Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

WACŁAW GABERLE (Lwów 1934 – Kraków 2011)

5 października ’11 zmarł niespodziewanie Wacław Gaberle. Wraz z nim odeszła cząstka historii polskiego Lwowa, cząstka pamięci o minionych czasach polskich kresów.

RODZINA GABERLE
Pierwsi przedstawiciele rodziny przybyli do Polski z terenu Austrii pod koniec wieku XVIII. Byli urzędnikami. Los związał ich ze Lwowem oraz terenami Gali  cji. Pochodząc z Austrii prędko przyswoili sobie kulturę nowej ojczyzny. O tempie, z jakim rodzina przenikała polskością, świadczy fakt, iż już w 1867 r. Ernest Gaberle, wnuk przybyłego do Polski Eustachego, doktor praw i adwokat, uzyskał tytuł honorowego obywatela Jarosławia jako osoba zasłużona dla tamtejszego samorządu.
Na teren Polski przybył zatem jako pierwszy Eustachy Gaberle, urzędnik austriacki. Jego syn, Franciszek, urzędnik poczty (ck kontroler poczty) był ojcem wspomnianego Ernesta. Emil Gaberle, syn Ernesta, wcześniej radny Miasta Lwowa, był dyrektorem Poczty i Telegrafu w Bośni i Hercegowinie, hofratem na dworze Franciszka Józefa, naocznym świadkiem zamachu na arcyksięcia Ferdynanda. Jako ceniony fachowiec, po rozpadzie Austro-Węgier otrzymał propozycję powrotu na teren nowo powstałej ówczesnej Jugosławii, z której jednak nie skorzystał, ostatnie swe lata spędzając we Lwowie u boku żony Wilhelminy. Pochowany został w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Łyczakowskim, obok leżących nieopodal innych zmarłych członków swej rodziny.
Emil Gaberle był ojcem dwóch synów: Eustachego i Kazimierza. Kazimierz, oficer, specjalista od spraw łączności, zasłużył się w czasie II wojny światowej jako członek Resistance. Zmarł po wojnie w Lyonie.
W tym miejscu historia rodzinna dociera do Eustachego Gaberle młodszego, ojca Wacława Gaberlego. Eustachy Gaberle był gruntownie wykształconym w Wiedniu bibliotekarzem, pracownikiem i późniejszym dyrektorem Biblioteki Uniwersytetu Lwowskiego, uniwersyteckim lektorem języka niemieckiego. Żonaty z Zofią Strzelecką, miał dwóch synów: Wacława i Andrzeja. Wybuch II wojny światowej zastał Eustachego Gaberlego wraz z rodziną we Lwowie. Po wkroczeniu wojsk radzieckich stracił pracę w bibliotece, za „drugich sowietów” został wywieziony do zagłębia w Donbasie. Ciężki okres okupacji jego żona z dwójką dzieci zdołała przetrwać, robiąc na sprzedaż cukierki z masy karmelowej.
Koniec wojny, tak jak w przypadku większości polskich rodzin ze Lwowa, nie był końcem problemów. Eustachy Gaberle wrócił co prawda do swej ukochanej pracy w bibliotece, lecz już w 1946 roku rodzina zmuszona była miasto opuścić. Życzliwy ukraiński dyrektor biblioteki uniwersyteckiej ostrzegł Eustachego Gaberlego, iż interesuje się nim NKWD. Tak oto, pomimo miłości do swego miasta i niechęci do jego opuszczenia, Gaberle zmuszony został do wyjazdu wraz z rodziną: żoną, dwoma synami oraz matką, do Krakowa. Rodzinę na początku zakwaterowano w hotelu Polonia. Później zamieszkali w budynku Biblioteki Jagiellońskiej. Eustachy Gaberle został jej wicedyrektorem, z perspektywami na habilitację (miał już stopień doktora) oraz objęcie z czasem stanowiska dyrektora. Śmierć w marcu 1947 r. przerwała te nadzieje. Zmarł niespodziewanie jako pierwszy z przybyłej do Krakowa rodziny i pochowany został na Cmentarzu Rakowickim. Serce nie wytrzymało tragicznego okresu okupacji obu najeźdźców, rozstania z biblioteką, opuszczenia ukochanego miasta. Kilka miesięcy później zmarła jego matka. Spoczęła na Cmentarzu Rakowickim obok syna.
Zofia Gaberle zmuszona była zmierzyć się z całą, jakże posępną, powojenną rzeczywistością, wychowując dwóch synów, którzy w chwili śmierci męża mieli 10 i 13 lat. Zmagając się z problemami finansowymi (sama pracowała na skromnym etacie w Bibliotece Jagiellońskiej), miała jednak pewne oparcie w kolegach bibliotekarzach, szczególnie zaś w osobie Stanisława Sierotwińskiego. Była zresztą osobą niepoddającą się przeciwnościom losu, niezwykle życzliwą ludziom, lubianą i cenioną, również jako pracownik biblioteki.
Dwaj bracia: Wacław i Andrzej dorastali w niełatwych realiach pookupacyjnej rzeczywistości. Los prostuje jednak w znany sobie sposób ludzkie drogi. Andrzej Gaberle skończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim i był emerytowanym profesorem tej uczelni, związanym również z Krakowską Akademią im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, byłym posłem na Sejm RP*.

WACŁAW GABERLE – WSZECHSTRONNY HUMANISTA, BIBLIOFIL
W roku 1956 ukończył studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, pisząc pracę magisterską pod kierunkiem Kazimierza Wyki. Późniejsze jego życie zawodowe związane było przez długie lata z Pracownią Słownika Polszczyzny XVI wieku Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk. W wydawanym monumentalnym Słowniku polszczyzny XVI wieku znajdują się opracowane hasła jego autorstwa. Równolegle uczestniczył w seminariach prowadzonych przez K. Wykę oraz rozwijał swe zainteresowania historyczne i historyczno-literackie. Problemy zdrowotne spowodowały, iż zmuszony był zaprzestać pracy nad redakcją Słownika. Mimo to nie zaniechał działalności publicystycznej, drukując teksty o tematyce literacko-księgarskiej na łamach istniejącego wówczas „Echa Krakowa”. Po swym ojcu odziedziczył zainteresowanie problematyką związaną z księgarstwem, był bibliofilem kochającym książki i znającym się na nich, obdarzonym fenomenalną pamięcią erudytą i wszechstronnym humanistą o ogromnej wiedzy. Zainteresowania księgarskie i antykwaryczne Wacława Gaberlego znalazły swój wyraz w opublikowanych przez niego w 1980 r. Krakowskich wspominkach antykwarskich i księgarskich (wydanych nakładem Towarzystwa Przyjaciół Książki, Oddział w Krakowie).

„MOŻE UDA SIĘ, ŻE POWRÓCĘ ZNÓW I ZOBACZĘ MIASTO LWÓW”
Krakowskie życie Wacława Gaberlego nie było w stanie przyćmić wspomnień i pamięci jego rodzinnego miasta, miasta, w którym spędził dzieciństwo i które opuścić musiał w smutnych powojennych okolicznościach. Żywe były w nim cały czas traumatyczne wspomnienia okupacji, odgłosów wystrzałów, postaci radzieckich i niemieckich żołnierzy. Pozostały w pamięci sceny wojny, dotkliwie trwające pomimo upływu lat. Wojna, okupacja, spędzone w tych realiach dzieciństwo, odcisnęły piętno na wspomnieniach, nie zasłaniając jednak malowniczego obrazu przedwojennego, polskiego, ukochanego Lwowa.
Długie lata przygotowywał się do odwiedzin swego miasta. Stały temu na przeszkodzie realia polityczne i osobiste. Wreszcie po 58 latach od opuszczenia Lwowa, w 2004 roku, zdecydował się na podróż. Natychmiast rozpoznał zapisane w pamięci ulice. Miłość do rodzinnych stron nabrała realnych barw. Miasto opuściło sny i stanęło przed nim w swej współczesnej postaci. Od tego czasu jeździł do Lwowa kilka razy w roku. Ze swej ostatniej podróży powrócił dwa tygodnie przed śmiercią. Utrzymywał kontakt ze szkołą polską oraz polskim przedszkolem, którym starał się pomagać. Bywał w siedzibie Federacji Organizacji Polskich na U., spotykał się z Polakami zamieszkałymi we Lwowie. W Krakowie często odwiedzał Towarzystwo Miłośników Lwowa, chodził na spotkania Stowarzyszenia Przyjaciół Przemyśla, w którego czasopiśmie „Quod libet” zamieszczane były jego teksty. Za jego staraniem z mroków historii literatury wyłoniła się postać poety lwowskiego Jana Zahradnika.
Ze swoich lwowskich wyjazdów przywoził do Krakowa rozmaite publikacje, czasopisma bądź druki ulotne wydawane przez polskie organizacje i instytucje, które przekazywał w darze do biblioteki Polskiej Akademii Umiejętności. Jadąc do Lwowa, zabierał ze sobą dziesiątki książek (w tym wydawnictwa PAU) i podręczników, które przekazywał do polskich szkół i Federacji Organizacji Polskich.
Trudne chwile nie zabiły w nim poczucia humoru, które znajdowało wyraz zarówno w życiu codziennym, jak i w pisanych przez niego, publikowanych i niepublikowanych tekstach. Na spotkaniach towarzyskich wygłaszał wierszowane opowiastki, m.in. o współczesnych przygodach Koziołka Matołka, a także wierszowane komentarze do współczesnych wydarzeń. Był kibicem klubu sportowego „Cracovia”, którego losom towarzyszył od samego przyjazdu ze Lwowa do Krakowa, będąc mu wiernym we wszystkich jego sportowych wzlotach i upadkach. Interesując się sportem, potępiał równocześnie zdziczenie stadionowe i bolał nad degrengoladą współczesnego kibicowania.
Nagła śmierć zabrała spośród nas człowieka dobrego, prawego, niezwykłego, o ogromnej wiedzy i mądrości, które nikomu już nie będą mogły służyć. Odchodząc tak niespodziewanie, pozostawił po sobie smutek najbliższych, napisane przez siebie teksty i serdeczną pamięć znajomych osób. Nigdy już nie odwiedzi swych znajomych krakowskich antykwariatów, ulubionej księgarni PWN przy ul. Piłsudskiego w Krakowie, nigdy nie pojedzie do swojego miasta, które pomimo rozłąki kochał i o którym pisał w ułożonej przez siebie piosence Moje miasto:

Tam niedaleko za Sanem
Otulone parkami, ze stromymi ulicami
Leży piękne miasto moje
Moja troska, mój sen.

Ref.    Jest piosenka ta lwowska:
    Moje miasto, moja troska
    Moje miasto za kordonem
    Moja troska i myśl.

Pod Wysokim Zamkiem
Rozłożone jest miasto
Moje miasto na wzgórzach
Moja troska, mój sen.

Ref.    Jest piosenka ta lwowska:
    Moje miasto, moja troska
    Moje miasto za kordonem
    Moja troska i myśl.

Pisząc ww. tekst korzystałem z książki Zofii Kostki-Bieńkowskiej „Honorowi obywatele Jarosławia 1857–2003”, Jarosław 2009, z papierów rodzinnych oraz informacji i życzliwej pomocy Karoliny Grodziskiej.
Michał Gaberle


*    Andrzej Gaberle zmarł w Krakowie 1 lutego 2012