Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021

Zbigniew Jabłoński, LWOWSKI TEATR J.N. KAMIŃSKIEGO W KRAKOWIE

I
Dla ożywienia teatru starosta brzegowski Jacek Kluszewski – podobnie jak dawniej – sprowadzał do Krakowa w sezonach letnich obce zespoły. W początkowych latach istnienia Wolnego Miasta odnotować przyjdzie dwa takie wydarzenia. Pierwsze z nich, to występy francuskich aktorów z Warszawy (latem 1818) z komediami Marsolliera, Chatillona i Pigault-Lebruna. Cieszyły się one powodzeniem głównie wyższych warstw społeczeństwa, które tłumnie zapełniały salę teatralną, po trosze z ciekawości, po trosze ze zwykłego snobizmu. Drugim wydarzeniem o ważkiej wymowie artystycznej (chociaż ryzykownym w skutkach dla Kluszewskiego) były pierwsze gościnne występy w Krakowie lwowskiej trupy Jana Nepomucena Kamińskiego.
Prasa krakowska 6 sierpnia 1820 roku uprzedzała publiczność Wolnego Miasta o rychłych gościnnych występach lwowskich aktorów następującymi słowami:
Kompania aktorów narodowych pod przewodnictwem JPana Kamińskiego, autora opery „Nowe Krakowianki”, przez jedenaście lat z zaszczytem w Teatrze Lwowskim grająca, w tym miesiącu przybędzie do Krakowa i na Teatrze Narodowym reprezentacje nowych sztuk i oper dotąd nie wystawionych rozpocznie.
Zapowiedź ta, lakoniczna w formie i pozbawiona właściwie podtekstu reklamowego, stała się nie byle jaką sensacją, która spowodowała, że pomimo okresu wakacyjnego wiele osób zwykle wyjeżdżających w tej porze, pozostało, aby naocznie sprawdzić, czy relacje o wysokim poziomie lwowskiego teatru znajdują pokrycie w rzeczywistości.
W istocie była to sława zasłużona, teatr bowiem utworzony i kierowany we Lwowie przez Jana Nepomucena Kamińskiego był zaprzeczeniem tego wszystkiego, co Kraków przywykł był oglądać ostatnio na własnej scenie. Kamiński – mimo dużych trudności materialnych (z którymi borykał się zresztą do końca życia), na przekór niechęci władz i konkurencji teatru niemieckiego, mimo braku zrozumienia i poparcia ze strony społeczeństwa – zdołał zorganizować stałą scenę polską we Lwowie, zdołał wznieść ją na odpowiednio wysoki poziom artystyczny i ugruntować jej istnienie na przyszłość. Teatr rozumiał na swój własny sposób, nie tylko jako rozrywkę, ale – w konkretnych warunkach politycznych, wobec germanizatorskich tendencji władz zaborczych – widział w nim szkołę polskości i ośrodek kultywowania rodzimego języka, wyrugowanego zupełnie z innych instytucji publicznych. Długoletnia walka Kamińskiego o teatr polski we Lwowie była zatem równocześnie walką o prawo do publicznego przemawiania w języku polskim. Dążył do tego wytrwale, uciekając się niejednokrotnie do pochlebstw i wiernopoddańczych oświadczeń wobec władz austriackich, do podstępu i perswazji wobec urzędowej cenzury.
We Lwowie Kamiński potrafił zgromadzić, wyszkolić i – co najważniejsze – utrzymać przez długie lata zespół wybitnych i wszechstronnie utalentowanych aktorów, którzy umożliwiali mu realizację różnorodnego repertuaru, a także wprowadzenie na scenę lwowską wielu cennych pozycji światowej dramaturgii.
Sam Kamiński – aktor rutynowany ale niezbyt doskonały w swym zawodzie, ceniony jednak i lubiany przez publiczność – przede wszystkim był znakomitym deklamatorem i wybitnym pedagogiem. Ponadto potrafił właściwie docenić rolę muzycznej i plastycznej oprawy przedstawień, nie szczędząc wysiłków i wydatków na dobrą orkiestrę oraz na okazałe kostiumy i dekoracje. Był wreszcie Kamiński płodnym autorem, tłumaczem i adaptatorem utworów scenicznych, wśród których naczelną rolę odgrywał wówczas jego Zabobon czyli Krakowiacy i Górale, napisany do muzyki Karola Kurpińskiego, a inspirowany przez wcześniejszą „śpiewogrę” Wojciecha Bogusławskiego i pomyślany jako jej kontynuacja. W Krakowie łączono z wizytą Kamińskiego i jego zespołu nadzieje na ożywienie życia teatralnego w Wolnym Mieście; Kamiński natomiast, choć myślał oczywiście i o artystycznym sukcesie, bardziej jednak oczekiwał finansowych zysków. Po krótkim bowiem okresie powodzenie materialnego, właśnie począwszy od roku 1820, popadał coraz bardziej w długi na skutek wyraźnego spadku frekwencji i wygórowanych żądań aktorów.
Jan Nepomucen Kamiński
Przyznać jednak trzeba, że do gościnnych występów w Krakowie przygotował się Kamiński bardzo starannie. Przywiózł z sobą cały zespół aktorski, na czoło którego wybijali się: Antoni Benza, znakomity odtwórca ról bohaterskich i tragicznych; jego żona Józefa – wówczas jeszcze specjalizująca się w rolach subretek; Apolonia Kamińska – pierwsza tragiczka sceny lwowskiej i żona jej dyrektora; Tekla Kostrzewska – obsadzana w tym czasie w rolach naiwnych i komediowych; Jan Nepomucen Nowakowski – aktor o wybitnym talencie charakterystycznym; Aniela Rutkowska – pierwsza amantka; Anna Salowa – której powierzano role komiczne i charakterystyczne; Witalis Smochowski – występujący jeszcze wówczas pod pseudonimem Mieczysława Sosnowskiego i specjalizujący się w odtwarzaniu czarnych charakterów i intrygantów; wreszcie Szczęsny Starzewski – grający podówczas w lekkim repertuarze komediowym. Oprócz aktorów w krakowskiej podróży towarzyszył Kamińskiemu również dyrygent lwowskiej orkiestry teatralnej, utalentowany kapelmistrz i skrzypek – Stanisław Serwaczyński, który okazał się także świetnym pedagogiem w pracy z członkami krakowskiej orkiestry teatralnej, doprowadzając ją – poprzez liczne próby i ćwiczenia – do nieznanej przedtem doskonałości. Przywiózł wreszcie Kamiński z sobą do Krakowa również bogaty zestaw własnych dekoracji i kostiumów.
Na gościnne występy przygotował oczywiście starannie dobrany repertuar, który swą różnorodnością mógł zaspokoić nie tylko wybitną publiczność, ale także i bywalców przysłowiowej galerii; usiłował więc zaspokoić potrzeby zarówno dobrego smaku, jak i zapewnić sobie dochody przez wystawianie w Krakowie utworów „kasowych”, choć mniejszej (lub zupełnie małej) wartości artystycznej – nie odstępując w tym zresztą od lwowskich tradycji. Dla ogółu zaś widzów przygotował liczne pozycje operowe, które w Krakowie mogły liczyć na szczególne powodzenie, gdyż niejednokrotnie skarżono się na brak ich w dotychczasowym repertuarze miejscowego teatru.
Długa i uciążliwa, z górą tydzień trwająca podróż zespołu (brykami i furmankami) ze Lwowa do Krakowa przypomniała Kamińskiemu dawne jego wędrówki, kiedy to „rzemiennym dyszlem” przemierzał za młodu ukraińskie szlaki. Tym razem jechał do krainy, która – obok Królestwa Polskiego – uważana była w oczach współczesnych za ostatni skrawek wolnego kraju, gdzie rozbrzmiewała nieskrępowanie mowa polska, gdzie działały szkoły polskie i polski uniwersytet. Czy jechał tylko z nadzieją na poratowanie nadszarpniętego budżetu? Czy wobec trudności napotykanych ostatnio we Lwowie nie myślał o nowym – na stałe – terenie swojej artystycznej działalności?
Dawny kościół Franciszkanów, zamieniony na Teatr po kasacji zakonu po I rozbiorze (zburzony w 1848 r.) przy ul. Teatralnej (potem Rutowskiego). To stąd wyjechał J.N. Kamiński ze swym zespołem na gościnne występy do Krakowa w 1820 r.
II
9 sierpnia 1820 roku aktorzy byli już w Krakowie i zawiadamiali mieszkańców miasta o swym przybyciu oddzielnym ogłoszeniem prasowym. Po kilkudniowych przygotowaniach i próbach – 13 sierpnia – rozpoczęli występy przedstawieniem komedii Goldoniego Żona jakich mało. Odtąd przez blisko dziesięć tygodni (aż do 25 października) lwowianie wystawili trzydzieści cztery utwory, w tym trzynaście komedii (m.in. Żółkowskiego, Etienne’a, Kotzebuego i Duvala), osiem oper (m.in. Boieldieua Jan z Paryża, Elsnera Wiśliczanki oraz Kurpińskiego Łaska imperatora i Zamek na Czorsztynie), pięć dramatów, cztery komedioopery, dwie tragedie (Ludgarda Kropińskiego i Cyd Corneille’a) oraz jedną scenę liryczną (Majeranowskiego Pierwsza miłość Kościuszki), którą połączono z żywymi obrazami, zaczerpniętymi z życia Naczelnika.
Publiczność przyjmowała aktorów entuzjastycznie, na każdym przedstawieniu widownia była pełna. Rekord jednak powodzenia pobiły Wiśliczanki; mimo podwyższonej ceny biletów, tak na premierze jak i kolejnych trzech powtórzeniach opery sala nabita była po brzegi, ławki trzeszczały na paradyzie i galerii, a parter był tak przepełniony, iż obawiano się, czy stropy nie runą pod nadmiarem obciążenia.
Warto zwrócić uwagę na fakt, że gościnne występy Kamińskiego w Krakowie zbiegły się w czasie z inauguracją wznoszenia „mogiły” Tadeusza Kościuszki. Właśnie z tej okazji, 16 października, wystawiono ową „scenę liryczną” i żywe obrazy, również przy ogromnym natłoku widzów, którzy ściągnęli licznie do miasta także spoza granic Rzeczypospolitej Krakowskiej, z Galicji, a także z pogranicznych terenów Królestwa Polskiego. Przypadła więc wizyta Kamińskiego na okres szczególnego nasilenia uczuć patriotycznych. Wprawdzie nie ma na to dowodów źródłowych, ale wydaje się pewne, że aktorzy lwowscy – razem z rzeszami krakowian i obcych przybyszów – ciągnęli z taczkami ziemi na wzgórze św. Bronisławy sypać Kopiec Bohaterowi spod Racławic.
Burzliwe oklaski, wywoływania poszczególnych aktorów i całego grona wykonawców z reguły kończyły każde widowisko. Entuzjazmowi publiczności towarzyszyły pochlebne oceny recenzentów. Powszechnie domagano się przedłużenia występów Kamińskiego w Wolnym Mieście, na co Kluszewski – mimo nacisku sfer rządowych – nie zgodził się, chociaż na lwowskim teatrze nieźle zarabiał, trzecia bowiem część dochodów z gościnnych przedstawień zasilała jego prywatną kieszeń; był przecież właścicielem gmachu teatralnego i posiadał przywilej wyłączności w dawaniu przedstawień.
Upór Kluszewskiego był jednak uzasadniony. Odkąd luminarze krakowskiej literatury i nauki, Paweł Czaykowski i Jerzy Samuel Bandtkie – być może z upoważnienia Senatu Wolnego Miasta – podjęli z Kamińskim rozmowy o objęcie dyrekcji teatru w Krakowie, lwowski antreprener urósł nagle do roli niebezpiecznego rywala. I chociaż przetargi te skończyły się niczym, dla starosty brzegowskiego stały się one ostrzeżeniem na przyszłość, tym bardziej groźnym, że znowu pojawiły się głosy o potrzebie budowy rządowego gmachu teatralnego, co pozwoliłoby władzom na pełne uniezależnienie się od Kluszewskiego.
Lwowianie opuścili więc Kraków i już 10 listopada wznowili działalność u siebie. Epizod krakowski należał do przeszłości. Kamińskiemu przyniósł on poważny zysk materialny, zwrócił pełne koszty wyprawy, w trudnym okresie zezwolił na utrzymanie rodziny i zespołu, przysporzył nawet sporo czystego dochodu. Korzyści były jednak obustronne, dla Krakowa nawet nieporównanie większe; pozostawili tu bowiem lwowianie po sobie jak najlepszą pamięć, a także potrafili rozbudzić w miejscowej publiczności chęć oglądania w przyszłości – u siebie, na „miejscowym teatrze” – równie dobrze zrealizowanych przedstawień.
Dodać należy, że Kamiński dwukrotnie jeszcze odwiedził ze swym zespołem Rzeczpospolitą, zawsze witany z wielkim entuzjazmem; raz w roku 1824, kiedy starosta brzegowski – znalazłszy się w krytycznej sytuacji personalnej i finansowej – chciał, przy pomocy lwowskiej trupy salwować resztki swojego autorytetu wobec władz i publiczności; po raz drugi natomiast w roku 1829, gdy Kraków miał stać się dla lwowian tylko etapem przydrożnym w dalekiej wędrówce do Poznania, do którego zresztą ostatecznie zespół nie dotarł. I chociaż w roku 1824 Kamiński przedstawił krakowskiej publiczności daleko bardziej wartościowy repertuar z dziełami Schillera (Dziewica Orleańska, Maria Stuart) i Calderona (Otwarta tajemnica), a nade wszystko z komediami Aleksandra Fredry (Cudzoziemczyzna, Nowy Don Kiszot); chociaż w roku 1829 wystawił Zbójców Schillera i Króla Leara Szekspira (w przeróbce Ducisa) – to jednak pierwsze występy Kamińskiego w Krakowie uznać trzeba za najważniejsze. W życiu teatralnym Krakowa stały się one bowiem wydarzeniem, które wzmogło i ugruntowało – jawną już teraz – niechęć krakowskich widzów i władz do Kluszewskiego. Zanosiło się wręcz na bojkot teatru, do którego publiczność słowo sobie dała nie chodzić i słowa tego dotrzymywała przez kilka następnych miesięcy, narażając Kluszewskiego na poważne straty finansowe.
W ślad za tym poszły rychło postanowienia władz Rzeczypospolitej Krakowskiej, które w grudniu 1820 roku postanowiły wystąpić na drogę sądową o wcześniejsze rozwiązanie dziesięcioletniego kontraktu ze starostą brzegowskim.
Sytuacja stała się więc wyjątkowo groźna i jedynym sposobem na odwrócenie niebezpieczeństwa mogło być wzmożenie troski o teatr, podniesienie ogólnego poziomu przedstawień, zdobycie widzów właściwie dobranym repertuarem i dobrym wykonawstwem, przekonanie wreszcie czynników rządowych o tym, że możliwości antreprenera nie wyczerpały się i że stać go jeszcze na próbę odnowienia życia teatralnego w Wolnym Mieście.
Do realizacji tych zadań przystąpił Kluszewski w sezonie 1820/1821 wespół z nowym „dyrektorem” krakowskiej sceny, Kazimierzem Skibińskim i jego wileńskim zespołem aktorów.

Magazyn Kulturalny (Kraków) 4/1975