Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017

NOWE KSIĄŻKI


♦ Zapewne pamiętamy, że w naszym kwartalniku nr 4/13 została omówiona praca prof. Jerzego Kowalczuka, poświęcona Politechnice Lwowskiej, inna od wcześniejszych monografii tej uczelni. Otóż właśnie – nie jest to kolejna monografia w tradycyjnym rozumieniu, lecz omówienie programów nauczania, stosowanych przez kolejne lata działalności tej uczelni.

Obecnie ten sam Autor wykonał ogromną pracę i wydał w 5+4 (razem dziewięciu!) tomach podobny opis programów lwowskiego uniwersytetu. Całość – zgodnie z historią tej uczelni – została podzielona na dwie części:

–    pierwsza, pod nazwą obowiązującą w czasach galicyjskich: Uniwersytet Lwowski (1876/77–1917/18);

–    druga: Uniwersytet Jana Kazimierza (1919/20–1939/40). Imię więc króla Jana Kazimierza, które rozsławiło tę uczelnię (popularnie w skrócie zwaną UJK) obowiązywało przez 20 lat między dwiema wojnami*.

*  *  *

We wstępie do pierwszego z pięciu tomów o ULw. autor nakreśla curriculum vitae – rys historyczny tej uczelni. Wyjaśnia, iż wywodzi się ona z Akademii Jezuickiej, która powstała we Lwowie za poparciem króla Jana Kazimierza w 1661 roku, a w 1758 r. otrzymała pełnię praw przysługujących Akademii Krakowskiej – stając się uniwersytetem. Były potem różne trudności – związane z protestami akademii krakowskiej i zamojskiej**, a następnie z zaborcami, kwestią języka itd., wreszcie w latach 70. XIX w. Uniwersytet Lwowski przyjął w pełni polski język wykładowy. Dalej w tomie tym podaje autor schematy organizacyjne uczelni w ich rozwoju.

W tomie 2 znajdujemy przegląd najważniejszych wydarzeń w latach 1894 do 1897/98 oraz kronikę wydziałów. Były wtedy cztery wydziały: teologiczny, prawa i umiejętności politycznych, lekarski i filozoficzny, w tomie 3 – przegląd najważniejszych wydarzeń w latach 1898/99 do 1909/10, zaś w tomie 4 – kronika UL w w tym samym czasie. Tom 5 zawiera przykładowe programy wykładów oraz biogramy nauczycieli akademickich ULw., a także plany i fotografie budynków uniwersyteckich.

*  *  *

We wstępie do pierwszego z czterech tomów części o UJK autor – jak poprzednio – przedstawia curriculum vitae Uniwersytetu im. Jana Kazimierza, a więc krótki rys historyczny, potem składy osobowe i programy wykładów. Do składu wydziałów doszedł piąty: matematyczno-przyrodniczy.

W tomie 2 znajdujemy kroniki UJK za lata 1924–30, w t. 3 – programy wykładów z lat 1919–30, w t. 4 – biogramy nauczycieli akademickich, fragmenty opracowań zamieszczonych w pismach „Informacje” i „Ulica na Bajkach”. Każdy tom kończy skorowidz nazwisk, plany i fotografie budynków UJK i fotografie nauczycieli akademickich.

*  *  *

Powyższy opis daje ogólną orientację w ogromnej pracy prof. J. Kowalczuka, jednak – jak się wydaje – skorzystać z niej może czytelnik szczególnie zainteresowany przedmiotowym tematem. Natomiast przez strony tomów przewija się wielka liczba nazwisk znakomitych profesorów, docentów, wykładowców – to ludzie, którzy pozostali w naszej pamięci, albo właśnie o nich pisaliśmy w CL, większość jednak domaga się przypomnienia. Byli to bowiem wspaniali twórcy polskiej nauki i kultury i nadal powinni pozostać w pamięci naszego społeczeństwa. Spośród prawie trzystu nazwisk (z roku 1936/37) wybraliśmy – wedle własnej subiektywnej świadomości (prosimy o wybaczenie!) – około pięćdziesięciu. Oczywiście – zwracamy uwagę – chodzi tu tym razem tylko o UJK tego czasu.

Gdy czytamy, jawi się przed nami prawdziwy skarb polskiej inteligencji!***

 


 

*    W III RP, a konkretnie w roku 2011 dopuszczono się pewnego nietaktu. Powstał mianowicie w Kielcach Uniwersytet Jana Kochanowskiego (używający skrótu UJK), wcześniej U Hum.-Przyr. JK, Ak. Świętokrzyska, WSP, WSN.

**   dbających o swoje interesy!

***  Nazwiska podane są alfabetycznie, pomijając specjalności zawodowe.


 

♦ Pan Profesor Tadeusz Riedl wydał wcześniej 3 książki na tematy lwowskie, a ostatnio ukazała się kolejna, zatytułowana O Lwowie i lwowskim piśmiennictwie (wyd. „Bernardinum”, Pelplin 2013). Książka w naszym formacie (B5) ma ponad 200 stron tekstu (w sumie prawie 300), dużo zdjęć i reprodukcji stron tytułowych omawianych wydawnictw od końca XIX w. i czasów międzywojennych.

Składa się z dwóch części odpowiadających tytułowi. Pierwsza część – Działo się we Lwowie w wiekach XIII–XX (krótsza) to podana w skrócie historia Lwowa. Druga część O lwowskim piśmiennictwie oddaje główny temat pracy prof. Riedla i jest od tamtej czterokrotnie dłuższa. To dobrze, bo o historii Lwowa napisano już sporo, natomiast o piśmiennictwie z nim związanym i wydanym do II wojny – niewiele. Profesor wypełnia tę lukę, za co mu chwała!

Druga część, która nas tu bardziej interesuje, zawiera 45 krótkich rozdziałów
(+ Wprowadzenie). Wśród powołanych ponad tysiąca nazwisk autorów padają nazwiska najbardziej znane i mało znane, także powojenne i nie tylko polskie (ale mówimy oczywiście o polskim Lwowie, wolnym, i tym zniewolonym). Miło nam było znaleźć kilka tytułów i nazwisk związanych z naszym kwartalnikiem.

Już na początku książki dowiadujemy się, że piśmiennictwo o Lwowie zaczęło się na przełomie XVI/XVII wieku, a pierwszym (znanym) autorem był Jan Alembik (Alnpeck), syn Niemca przybyłego z Fryburga, sam już spolszczony. Od tamtego czasu rozpoczyna się wielowiekowy ciąg wydawnictw naukowych i popularnonaukowych, przedstawiających historię, zabytki, biografie lwowian, wspomnienia, pamiętniki. Ciąg twórczości manifestujący miłośnictwo miasta Lwowa*.

Wspomniane wyżej 45 rozdziałów to logicznie ułożony zestaw tematyczny prac i wydawnictw o Lwowie. Zaczyna się więc od wyliczenia opracowań historycznych, uwzględniających epoki dziejów miasta: cztery i pół wieku w Królestwie Polskim, zabór austriacki, 20-lecie międzywojenne, okupacje za II wojny, lata powojenne. Uzupełniają tę część sprawy Kościoła, świątynie, cmentarze.

Pan Profesor wybaczy, że do wymienionych epok dziejów Lwowa dołączymy jeszcze dwie – oddzielone czasy „ruskie” (po najeździe Włodzimierza w 981 r.) oraz to, co było wcześniej. Omawiana książka nie dotyczy oczywiście historii jako takiej, lecz literatury, a dla nas szczególnie ważne byłoby właśnie to, co było najwcześniej. Z różnych opracowań XIX-wiecznych czytamy o prapolskich plemionach na tamtych ziemiach, nie pada jednak imię Lędzian, a przecież od nich pochodzą od zawsze do dziś nazwy Polski u Litwinów i Węgrów (Lenkas, Lengyel), może także u Rusinów (Lęchowie, Lachy). Trudno sobie wyobrazić, by owi Lędzianie nie mieli tam właśnie – przy skrzyżowaniu głównych w tej stronie Europy dróg zachód–wschód i południe–północ – swojej głównej siedziby. Lwów i jego położenie w łańcuchu Roztocza narzucają się same.

Pisaliśmy o tym parokrotnie, opierając się głównie na badaniach prof. M. Parczewskiego z UJ oraz kilku innych (patrz CL 1/09, str. 70–
–71). Chciałoby się więc, by prace profesorów Parczewskiego, Nalepy, Labudy, Buraczyńskiego, a także arch. J. Sasa Zubrzyckiego były bodaj zasygnalizowane w następnym wydaniu cennej książki prof. Riedla.

Kolejny blok tematyczny to problematyka rozwoju urbanistycznego, infrastruktury, zabudowy miejskiej – poprzedzona rozdziałem o geografii, geologii i przyrodzie – oraz demografii.

Następny cykl rozdziałów to wkład Lwowa do polskiej nauki. Czytamy o kolejnych uczelniach, bibliotekach, archiwach, muzeach, o szkolnictwie.

Dalej o kulturze: sztuka, literatura, muzyka, teatr, kino i radio, czasopisma i księgarstwo, biografistyka. Z życia codziennego: sport, lokale gastronomiczne, miscellanea.

W obrębie każdej z dziedzin znajdujemy dziesiątki tytułów książek na szersze i węższe tematy, Już samo zapoznanie się z tytułami i nazwiskami autorów poszerza nasze rozeznanie w różnorodności czasopiśmiennictwa o Lwowie, a idąc dalej – o bogactwie problematyki, która składa się na obraz miasta – wszak jednego z 3–4 czołowych ośrodków polskiej historii i kultury. Żywej do dziś, choć nie zawsze uświadamianej.

 


 

*    Czy nie znalazły się tomiki poetyckie, poświęcone Lwowowi?


 

 

♦ Nazwisko trzech generacji rodziny Dayczaków nie pierwszy raz pojawia się na naszych łamach. Dzięki Pani Marii Dayczak-Domanasiewicz dowiedzieliśmy się – idąc pokoleniowo – o jej dziadku Macieju, rolniku i autentycznym poecie*, następnie o jego synu, a ojcu Pani Marii – Wawrzyńcu, znanym architekcie lwowskim – ale o tym niżej. Wreszcie trzecie pokolenie to sama Pani Maria, historyk sztuki oraz autorka niniejszej książeczki wydanej przez Bibliotekę Naukową PAN i PAU w Krakowie, 2011 (jako nadbitka). Tytuł brzmi: Drużyny Bartoszowe i czasopismo „Dzwon” we wspomnieniach ich twórcy Wawrzyńca Dayczaka.

Książka składa się z dwóch części. Pierwsza to bardzo kompetentne wprowadzenie w temat pióra Pani Marii; druga jest opowieścią historyczną, będącą fragmentem niepublikowanych wspomnień W. Dayczaka. Zacytujmy kilka początkowych zdań ze wstępu, wyjaśniających czytelnikom, czym było główne – jak sądzimy – dzieło życia Wawrzyńca Dayczaka.

W 2008 roku minął wiek od powstania na terenie Galicji Wschodniej organizacji będącej pierwszym na ziemiach polskich ruchem niepodległościowym, skupiającym młodzież wiejską narodowości polskiej. Twórcą tego ruchu, zarazem ideologiem pomysłodawcą jego struktury był Wawrzyniec Dayczak, urodzony w roku 1882 na Ziemi Tarnopolskiej, syn rolnika i poety z Reniowa, Macieja, późniejszy lwowski architekt.

[…] Ów ruch drużyniacki biorący swoją nazwę od Wojciecha Bartosza Głowackiego, symbolu chłopskiej walki o niepodległość Ojczyzny, czynny był zaledwie nieco ponad sześć lat poprzedzających wybuch I wojny światowej, niemniej w szczytowym okresie swego rozwoju zdołał przekroczyć liczbę 10 tysięcy członków, a jego zasięg terytorialny objął z czasem część Galicji Zachodniej z Wielkim Księstwem Krakowskim, docierając na Śląsk Cieszyński, Bukowinę, i (konspiracyjnie) na ziemie Królestwa Polskiego w zaborze rosyjskim. […]

I jeszcze z tekstu samego W. Dayczaka:

[…] Od czasu Powstania 1863 r. Drużyny Bartoszowe były pierwszą polską organizacją obywatelsko-wojskową, bo nie istniał jeszcze ani „Związek Strzelecki”, ani „Polowe Drużyny Sokole”. Różniły się od tych Związków tym, że oprócz wojskowości kultywowały bujny rozwój kultury ludowej opartej na własnych polskich tradycjach. […]

 

Tekst Wawrzyńca Dayczaka jest niezwykle ciekawy, bo zawiera wiele informacji o zasadniczym temacie, jak i różnych szczegółów o ludziach, wydarzeniach, nawet opowieści całkiem osobistych.

Książka nie jest zapewne do dostania, należałoby się jednak postarać, by znalazła się w Internecie.

 


 

*    Jego piękny wiersz Nasza ziemia przedstawiliśmy w CL 2/2009.


 

♦ Pan Adam Zaleski – urodzony we Lwowie, dziś emerytowany profesor Politechniki we Wrocławiu – nadesłał nam swoją książkę, zatytułowaną Wspomnienia lwowskie, kazachstańskie i inne (Wrocław 2014). Książka bogato ilustrowana, bo zdjęcia – jak mówi tytuł – najpierw ze Lwowa (liczne, rodzinne), potem nieliczne z Kazachstanu, w końcu te inne, a tych najwięcej, bo to już długie, ciekawe życie. A więc najwięcej z Ameryki i licznych podróży zawodowych i turystycznych – z Chin, Egiptu i całej Europy, ale i… z Gorców!

Na początku pisze Profesor o swojej rodzinie – to sobie w naszym piśmie bardzo cenimy. Wylicza nazwiska po mieczu i kądzieli, cytuje cenne dokumenty rodzinne. Kolejny rozdział: II wojna, sytuacja po najeździe sowieckim, wywózka do Kazachstanu, niewolnicza praca, powrót w 1946 r. Lata powojenne – znowu rodzina i przyjaciele, ale w kilkadziesiąt lat później (jednym z nich był Wojciech Kilar). I nowe życie: studia techniczne, małżeństwo, po latach wdowieństwa powtórne, dzieci – od urodzenia do dorosłości, wnuki…

Autor ma dobry zwyczaj dawania wyjaśnień w sprawach, których czytelnicy znać nie muszą. Przykładem: najważniejsze daty w historii Stanów Zjednoczonych, omówienie deportacji sowieckich itd. Dodajmy, że Autor był sportowcem – tenisistą i narciarzem, fotografikiem, melomanem…

Na koniec coś o naszym piśmie: prof. Zaleski opisuje przyjaciela swojej i Kilarów rodziny, Bronisława Tomczyka. Spotykał go we Lwowie w domu swoich rodziców, potem w Kazachstanie jako oficera w armii Andersa. Na tym kontakt się zakończył. I oto po latach w ręce wpadł mu numer „Cracovia-Leopolis” 2/1998, gdzie przeczytał o pogrzebie Tomczyka przed kilku laty na Rakowicach w Krakowie. Co więcej: był obecny na tym pogrzebie – nie zdając sobie z tego sprawy – gdy w tym dniu odwiedzał grób swej matki na tym cmentarzu.

 

♦ Pan mec. Tomasz J. Kotliński, którego opracowanie pt. Nadprokuratoria Państwa we Lwowie i jej zwierzchnicy przedstawiliśmy w CL 1 i 2/14, nadesłał nam teraz swoją kolejną pracę – książkę pt. Prezydenci Izb Adwokackich 1862–1932 (Wydawnictwo PWS Techniczno-Ekonomiczny, Jarosław 2014). Książka dotyczy miast w całej Galicji-Małopolsce, w których znajdowały się w tym czasie Izby Adwokackie: Lwów, Kraków, Stanisławów, Tarnopol, Przemyśl, Tarnów, Sambor, Złoczów i Cieszyn. Autor podaje sylwetki ich prezydentów, ale różne liczby: np. dla Lwowa 12, dla Krakowa 10, dla pozostałych od 5 do 1, ale nie wyjaśnia tych różnic. Nie ma żadnego nazwiska dla Złoczowa, ponieważ – jak informuje Autor – nie udało się znaleźć żadnych dokumentów.

Nas interesują oczywiście Izby z terenu Wschodniej Małopolski: Lwowa, Stanisławowa, Tarnopola, Sambora i Przemyśla*. Trzeba zaznaczyć, że owi prezydenci byli znani z pełnienia również innych stanowisk w swoich miastach, ale zwykle po wyborze na prezydenta Izby – z tamtych rezygnowali. Mieli więc różne zasługi w swej działalności. Byli więc prezydentami miast lub innymi wysokimi urzędnikami w mieście, kraju, a nawet państwie, działaczami społecznymi, naukowcami itd.

We Lwowie wśród nazwisk na czoło wysuwają się Franciszek Smolka, Michał Gnoiński, Tobiasz Aszkenaze. Warto przypomnieć, że w Krakowie prezydentem Izby Adwokackiej był m.in. lwowianin Feliks Szlachtowski – jego nagrobek na krakowskich Rakowcach pokazaliśmy w CL 2/14.    (AC)

 


 

*    Za jałtańskim kordonem znalazła się duża część Ziemi Przemyskiej.


 

♦ Przeczytaliśmy w dodatku „Historia – Uważam Rze” nr 11–
–12/2013 omówienie dwóch książek, jakie ukazały się w ub. roku: prof. S.S. Niciei Lwów. Miasto zatartych granic oraz Żanny Słoniowskiej Przedwojenny Lwów. Najpiękniejsze fotografie. O pierwszej z wymienionych pisaliśmy już w CL 2/14, więc ją tu pomijamy, a zatrzymamy się nad drugą (Wydawnictwo RM).

Niestety żadnej z tych książek nie mieliśmy we własnych rękach (trzeba się ograniczyć w kupowaniu!), opieramy się więc na omówieniu K. Jóźwiaka, który już na początku zachęca twierdząc, że obie książki będą ważne nie tylko dla osób związanych ze Lwowem osobiście, ale dla każdego, komu nie jest obojętna historia własnej ojczyzny. Lwów jest bowiem jednym z ważniejszych elementów historii naszego kraju i absolutnie nie zmienia tego fakt, że został nam odebrany siłą w wyniku wojennej zawieruchy […]. Mimo że we Lwowie żyło obok siebie kilka narodowości, niezaprzeczalnie jednak to Polacy wycisnęli na nim najsilniejsze piętno. I vice versa, Lwów także pozostawił niezatarty ślad w polskiej pamięci. Paradoksalnie jego rola wzrosła jeszcze w okresie zaborów… Prof. Nicieja pisze: Lwów był bowiem przez prawie sześć stuleci wyjątkowo silnie wpisany w historię Polski, a w czasie zaborów, zwłaszcza po uzyskaniu autonomii Galicji, stał się duchową stolicą Polski.

Warto dodać, że autorka drugiej z wymienionych książek jest Ukrainką, przybyłą ze Lwowa i osiadłą w Krakowie.

 

♦ Publikacja najnowszej książki s. dr Bernadety Lipian nastąpiła zaledwie w kilka miesięcy po odejściu do wieczności ks. abpa Ignacego Tokarczuka. Tytuł brzmi: Wybrał Go Jezus… Ks. Arcybiskup Ignacy Tokarczuk (1918–2012). Autorka napisała ją jako wotum wdzięczności dla samej Osoby Księdza Arcybiskupa, jak i dla Jego niezwykłych dokonań (Jarosław 2013).

Pracę tę przeczytałem z wielką uwagą. Jestem pełen podziwu dla warsztatu naukowego Autorki oraz estetycznej formy graficznej dzieła. Jednocześnie, nie inaczej niż w poprzednich, stojących na równie wysokim poziomie merytorycznym pracach Autorki, także i w tej obecna jest postać zasłużonej jarosławskiej nauczycielki i wychowawczyni, Sługi Bożej Anny Jenke (1921–1976).

Omawianą książkę zaliczyć można do lektur, wobec których nie należy przejść obojętnie. Przeświadczenie to potęguje pamięć o niedawno zmarłym Arcybiskupie, oraz wielkość i świętość obu Postaci. Książka ta jest promocją właściwej postawy wobec Kościoła, Ojczyzny i Rodziny, nawet w bardzo trudnym okresie dziejów. Obie postacie – co zostało dobrze udokumentowane w pracy – mimo różnego stanu cechowały się bowiem religijnością i gorliwym umiłowaniem Polski, jej przeszłości i kultury.

Lektura skłania do refleksji nad nieugiętym charakterem moralnym śp. abpa Tokarczuka w okresie pasterzowania Przemyską Archidiecezją, ale i w innych okresach Jego życia. 29 XII 2012 r. zmarł bowiem wielki syn i miłośnik dawnych Kresów II Rzeczypospolitej, przesiąkniętych żarliwą pobożnością ludową i patriotyzmem oraz autentyczną tolerancją na tle wyznaniowym i narodowościowym. Okres klerycki i pierwszych lat kapłańskich ks. Arcybiskupa przypadał jednak na czas strasznego wyniszczenia fizycznego i moralnego naszego narodu: dwóch okupacji sowieckich, hitleryzmu i okrutnego ludobójstwa nacjonalistów z OUN-UPA, którego wręcz cudem uniknął młody ks. Ignacy. Te doświadczenia miały niewątpliwie duży, a być może decydujący wpływ na kształt późniejszej posługi arcybiskupiej, której rezultaty zostały w książce w oryginalny i zajmujący czytelnika sposób przedstawione.

Jedną z zalet tego opracowania jest charakter okolicznościowo-dziękczynny i popularyzujący dorobek śp. ks. abpa Ignacego Tokarczuka. Stanowi to też o olbrzymiej wartości dzieła dla potomnych. Zwłaszcza budzi podziw zgromadzenie i wydanie drukiem kilkunastu wspomnień i refleksji ubogacających i zwieńczających pracę. Nie umniejsza to istotnych walorów naukowych opracowania, wyrażających się czy to w obszernej bibliografii, czy pozytywnych recenzjach znawców problematyki księży profesorów J. Zimnego i K. Bielawnego.

Rozległy i pozytywnie przyjmujący pracę odzew świadczy o jej wysokim poziomie merytorycznym, nowatorskim i interesującym ujęciu tematu, jak i oczekiwaniu na dalsze publikacje autorstwa Siostry dr Lipian. Praca wpisuje się doskonale w szereg wcześniejszych i zapewne przyszłych prac poświęconych wielkiemu dziedzictwu Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka i SB Anny Jenke, co stwarza możliwości wykorzystania jej jako cennego źródła do badań naukowych. Jednocześnie tego typu opracowania są dziś, w sytuacji rozlewu różnorakich książek, czasopism, audycji audiowizualnych o treściach relatywizujących wartości moralne, bardzo potrzebne, żeby wyrabiać prawidłowe postawy obywatelskie oraz wzorce życiowe i wychowawcze.

Bogusław Kuźniar

 

♦ Wydawnictwo „Bellona” wydało (Warszawa 2013) serię tomików pt. Dwudziestolecie Międzywojenne autorstwa Sławomira Kopera. Seria składa się z 22 zeszytów (ukazywały się co 2 tygodnie od lutego do grudnia 2013), każdy poświęcony innej dziedzinie życia. Redaktor naczelny Bellony Bogusław Brodecki we wstępie przedstawił cel serii: … w 22 tomach kolekcji spróbujemy spojrzeć na drugą Rzeczpospolitą tak obiektywnie, rzetelnie i przystępnie, jak tylko potrafimy. Problemy te przedstawi Państwu wybitny znawca dwudziestolecia międzywojennego i popularyzator wiedzy o nim Sławomir Koper… tak, aby każdy mógł sobie wyrobić własny obraz tego arcyciekawego okresu w dziejach Polski. Nas zaciekawił szczególnie tom 18 pt. Kresy Południowo- -Wschodnie, w którym na 120 stronach i ok. 100 fotografiach przedstawione i omówione jest życie mieszkańców średnich i małych miast mniej znanych od Lwowa i Wilna (te omówione zostały w tomie 9). Dowiadujemy się o miejscach historycznych, takich jak: Łuck stolica Wołynia, Stanisławów, Żółkiew, Wiśniowiec, Zbaraż, Brody, Podhorce, Ołyka, Brzeżany, Kowel. Nie zapomniano też o Krzemieńcu z piękną historią i wspaniałą architekturą. Omówiono miejscowości wypoczynkowe jak Truskawiec i piękną Huculszczyznę. Przedstawiono miejscowości przemysłowe Drohobycz i Borysław, a także miejsca bojów legionowych 1915–16 z pobojowiskami Kostiuchówka i inne. Zostały wymienione i niektóre szerzej przedstawione wybitne postacie związane z tą ziemią np. Leon Schiller, Bruno Schulz…

Książka nie jest przewodnikiem po Kresach Południowo-Wschodnich, ale zawiera wiele ciekawych wiadomości o tych terenach.               

(DTS)

 

♦ Długo oczekiwałem na ukazanie się książki Alfa Soczyńskiego Krew i ogień. Jej obszerne fragmenty czytałem przed ponad dwoma laty i wydawały mi się one wówczas nie tylko fascynujące, ale również porażające. Czas oczekiwania na publikację książki wywoływał u mnie autentyczną ciekawość dotyczącą jej ostatecznego kształtu literackiego i zawartości merytorycznej, a następnie społecznego odbioru. Ten ponadroczny okres opóźnienia druku wyszedł jej chyba na dobre, otrzymaliśmy bowiem dzieło dojrzałe, poprawne logicznie i konstrukcyjnie, bogate merytorycznie oraz niemal znakomite edytorsko (Wydawnictwo „My Book”, Szczecin 2009).

Jej treścią są tragiczne losy Polaków na Wołyniu w okresie bezpośrednio poprzedzającym drugą wojnę światową oraz w czasie jej trwania, wynikające z bezpośredniego sąsiedztwa z ludnością ukraińską, niekiedy zaprzyjaźnioną lub nawet powiązaną rodzinnie. Bohaterami książki jest zniewolona, upokorzona i upodlona ludność polska oraz jej oprawcy, przedstawiciele Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Ale nie była to bratobójcza walka, jak czasami próbuje się uzasadnić te okrutne zbrodnie, gdyż przed wojną Polacy stanowili zaledwie około dziesięciu procent ludności Wołynia, a w czasie wojny proporcje były jeszcze mniej korzystne z racji wyniszczenia polskiej inteligencji zarówno przez Niemców, jak i przez Rosjan. Ze strony polskiej była to więc tylko rozpaczliwa próba przetrwania.

Opis losów tej ludności jest szczególny, niezwykle precyzyjny i obrazowy, pozwalający czytelnikowi widzieć, czuć i przeżywać tę gehennę. Również z wyjątkową dokładnością autor nakreślił sylwetki bohaterów negatywnych, czyli reprezentantów OUN i Ukraińskiej Powstańczej Armii i to nie tylko w warstwie fizycznej, ale także w sferze ich osobowości. Są to niemal po mistrzowsku wykonane portrety psychologiczne młodych, zdegenerowanych, ambitnych, żądnych krwi i odwetu oprawców i rzezimieszków. Są to postaci tak porażające, a ich działania tak okrutne, że wydawać się mogą nawet nieprawdopodobne. Jakże tragicznie na tym tle wygląda miłość Polaka i Ukrainki oraz przyjaźń Polaka i Ukraińca, które pod wpływem zbrodniczej banderowskiej ideologii zmieniają się w nienawiść rodzącą śmierć.

Zadanie stojące przed autorem, by wiernie i bez szkody dla żadnej· nacji przedstawić te wydarzenia, było niezwykle trudne. Ale sprostał on temu zadaniu, gdyż nie tylko jako kilkuletnie dziecko był przez dwa lata ich świadkiem i współuczestnikiem, ale przez wiele lat tragiczne obrazy zapisane w jego pamięci i świadomości uzupełniał dostępną mu literaturą, a przede wszystkim relacjami i opowieściami uczestników tej tragedii.

Książka podzielona została na kilkadziesiąt zatytułowanych opowieści uszeregowanych w prolog i pięć części obrazujących kolejne etapy losu Polaków na Wołyniu. Część pierwsza Ostatnie lato w raju pokazuje tę porę roku na wołyńskiej wsi. W części drugiej Chleb przez radio autor przedstawia sceny z wkroczenia Rosjan na tereny wschodnie po 17 września 1939 roku, część trzecia Krzyżackie obyczaje to opis wkroczenia Niemców w czerwcu 1941 roku. Część czwarta, chyba najważniejsza w strukturze dzieła Krew i ogień, to krwawe obrazy z apogeum zbrodni ludobójstwa w latach 1943–1944. Część piąta Złota kaczka, której fabuła stanowi jakby epilog książki, pokazuje wiele interesujących miejsc Wrocławia i Wołynia, rozgrywa się w czasach współczesnych.

Powierzchowna lektura książki może nieuważnemu czytelnikowi sugerować, że zawiera ona samodzielne i niezależne od siebie opowiadania uporządkowane według jakiegoś przypadkowego zamysłu autora. Nic bardziej mylnego. Wnikliwa analiza jej treści, a rzeczywiście zmuszają one do ogromnego wysiłku intelektualnego, pozwala dostrzec, że te pozornie nieuporządkowane i niezależne od siebie puzzle układają się w logiczną całość, wielowątkową fabułę, zawierającą bogaty materiał zdarzeniowy, obyczajowy i psychologiczny z wyrazistą ideową koncepcją twórcy, a więc wyborem, hierarchizacją i wartościowaniem opisywanej rzeczywistości oraz założeniami filozoficznymi, moralistycznymi i historiozoficznymi. Wszystkie te czynniki całkowicie spełniają założenia stendhalowskiej definicji powieści, nazywającej ją „zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu”, w której gościńcem jest Wołyń okresu wojny i okupacji, a zwierciadłem tragiczne losy Polaków tam zamieszkujących.

Szczególną rolę w tej powieści, bo tak odważę się nazwać najnowszą książkę Alfa Soczyńskiego, spełniają listy, jakie autor kieruje do swego przyjaciela, młodego ukraińskiego poety i pisarza urodzonego i mieszkającego na Wołyniu, Sergija Siniuka. W pierwszym z nich, będącym częścią prologu książki, autor niejako usprawiedliwia się przed swoim przyjacielem, że musiał napisać tę książkę, gdyż – jak pisze – tylko ujawnienie prawdy o wspólnej, czasami tragicznej przeszłości, nie pozwoli na powtórkę tego zła. W drugim liście mówi o miejscowości Hurby, którą Sergij opisał jako miejsce śmierci bohaterskich wojaków UPA w 1944 roku, gdzie obecnie powstało mauzoleum poświęcone ich pamięci. Natomiast miejscowość tę A. Soczyński opisuje jako miejsce, w którym w czerwcu 1943 roku ci sami banderowcy spalili polską wioskę i niemal całkowicie wymordowali jej ludność. Ty mi mówisz o innych Hurbach niż te, o których ja piszę, chociaż jest to ta sama miejscowość – zwierza się autor.

Nie bez znaczenia dla warstwy poznawczej książki jest również to, że pisarz w jej treść umiejętnie wprowadza informacje o pochodzącym z Wołynia, tyleż znanym co i nieodkrytym i tajemniczym dla Polaków, pisarzu ukraińskim Ułasie Samczuku oraz o urodzonym również na Wołyniu polskim poecie Zygmuncie Janie Rumlu, bestialsko zamordowanym przez banderowców 10 lipca 1943 roku. Jego wiersze, podobnie jak przypowieści i przepowiednie Wernyhory oraz wiersze autora doskonale wkomponowują się w treść powieści.

Alf Soczyński w swojej książce nie rozgrzebuje ran, nie jątrzy, jak czyni to wielu, nie nawołuje do nienawiści, nie żąda odwetu, ale pragnie, by prawda, nawet ta najbardziej okrutna, ujrzała światło dzienne, gdyż tylko ona pozwoli zagoić wciąż ropiejące rany oraz żyć w przyjaźni i dobrosąsiedzkich relacjach. A w jednostkowym wymiarze miarą wzajemnego zrozumienia i braku nienawiści będzie z pewnością kontynuacja przyjaźni Alfa i Sergija również po dotarciu książki na Ukrainę.

Pracę A. Soczyńskiego polecam wszystkim czytelnikom, a szczególnie interesującym się wzajemnymi relacjami między narodami polskim i ukraińskim na przestrzeni dziejów, zwłaszcza w okresie drugiej wojny światowej oraz tuż przed jej wybuchem i bezpośrednio po jej zakończeniu. Nie tylko częściowo wypełnia ona istniejącą jeszcze lukę w tej dziedzinie, ale dostarcza również wiedzy podbudowanej i wzbogaconej doświadczeniami autora. Pobudza ducha troski o ojczyznę jako dobra najwyższego, zmusza do refleksji i przemyśleń. Ponadto napisana jest piękną, soczystą, wartką i bogatą polszczyzną, więc czyta się ją niemal jednym tchem.

Jan Stanisław Jeż

 

Książkę można zamawiać pod adresem internetowym: www.mybook.pl (cena wersji elektronicznej 20 zł, wersji książkowej 30 zł).

 

♦ W roku obchodów 70. rocznicy apogeum ludobójstwa Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej przez OUN-UPA ukazała się książka Joanny Wieliczki-Szarkowej pt. Wołyń we krwi 1943 (Wyd. AA-Kraków, 2013). Jest to książka historyczna oparta na dokumentach, ale ze względu na przystępność stylu narracyjnego zaliczyć ją można do popularnonaukowych.

Główne rozdziały – a jest ich 57 – poprzedzone zostały dwoma wstępami:

– Ewy Siemaszko – znawczyni problemu, która syntetycznie omówiła pracę autorki, wypełniającą lukę w ogólnej wiedzy naszego społeczeństwa o trzecim (po niemeieckim i sowieckim) ludobójstwie, jakiego dokonano na narodzie polskim w latach II wojny światowej;

– księdza prof. Józefa Mareckiego, który w rozdziale „Pomnik nieznanej miejscowości”, na przykładzie starszej kobiety spotkanej w Kamionce Strumiłowej i jej spowiedzi w imieniu ojca, wysnuwa wniosek, że w niezmierzonej tragedii Kresów Wschodnich każda miejscowość, której nie ma już na mapie, powinna mieć swój pomnik. Lukę tę wypełnia w sposób symboliczny książka Wieliczki-Szarkowej.

Autorka w początkowych rozdziałach cofa się do historycznego tła wydarzeń i poszukuje odpowiedzi na pytanie o przyczynę ludobójstwa. Omawia narastającą wrogość Ukraińców do Polaków, akty antypolskie i zamachy terrorystyczne przed wojną i na początku wojny przed wprowadzeniem władzy sowieckiej. Informuje o tajnej działalności nacjonalistycznej w czasie okupacji sowieckiej oraz wzmożonej i bezkarnej pod okupacją niemiecką. Zwraca uwagę na znaczne zmniejszenie się ludności polskiej na Wołyniu po aresztowaniach i wywózkach w czasie okupacji sowieckiej oraz represjach w czasie okupacji niemieckiej. Akty antypolskie – rzezie Polaków – ze strony OUN-UPA gwałtownie nasiliły się po ucieczce do lasu uzbrojonych ok. 5 tysięcy policjantów ukraińskich w służbie niemieckiej (marzec 1943), którzy wcześniej nabyli doświadczenie, mordując wołyńskich Żydów.

W kilkunastu rozdziałach książki znajduje się opis konkretnych zbrodni (na podstawie zeznań naocznych świadków) w kilkudziesięciu miejscowościach. Dla przykładu oto najważniejsze z nich: Parośl (luty 1943), Lipniki (marzec), Janowa Dolina (kwiecień), Ludwipol (maj), Dermanka (czerwiec), Górka-Połonka i Horodyszcze (czerwiec), Dominopol (10/11 lipca), Poryck, Kisielin, Ostrówki, Zabłoćce, Chynów i 85 innych miejscowości (11 lipca), Kąty, Jankowce, Ostrówki, Wola Ostrowiecka (koniec sierpnia).

O wielu tragediach nie istnieją szczegółowe informacje, bo nie przeżył żaden świadek. Można tylko wnioskować, że była polska osada, a teraz jest pusty teren.

O niewyobrażalnym ZŁU, jakie opętało ludność ukraińską pod wpływem propagandy nacjonalistycznej, świadczą tytuły rozdziałów: „Mordowano ich strasznie”, „Jaja wielkanocne malowane krwią Polaków”, „Na miłość Boga darujcie nam życie”, „Krwawa niedziela”, „Szał bestialstwa”, „Morduje się całą ludność polską”…. Jeden z rozdziałów poświęcony jest męczeństwu 19 kapłanów rzymskokatolickich.

W kolejnych rozdziałach omówiono polskie ośrodki samoobrony w Hucie Stepańskiej, Hucie Starej, Przebrażu, Pańskiej Dolinie, Zasmykach, Ostrogu… oraz przypadki skutecznej współpracy z partyzantką sowiecką. Rozdziały „Sprawiedliwi Ukraińcy” i „Nie mogłam uwierzyć, że mnie nie wydała” podają przykłady – niestety nieliczne – ratowania Polaków i polskich dzieci przez ludność ukraińską.

Stopniowe przesuwanie się frontu sowiecko-niemieckiego ze wschodu na zachód zmieniało układ sił (bardzo skomplikowany) na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Na Wołyniu 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK powstała z partyzantki polskiej walczyła z jednej strony z UPA w obronie polskiej ludności cywilnej, a z drugiej z Niemcami, współpracując początkowo z partyzantką sowiecką (do czasu podstępnych i wrogich działań ze strony Armii Czerwonej).

Na terenie Małopolski Wschodniej OUN-UPA wzmogła rzeź Polaków. Ludobójcza działalność UPA była zgodna z założeniem, że „żaden cudzoziemiec nie może zostać na ziemi ukraińskiej”. W pierwszej połowie 1944 r. miały miejsce największe zbrodnie: w Podkamieniu, Palikrowach, Hucie Pieniackiej, Chodaczkowie Wielkim, Majdanie Starym, Majdanie Nowym…

Sowieckie rządy nie były łaskawe dla nacjonalistów ukraińskich i ich przywódców. Zginęli najważniejsi dowódcy UPA, a w kilku akcjach wywózkowych tysiące Ukraińców przesiedlono w głąb Związku Sowieckiego.

Ostatnie rozdziały książki są podsumowaniem omawianych lat 1943 i 1944 z podaniem strat ludności polskiej, a także oceną słabej wiedzy współczesnego społeczeństwa polskiego o wydarzeniach z tamtych lat.

Cechą charakterystyczną i ważną zaletą książki jest to, że prawie na każdej stronie autorka powołuje się i cytuje konkretne dokumenty potwierdzające prawdziwość podawanych faktów. Równocześnie jest to książka dla osób o dużej wytrzymałości psychicznej.

Na końcu dołączono indeks nazwisk i miejscowości.           (DTS)

 

♦ Mamy w rękach broszurkę zatytułowaną: ALBUM kościoła OO. Jezuitów we Lwowie, a poniżej tytułu wyjaśnienie: wydany z okazyi koronacyi obrazu Matki Boskiej Pocieszenia 1905 roku*. To nie jest oczywiście oryginał sprzed 110 lat, lecz współczesna jego kopia, jednak bez jakichkolwiek informacji kto, gdzie i dla kogo ją wydał, a tylko z taką informacją: Czysty dochód przeznaczony na odnowienie kościoła. Tu więc dla nas następny problem: przedmiotowa świątynia jest wszak dzisiaj cerkwią…

W broszurce zawarta jest historia (od XVI wieku), opis kościoła i jego wyposażenia oraz ponad 20 ilustracji, lecz odnoszących się do czasu wydania na początku XX wieku. Warto zapamiętać kilka nazwisk: ówczesnym arcybiskupem lwowskim był Jan Dymitr Solikowski*, fundatorką Elżbieta z Gostomskich Sieniawska, o. Marcin Laterna – pierwszym superiorem jezuitów we Lwowie.

 


 

*    Obraz ten znajduje się obecnie w kościele św. Klemensa we Wrocławiu.

**  Portret tego arcybiskupa i życiorys zamieściliśmy na okładce CL 2/14.


 

 

 

♦ Alicja M. Mazurkiewicz-Bednarczukowa ofiarowała nam swoją książkę wspomnieniową, zatytułowaną Wszystko co dobre pamiętam (Kraków 2014). Ten tytuł, wbrew pozorom, jest bardzo ważny. W życiu są zawsze sprawy dobre i złe, co więc było dobre na samym początku? Najpierw to, że urodziła się w pięknych, staropolskich stronach wschodniomałopolskich, w Kamionce Strumiłowej. A co było złe? Że przyszła na świat w czasie II wojny światowej i jej polska rodzina musiała swoje strony opuścić…

Dzieciństwo i lata młodzieńcze spędziła w różnych miejscowościach środkowej Małopolski – tej niezajętej przez agresorów (Rzeszowszczyźnie). Studia uniwersyteckie zawiodły ją do Krakowa i tu już pozostała. Jako etnografkę ciągnęło ją na powrót w Rzeszowskie o bogatym folklorze, stało się jednak inaczej, bo poznała swego przyszłego z rodowodem od Wileńszczyzny po Kołomyję. Leszek Bednarczuk ukończył także Uniwersytet Jagielloński, ale jego fach to językoznawstwo indoeuropejskie, jest dziś profesorem i członkiem PAU. Dorobili się dwojga dzieci – córka z wykształceniem muzycznym i muzykologicznym lata po świecie jako stewardessa. Jest już i trzecie pokolenie…

Warte zapamiętania i opisania.

 

♦ Z okazji naszego jubileuszu Panie ze Lwowa (o których wcześniej była mowa) przywiozły nam w prezencie m.in. tomik wierszy poetki Stanisławy Nowosad o ­tytule Wierność. Zbiór zawiera około stu wierszy, zebranych w kilka zespołów tematycznych, zawsze o wzniosłej tematyce: Veni Sanctae Spiritus, Ojcu Świętemu, Ojczyzna, Wesołych Świąt, W hołdzie, Wierność i jeszcze inne. Przez większość wierszy przewija się Lwów i Lwowianie, nasza historia i tradycja.

Pani Stanisława (ur. 1942) uczęszczała do szkoły nr 30, a ukończyła u św. Marii Magdaleny. Pracowała przy pozostałych we Lwowie zbiorach ossolińskich, ale także w laboratorium dra H. Mosinga. W 1962 r. podjęła studia bibliotekarskie, a pracę w uniwersyteckim dziale archiwalnym prowadziła aż do r. 2000.

Uważamy, że warto Czytelnikom zaprezentować dwa szczególne wiersze Pani Stasi.

 

Jan Paweł II
w Katedrze Lwowskiej

Do tej radośnie dążymy kaplicy,

Gdzie Twoja, nasza Pani Królowa,

Skąd się uśmiecha Twoje oblicze,

Boś już na zawsze przybył do Lwowa.

 

Ty, Częstochowskiej Bogarodzicy

Naród kochany nasz zawierzyłeś,

A my dziesiątą święcim rocznicę,

Gdy nas na Kresach odwiedziłeś.

 

Błogosławiony, umiłowany,

Złożyłeś tutaj różę i serce,

W Katedrze, którą najświętsza Panna

Łaskawie strzeże w każdej rozterce.

 

2010

 

 

 Stanisława Nowosad

 

Obudź się, Polsko

Obudź się, Polsko, z letargu

Za sprawą Ojca Świętego,

Dość targowiczan, przetargu,

Bądź wierną spuściźnie Jego.

 

Spójrz, świat wokół zakłamany

Chce zmiażdżyć czy obalić.

Orle! Tyś niepokonany,

Prawda musi cię ocalić.

 

Czy zła siła cię uśpiła

I podcięła orle skrzydła?

Czy złośliwie omamiła

Podstępną złudą mamidła?

 

Ty się podnieś, Orle Biały,

Sprawiedliwą Mocą Boską.

Wznieś się w górę, nad świat cały,

Obudź się z letargu, Polsko.

 

Z tomu pt. Wierność

Biblioteka czasopisma FOPnU.

„Nasze Drogi”, Lwów 2013