Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

Z TAMTEJ STRONY

WIELKI ERESPOCHAN spoczął znów na Cmentarzu Obrońców Lwowa
7 czerwca ’11 odbył się we Lwowie powtórny pogrzeb lwowskiego metropolity ormiańsko-katolickiego, Arcybiskupa Józefa Teodorowicza, którego szczątki przeleżały przez lat 40 w ukryciu na Cmentarzu Łyczakowskim.
Historię Wielkiego Arcybiskupa znamy dobrze, ale przypomnijmy: urodził się w 1864 r. w Żydaczowie, w szlacheckiej rodzinie ormiańskiej, obrządku – jak wszyscy polscy Ormianie – katolickiego. Ukończył szkoły w Stanisławowie, studiował w Czerniowcach i Lwowie. Po święceniach był kolejno wikarym w Stanisławowie, proboszczem w Brzeżanach, a w 1901 r., po śmierci abpa Sakowicza – metropolitą lwowskim. Był gorliwym rządcą diecezji, doprowadził do gruntownej renowacji Katedry ormiańskiej we Lwowie. Zarazem był wielkim patriotą polskim, członkiem wiedeńskiej Izby Panów, potem zasiadał w Sejmie i Senacie II RP. Zmarł w 1938 r. i został pochowany na Cmentarzu Obrońców Lwowa. W 1971 r. Jego szczątki – w związku z dewastacją cmentarza zostały potajemnie przeniesione do innego grobowca na Cmentarzu Łyczakowskim.
Obecna administracja Lwowa przez wiele lat nie chciała dopuścić do ekshumacji Arcybiskupa, pomimo starań, które prowadzili m.in. ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski i min. Andrzej Przewoźnik. Doszło do tego dopiero teraz, pochowano Go w danym miejscu.
Pogrzeb był uroczysty, prowadził go ks. Kard. Kazimierz Nycz, arcybiskup warszawski, ale zarazem ordynariusz diecezji ormiańskiej w Polsce; koncelebransem był metropolita lwowski, ks. Abp. M. Mokrzycki.
Niestety w pogrzebie nie mógł wziąć udziału ks. Isakowicz-Zaleski, którego nieobecność wynikła z powodów, których możemy się jedynie domyślać i tym bardziej z Księdzem się solidaryzować.

SKANDAL Z DOMEM POLSKIM BEZ ZMIAN
Pisze „Dziennik Polski” z 17 VI ’11 (artykuł J. Borzęckiego): Po tym, jak 21 marca Przemyśl przekazał dawny Ukraiński Dom Ludowy na własność miejscowemu oddziałowi Związku Ukraińców w Polsce, wydawało się, że będzie to przełomowy moment także dla uzyskania stosownego budynku na „Dom Polski” (Centrum Kultury Polskiej) we Lwowie.
No i co? Kto był na tyle naiwny, by spodziewać się logicznego i kulturalnego rozwiązania? Tylko naiwni, znający tamto państwo, szczególnie w jego lwiwskim wydaniu. Pan minister spraw zagranicznych RP niestety jest mało zorientowany w tych sprawach (a w innych?). Powiedział: udało się rozwiązać kwestię domu ukraińskiego w Przemyślu. Liczymy na wzajemność we Lwowie (…) Więc uważam tę kwestię za zamkniętą.
Co tu dodać?
Administratorzy ukraińscy zaoferowali Polakom działkę na odległym obrzeżu Lwowa (obiekt ukraiński w Przemyślu jest w centrum tego miasta). Potrzebny byłby więc nowy projekt, formalności i budowa od podstaw, co w sumie trwałoby w tamtejszych warunkach 10 lat. A może więcej? Ad infinitum?

Na marginesie, tytuł artykułu brzmi: Lwów nie chce Domu Polskiego. Napisalibyśmy nieco inaczej: Lwiw nie chce Domu Polskiego. To wielka różnica, panowie.

Ucrainica
• Prasa doniosła, że 22 stycznia, w „Dniu Jedności Ukrainy” odbył się we Lwowie antypolski wiec, któremu przewodził deputowany tamt. rady obwodowej Rostysław Nowożeniec, a wtórował mu Jurij Szuchewycz, syn osławionego komendanta UPA. Uczestnicy dowiedzieli się (nie pierwszy raz), że Ukraina straciła na rzecz Polski Łemkowszczyznę, Nadsanie, Chełmszczyznę i Podlasie, a także inne ziemie na rzecz Białorusi, Rosji, Mołdawii i Rumunii.
Nowożeniec wydał również przewodnik, w którym informuje, że Juliusz Słowacki i królowie Zygmunt August oraz Stanisław August Poniatowski byli Ukraińcami, że Kraków jest staroukraińskim grodem. Wystąpił z inicjatywą, by stadion we Lwowie, gdzie będą rozgrywane mecze Euro 2012, nosił imię Stepana Bandery.

Wszystko to wydaje się śmieszne, ale pamiętajmy, że w tym szaleństwie jest metoda. Przecież już politechnikę lwowską nazwano tym samym imieniem (i ulicę), ale naszym niektórym naukowcom wcale nie przeszkadza współpraca z tamtejszym „personelem naukowym”? Czy nie należało na samym wstępie postawić odpowiednich warunków, panie profesorze S.J.?