Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Antoni Dwojak, SMAK BOSKIEJ CZEREMCHY

Przekwitły już czeremchy. Jeszcze czuję w nozdrzach ich intensywny, specyficzny i niepowtarzalny zapach. W lipcu pojawią się na nich grona czarnych aromatycznych owoców o cierpkawym smaku. Na swojej posesji posadziłem kilka czeremch. Przypominają mi one smak tej czeremchy sprzed siedemdziesięciu lat w rodzinnej wsi Boski w powiecie tłumackim1. Droga przez Boski do Tłumacza biegła dołem, jakby wąwozem, a po obu jej stronach na wysokich brzegach stały zabudowania gospodarskie. Za płotem naszego podwórka na tym brzegu rosły trzy potężne czeremchy. Ja ze starszą siostrą i dziećmi sąsiadów wdrapywaliśmy się na płot, a z płotu na czeremchy i zajadaliśmy się ich aromatycznymi i cierpkimi owocami – po takich ucztach mieliśmy aż zesztywniałe języki. Kwiaty i owoce moich czeremch przypominają mi radosne i beztroskie lata dzieciństwa spędzone w rodzinnych Boskach w mojej Małej Ojczyźnie.

Nasza wieś i wieś Okniany położone są u podnóża zachodniej strony Płyty Podolskiej, która ciągnie się aż na Wołyń. W Krzemieńcu z Góry Bony widać jej zakończenie spadzistym uskokiem, który do czasów II RP był nagi. Z polecenia Marszałka Józefa Piłsudskiego zbocze to zalesiono i dziś rosną na nim piękne świerki. Niedaleko od Bosków – około 6 km – Płytą Podolską płynie Dniestr, w XVII wieku największa rzeka Polski. Jako dziecko byłem raz nad Dniestrem we wsi Dumka. Rzeka zrobiła na mnie wielkie wrażenie swym ogromem i bardzo dużą szerokością.

 

Droga z Bosków do Oknian biegnie równolegle do uskoku Płyty Podolskiej i w kilku miejscach u podnóża uskoku leżą jakby oderwane z Płyty Podolskiej olbrzymie wapienne głazy. Legenda związana z największym z tych głazów mówi, że kiedyś w Oknianach był bardzo niedobry dziedzic. Jechał on bryczką u podnóża Płyty Podolskiej, z Płyty oderwał się potężny głaz i przygniótł dziedzica. Myślę, że ta legenda jest „zemstą ludzi” na złym dziedzicu.

 

 

Tragedią naszego życia jest to, że nas z naszych ukochanych Bosków brutalnie wypędzono. W sobotnią noc w lutym 1945 roku banderowcy na drzwiach kościoła w Oknianach przybili kartkę z napisem: Lachy, jeśli w ciągu 24 godzin nie wyprowadzicie się z waszych domów, dosięgnie was ręka ukraińskiej sprawiedliwości. Lachy, jeśli w ciągu 24 godzin nie wyprowadzicie się, to będziemy maczać ręce po łokcie w waszej krwi. Ksiądz proboszcz Jerzy Doleżal w niedzielę powiadomił o tym parafian, doradzał i nalegał, by Polacy uciekali do Tłumacza. My, mamusia i ja z siostrą (ojciec był wywieziony na roboty do Niemiec), rodzina wujka Michała Zakowicza z Oknian i rodzina Mikołaja Koziarskiego od lutego do maja 1945 roku mieszkaliśmy w Tłumaczu w Domu Sokoła przy ulicy Wierzbowej.

W maju 1945 roku z Tłumacza przeprowadziliśmy się do Stanisławowa i z rodziną wujka Jana Zakowicza mieszkaliśmy w dzielnicy Majzle nieopodal stacji kolejowej przy zakręcie drogi na wiadukt kolejowy; nazwy ulicy nie pamiętam.

 Pod koniec czerwca 1945 roku ze Stanisławowa wywieziono nas w towarowych odkrytych wagonach z Ziem Utraconych na Ziemie Odzyskane (o przeszło 70 tysięcy km2 mniejszych od Ziem Zagarniętych). Na Zachód jechaliśmy trzy dni. W nocy nasz transport przyjechał do Legnicy, a z Legnicy został cofnięty na stację kolejową Mąkoszyce w powiecie Brzeg. Tam kazano nam się wyładowywać i zamieszkaliśmy w Mąkoszycach. Gdy teraz odwiedzam Mąkoszyce – jeżdżę tam na groby bliskich – to jest to piękna wieś. Ale w czerwcu 1945 roku, kiedy wyładowywaliśmy się z pociągu, miałem takie uczucie, którego nie zapomnę do końca życia. Myślałem wówczas: Boże, nasze Boski były takie piękne, a tu jest brzydko. Miałem wrażenie, jakby mnie żywcem zamykano w trumnie.

 

Tragedia mieszkańców Bosków polega też na tym, że nie możemy odwiedzić naszych ukochanych stron, bo pewnej marcowej nocy banderowcy spalili wieś. Z Bosków pozostał tylko jeden dom, leżący z dala od wsi na Płycie Podolskiej, dom w którym mieszkał Stefan Sosnowski, u którego mieścił się punkt skupu mleka; jak mówiono – „mleczarnia”.

 

Wioska podolska XIX w., mal. Adam Chmielowski, 1883 r.

 

Blisko nas po drugiej stronie drogi mieszkał Jan Dwojak o przezwisku Zakutny. Zginął tragicznie. Pracował w mieszczącym się w pobliżu Bosków wapiennych kamieniołomach i został przygnieciony przez spadający wapienny głaz. Jego ojciec Piotr służył w wojsku w czasie I wojny światowej i po wojnie pozostała mu „pamiątka” w postaci wrzodów na nogach. Staruszek nie mógł chodzić. Kiedy jego rodzina uciekała do Tłumacza, on postanowił, że zostanie w domu. Banderowcy spalili go żywcem wraz z zabudowaniami, kiedy palili Boski.

 

Za Oknianami, z dala od wsi, przy drodze w kierunku Bratyszowa, mieszkała 13-osobowa rodzina Feliksa Fasy. W lutym 1945 roku pan Feliks z najstarszym synem Józefem pojechał na targ do Tłumacza. Kiedy wrócili z targu, nie zastali nikogo w domu. Zajrzeli do studni i zobaczyli, że woda w studni jest czerwona. Banderowcy małe dzieci – najmłodsze miało kilka miesięcy – zarżnęli i wrzucili do studni, a żonę i starsze córki pogwałcili, uprowadzili, zarżnęli i wrzucili do Dniestru.

 

I jeśli banderowiec Józef Myka mówi, że OUN-UPA nigdy i nikogo nie mordowała, to łże. Nie kto inny tylko sam Leonid Krawczuk, pierwszy prezydent Ukrainy, 19 maja 1992 roku w Warszawie powiedział, że z rąk oprawców spod znaku OUN-UPA zginęło około pół miliona Polaków2.

 Lwowski historyk – B. Iwasiuta – jeszcze w roku 1954 obliczył, że z rąk OUN-UPA oraz innych szowinistów ukraińskich zginęło 685 000 byłych obywateli II RP – Polaków i Żydów. Inni historycy ukraińscy M.W. Warwarcow i O. Dobrecowa liczbę tę podwyższyli do 800 tys.3 A ja myślę, że biorąc pod uwagę czas trwania mordów od września 1939 r. do „Akcji Wisła” w 1947 r. i olbrzymi obszar, na którym trwały mordy, śmiało można przyjąć, że z rąk ukraińskich nacjonalistów w męczeński sposób zginęło około 1 mln Polaków.

 Nie mogę zrozumieć, dlaczego nasi historycy zaniżają liczbę ofiar i piszą tylko o 100 do 200 tysięcy zamordowanych. Zaniżając wielokrotnie liczbę ofiar idą na rękę ukraińskim nacjonalistom, bo w interesie morderców jest zaniżanie liczby ofiar i pomniejszanie w ten sposób swoich win.

 Jakże polscy „znawcy” tematu mogą napisać o 200 000 ofiar, skoro tylko od 1 do 16 września 1939 roku ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 550 000 polskich uciekinierów na Kresy i polskich żołnierzy, będących w mniejszych zgrupowaniach, powracających do swoich rodzin na Kresach. Nacjonaliści ukraińscy rozbrajali ich zabierając ubrania i buty, gołych wiązali kolczastym drutem i żywcem zakopywali do ziemi4. Jeśli Stalina i Hitlera uznaje się za największych zbrodniarzy w dziejach świata, bo mają na swoich kontach dziesiątki milionów ofiar, to Bandera był najokrutniejszym zbrodniarzem w dziejach świata, bo tylko jego OUN-UPA miała opisane aż 362 sposoby mordowania Polaków. Przywódców OUN-UPA obciąża „tylko” 1 500 000 ofiar5, ale nie dlatego, że byli oni litościwi, ale dlatego, że nie dysponowali tak olbrzymim aparatem zbrodni jak Stalin i Hitler. Jak podaje Wiktor Poliszczuk, UPA w okresie największego swego rozkwitu, tj. na początku 1944 roku liczyła około 40 000 banderowców6.

 Jeśli Dmytro Pławyczka i Myrosław Czech głoszą, że UPA jest chlubą i dumą Ukrainy, to tak jak UPA przynoszą wstyd i hańbę Ukrainie. Naród ukraiński odcina się od doncowsko-banderowskiej ideologii i haniebnych mordów OUN-UPA. W. Poliszczuk pisze: „Mordowanie Polaków nie było sprawą Ukraińców, jako członków narodu ukraińskiego, lecz jako członków OUN, jako zwolenników ukraińskiej nacjonalistycznej zbrodniczej ideologii i polityki”7. W ­PRL-u stosunkowo wiele mówiło się o zbrodniach niemieckich faszystów. W II RP dość dużo mówi się o mordach popełnionych przez NKWD na Polakach. A najmniej – w imię źle pojętej poprawności politycznej z Ukrainą – mówi się o największej i najokrutniejszej zbrodni popełnionej przez ukraińskich nacjonalistów. Nasi politycy powinni w końcu zrozumieć, że dobrosąsiedzkich stosunków z Ukrainą nie można budować na fałszu i zakłamaniu. Ofiarom ukraińskich mordów należy się cześć i pamięć.

 By z tą świadomością dotrzeć do naszego społeczeństwa, proponuję, by na parafialnych i komunalnych cmentarzach umieścić krzyże z metalowymi tabliczkami z napisem Pamięci Polaków pomordowanych przez bandy spod znaku OUN-UPA. W ten sposób niedużym kosztem można by ocalić pamięć o męczeńsko pomordowanych Rodakach.

 W Legnicy w kościele św. Jana co roku w niedzielę najbliższą dacie 11 lipca, dacie największego mordu dokonanego przez OUN-UPA na Polakach na Wołyniu, odprawia się mszę za pomordowanych Polaków na Kresach. W nocy z 10 na 11 lipca 1943 roku na Wołyniu banderowcy spalili 167 polskich wsi i osad oraz zamordowali od 14 000 do 17 000 Polaków – różne źródła podają różne liczby. Czy za przykładem Legnicy nie należałoby upamiętniać męczeńską śmierć pomordowanych we wszystkich parafiach w Polsce? Ta śmierć w pełni na to zasługuje. Taką propozycję poddaję pod rozwagę Episkopatowi Polski.

 Zakończę akcentem osobistym.

 Nie ma już moich ukochanych Bosków. Żyją one tylko w mojej pamięci i w pamięci żyjących jeszcze mieszkańców Bosków. Banderowcy spalili tysiące polskich wsi, często wraz z ich mieszkańcami. A ludzi będących w sytuacji podobnej do mojej są miliony.

1 Województwo stanisławowskie.
2 Kresy Wschodnie we krwi polskiej tonące, praca zbiorowa pod red. Jana Sokoła i Józefa Sado, s. 161.
3 jw., s. 185.
4 jw., s. 283.
5 jw., s.16, 184, 300.
6  W. Poliszczuk, Gorzka prawda. Zbrodniczość OUN-UPA, s. 267.
7 jw., s. 214.