwowscy ciceroni powinni tę książkę przeczytać (choć i bez tego są naprawdę kompetentni i sympatyczni).

Część druga pt. Ulicami Miasta z ich mieszkańcami sprowadza nas na poziom p r y w a t n y. Znowu wędrując przez miasto poznajemy ponad 100 miejsc zamieszkania znakomitych lwowian, prawie każde udokumentowane fotografią (85 stron).

Tu parę uwag: w domu przy ul. Nabielaka 55 mieszkało t r z e c h znakomitych profesorów: na parterze wspomniany przez autora W. Stożek, na I p. Zygmunt Klemensiewicz, a na II p. Zygmunt Ciechanowski. Natomiast nie mieszkał tam prof. R. Witkiewicz.

W kamienicy przy Senatorskiej 11a mieszkał nie tylko dr Artur Chwalibogowski, ale także dr Jerzy Chwalibogowski, dwa ostatnie piętra zajmowała zaś rodzina znanego architekta lwowskiego (wcześniej zmarłego) Eugeniusza Czerwińskiego, budowniczego i właściciela tego domu. Po ekspatriacji rodzina osiadła we Wrocławiu.

Szkoda, że pominięci zostali wspomniani w książce profesorowie Wincenty Czernecki, którego mieszkanie przy Bielowskiego 1 było miejscem spotkań inteligencji lwowskiej przez wiele lat po II wojnie (rodzina Czerneckich miała też willę w Brzuchowicach), a także Eugeniusz Romer, zamieszkały przy ul. Dlugosza 25. Ciśnie się moc innych jeszcze nazwisk, zrozumiałe jednak, że nie da się wymienić wszystkich.

Potem mamy jeszcze rozdział o Uniwersytecie Jana Kazimierza z dokładnymi spisami katedr oraz profesorów i pracowników naukowych oraz opis Dworca Głównego z jego historią i rozkładem jazdy.

Na koniec ciekawostka szczególna: prof. T. Riedl jest entomologiem (wyjaśniliśmy to w CL 4/96 – proszę odszukać), nie pominął więc charakterystycznych dla Lwowa chrząszczy i motyli (10 gatunków), dając ich charakterystyki i fotografie.

Śpieszmy się tę książkę zakupić. Przy okazji propozycja nie do odrzucenia: we Lwowie działa grono wspomnianych już doskonałych przewodników. Warto by im zafundować parę egzemplarzy książki T. Riedla. Może uczyni to Wydawnictwo?

— Ks. Paweł Heintsch, którego wiersze i omówienie autobiograficznej książki zamieściliśmy w CL 2/02, nadesłał nam tomik swoich – jak je nazwał – lwowskich mini-nowelek, zatytułowany Przedmioty, którego wiersze i omówienie autobiograficznej książki zamieściliśmy w CL 2/02, nadesłał nam tomik swoich – jak je nazwał – lwowskich mini-nowelek, zatytułowany (wyd. Krajowa Agencja Wydawnicza, Lublin 1998). Tytuły każdego z pięciu opowiadań to nazwy przedmiotów, które miały szczególne znaczenie w latach dziecięcych i młodzieńczych autora i które obdarzał szczególnym sentymentem. Ich opisy na tle historycznych okresów i występujących wówczas wydarzeń to wspomnienia wyrażające nostalgiczne uczucia, towarzyszące wyjazdowi z ukochanego Lwowa oraz jego ciepły, życzliwy stosunek do rodziców, kolegów i znajomych osób. Opisane szczegóły mają charakter uniwersalny, a więc czyta się je jakby wspomnienia własne.

Autorka posłowia, M. Wełna, porównuje literackie opisy przedmiotów Księdza Pawła z malarskimi obrazami martwych natur, które kojarzą się z wyborem pięknych i z sentymentem traktowanych przedmiotów, będących treścią prac artystycznych wielkich malarzy. (IS)

Bardzo chcielibyśmy – jeśli Ksiądz wyrazi zgodę – przedrukować jedno z opowiadań na naszych łamach.

— Bardzo aktywny oddział krakowski Związku Sybiraków wydaje od roku 1995 kolejne tomy dokumentów i wspomnień, związanych z deportacjami Polaków na Syberię, do Kazachstanu i w inne rejony nieludzkiej ziemi – przede wszystkim z czasów II wojny światowej. Główna seria wydawnictw, przygotowywanych przez Komisję Historyczną, nosi nadtytuł Tak było... Sybiracy, a ukazało się ich dotąd osiem tomów (plus kilka poza tą serią).

Tom 8. nosi tytuł: Wyszli z Andersem i zawiera m.in. wspomnienie Janiny Soleckiej pt. Losy rodziny. Podole-Lwów-Kazachstan-Afryka (1939–1947). We wstępie do książki czytamy: Janina Solecka [...] napisała wspomnienia (z myślą o swoich bliskich), które są przekazem szkicowym, bardzo osobistym, chwilami też emocjonalnym, oddają dramatyzm doświadczeń. Deportowana ze Lwowa do Kazachstanu, z dwojgiem swoich małych dzieci, rodzicami i siostrą, przeżyła dwa lata ciężkiej pracy i skrajnej nędzy w kołchozach. W Kazachstanie umarł jej ojciec. Po amnestii przedostała się na południe, tam przeżyła tragiczną śmierć swojej siostry. Z dziećmi i matką wydostała się z ZSRR wraz z Armią gen. Andersa do Iranu, skąd przez Indie dotarła do Afryki. W afrykańskich obozach dla polskich uchodźców spędziła kilka lat. Wróciła do Kraju w 1947 roku.

Dodajmy, że autorka (ur. 1908 we Lwowie) była córką Stanisława Postępskiego, dyrektora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie (mieszkali przy ul. Długosza 27). Ukończyła Gimnazjum im. Królowej Jadwigi oraz Wyższą Szkołę Gospodarczą na Snopkowie (ogrodnictwo), a także kursy jęz. francuskiego w Grenoble. Wyszła za mąż za Adama Soleckiego, właściciela majątku Mszaniec na Podolu. Ma troje dzieci. Od II wojny mieszka w Krakowie.

— W związku z wyniesieniem na ołtarze Józefa Bilczewskiego ukazało się wiele okolicznościowych wydawnictw, nie zdołaliśmy jednak ich wszystkich omówić we właściwym czasie. W Jego rodzinnych Wilamowicach w 1. rocznicę beatyfikacji wyszły następne, a jednym z nich jest specjalne wydanie miesięcznika diecezjalnego (diecezja bielsko-żywiecka) „A propos kultury i sportu” pt. Błogosławiony abp. Józef Bilczewski (2002). Znalazło się tam sporo bogato ilustrowanych artykułów (na 30 stronach formatu A4) o Błogosławionym, o Jego duchowej sylwetce i działalności we Lwowie, a także o Wilamowicach. Imieniem bł. Józefa została nazwana tamtejsza szkoła podstawowa oraz Parafialne Kluby Sportowe całej diecezji.

Warto wspomnieć, że Wilamowice założyli w XIII w. osadnicy z Flandrii, którzy stamtąd uciekli przed prześladowaniami, zaś wiele okolic w Polsce opustoszało w tym czasie na skutek najazdów tatarskich. Przez kilka wieków, aż do ubiegłego, w Wilamowicach żywy był język o korzeniach flamandzko-niemieckich. Dziś zna go niewiele osób. Oto jego próbka – piosenka przepisana z omawianego wydawnictwa:

H kannt ae moll mackija śyjn

An inda must yh eu num gyjn

An ufys zann an mytum zaejn,

Bo skunt ae muł sun łaha cy faejn.

(znałem raz dziewczynę,

z którą zawsze chciałem być

i patrzeć na nią,

bo tak pięknie i powabnie uśmiechała się
do mnie.)

— Wydawnictwo „Wołanie z Wołynia” (Biały Dunajec–Ostróg 2002) wydało już drugą – tego samego autora i o tej samej postaci (pierwszą omawialiśmy w CL S/2000) – książkę pt. Apostoł Kościoła milczenia o. Serafin Kaszuba OFM Cap., autorstwa o. Hieronima Warachima. Obie książki są dwujęzyczne.

Autor przybliża postać niezwykłego kapłana, urodzonego w 1910 r. we Lwowie. Ojciec Serafin mimo wątłego zdrowia udał się w 1940 r. na Wołyń, aby tam służyć ludziom posługą duszpasterską. Władze sowieckie ścigały go za „nielegalną” pracę kapłańską. W 1963 r. udał się dalej na wschód. Stał się wędrownym duszpasterzem katolików, rozsianych na terenach Ukrainy, Syberii i Kazachstanu. Ufając bezgranicznie Boskiej Opatrzności znosił wygnanie, zsyłki i więzienia. Swym życiem realizował wolę Chrystusa, który powiedział: Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody. Umarł we Lwowie 20 września 1977 r., pochowano go na Cmentarzu Janowskim. W grudniu 1992 r. krakowska Prowincja Kapucynów rozpoczęła jego proces beatyfikacyjny. (MW)

— Zawsze z zainteresowaniem sięgam do tomików poetyckich Krzysztofa Kołtuna. Tym bardziej, iż jego poetycką pielgrzymkę śledzę od debiutu książkowego w 1984 roku. Był to tomik Powrót. W tamtych latach istniała jeszcze cenzura i tak dosłownie nie można było publikować tekstów, również wierszy, poświęconych Kresom. Był to temat oficjalnie zakazany. I choć wspomniany tomik Kołtuna nie traktował dosłownie o Kresach, to na pewno zapowiadał tęsknotę, powrót do – jak to modnie dzisiaj się nazywa – małej ojczyzny. Dla Krzysztofa – choć on zalicza się do powojennego pokolenia pochodzącego z Chełma – tą mityczną, wytęsknioną krainą marzeń są okolice Lubomla na Wołyniu. Tak więc poeta Krzysztof Kołtun swymi dotychczasowymi tomikami – nolens volens – zaszufladkował się jako piewca i dla wielu odkrywca – Kresów. Obawiam się, że poeta z tej szufladki już się nie wysmyknie. Ale dobrze mu z tym – wszak kresowych tematów poetyckich nigdy mu nie zabraknie!

Z dużą uwagą zabrałem się za ostatni tomik Wołyńska Litania (wyd. Ośrodek „Wołanie z Wołynia”, Biały Dunajec–Ostróg 2001). Przeczytałem – wszak to litania! – stwierdziłem ze zdumieniem. I czytałem ponownie, ze szczególną uwagą i nabożeństwem – wszak to modlitwa. Ale czego się spodziewałem, skoro taki tytuł nosi książka? Nie zdziwię się, gdy kiedyś w jakimś kościółku nagle usłyszę wołanie do Boga słowami Wołyńskiej Litanii według Krzysztofa Kołtuna. I być może to będzie sukces, i to o wymiarze ponadpoetyckim, gdy Krzysztofowa litania wejdzie do kanonu modlitw. Bo to jest przecież niezwykła modlitwa zwracająca się do Madonn i Chrystusów Kresowych, czy to egzystujących – jak ta Matka Boska Poczajowska królująca na Wołyniu, czy do tych, co wygnano wraz z wiernymi na zachód – jak ta z Klewania, co trafiła aż pod Gorzów, czy też inne zaginione w czas pożogi wojennej. I tylko czekać, by do tych słów – już tak dźwięcznie, samoistnie brzmiących w uszach – ktoś napisał muzykę, która doda dramatyzmu i jeszcze większej dostojności tej modlitwie, temu poetyckiemu utworowi.

Skoro już zdecydowałem się na omówienie tej książki, to nie mogę jej tylko zachwalać, ale i braki pewne wskazać. Ale to już przytyk nie tyle do autora, co wydawcy, czyli Ośrodka „Wołanie z Wołynia” w Białym Dunajcu. Można było bowiem opatrzyć poezję przypisami, z których jasno by wynikało, czy wymieniony cudowny obraz istnieje i gdzie się obecnie znajduje. Fakt, że książka wtedy znacznie by się rozrosła, ale jakże wtedy jej wartość dokumentarna by wzrosła. Wprawdzie autor posłowia ks. Witold J. Kowalów przywołuje wydaną przez Ośrodek książkę autorstwa Tadeusza Kukiza Wołyńskie Madonny i inne obrazy sakralne w diecezji łuckiej, gdzie dzieje wspomnianych przez Kołtuna obrazów są zapewne opisane, to przecież nie każdy, kto zetknie się z modlitwą Kołtuna, trafi na książkę Kukiza.

Zachęcając do lektury tomiku Krzysztofa Kołtuna Wołyńska Litania, życzę autorowi, by ta jego modlitwa przetrwała na ustach rozmodlonych wiernych, jak pieśni Chwalcie łąki umajone czy Nie opuszczaj nas, napisane przez lwowianina, ks. Karola Antoniewicza, w kanonie polskiej pieśni kościelnej od XIX wieku. (JP)

Książkę można zamawiać w Ośrodku „Wołanie z Wołynia”, 34-520 Poronin, skr. poczt. 9.

— Nie czytaliśmy:

Shimon Redlich, Razem i osobno. Polacy, Żydzi, Ukraińcy w Brzeżanach 1919–1945 (wyd. „Pogranicze”, Sejny 2002). Autor, profesor historii w Izraelu, rodem z Brzeżan.

, (wyd. „Pogranicze”, Sejny 2002). Autor, profesor historii w Izraelu, rodem z Brzeżan.

Janusz M. Paluch (JP), Irena Suchanek (IS), Danuta Trylska-Siekańska (DTS), Jacek Walczewski (JW), Marek Wenecki (MW)