Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

Redaktor Adolf Dolleczek-Olpiński, POGROBOWIEC LWOWSKIEGO HUMORU

Cóż może człowiek lepszego robić, niż być wesołym!?… zapytywał już Szekspir, rozpatrując sens ludzkiego życia. Takie też pytanie zadawał sobie przeciętny lwowiak, który szczególnie w dobie autonomicznej Lwowa, w latach 1870–1918, mobilizował wszelkie środki kulturalno-polityczne, podtrzymujące jego kondycję moralną, hart ducha i odporność nerwową w walce o pełne prawa polityczne i obywatelskie.
Zgodnie z niemal 100-letnią tradycją lwowską, jednym z narzędzi pobudzania wesołości i zapewnienia sobie pogody ducha na co dzień były czasopisma humorystyczne, których nie brakło we Lwowie, poczynając od 1834 roku, kiedy to właśnie w naszym mieście ukazał się pierwszy na ziemiach polskich periodyk satyryczno-humorystyczny, wychodzący kwartalnie „Śmieszek”.
W ciągu stulecia od chwili zamanifestowania drukiem swego prawa do śmiechu ukazało się we Lwowie 50 i kilka tytułów czasopism tkniętych satyrą i humorem. Bardzo często były to efemerydy i druki wydawane nielegalnie, satyra bowiem i szyderstwo stały się także znakomitym środkiem ośmieszania władz i wstecznych poglądów politycznych, dlatego też z trudem udało się zarejestrować większość z nich. Pełnego spisu lwowskich czasopism humorystycznych nie zdołał zestawić nawet tak wytrawny bibliograf jak Karol Estreicher, autor Bibliografii polskiej XIX wieku.
Dopiero wraz z tradycyjnie lwowskim tygodnikiem „Szczutek”, ukazującym się od 1869 r., humor czasopiśmienniczy wszedł na drogi legalne i od tej pory nigdy we Lwowie nie było całkowitej próżni w zakresie wydawania periodyków śmiechotwórczych.
W niektórych latach omawianego stulecia stawał się Lwów wręcz miejscem prawdziwej inwazji wesołych czasopism. Np. w r. 1895, po wielkiej Wystawie Krajowej, w stolicy Galicji ukazywało się równocześnie aż 5 czasopism humorystycznych: „Szczutek”, „Śmigus”, „Zagłoba”, „Wesoły Kurierek” i „Humorysta”. Fenomen wydawniczy na skalę światową, jeżeli zauważymy, że Lwów liczył wówczas zaledwie 150 000 mieszkańców, a cała współczesna Polska Ludowa zdołała w ciągu 40 lat istnienia wyżywić tylko 2 tego typu tygodniki: „Szpilki” i „Karuzela”! …
Od początków powstania niepodległej Polski w 1918 r. wychodziły we Lwowie nadal 3 tygodniki: odnowiony po długiej przerwie „Szczutek”, „Pocięgiel”, zapoczątkowany w 1909 r., i wychodzący od 1912 r. „Kabaret”. Wszystkie te pisma pochłonął wielki kryzys gospodarczy, który w latach 1929–1933 pustoszył kraje Europy i Ameryki, łącznie oczywiście z Polską.
Satyryczno-polityczny „Szczutek” stał się ośrodkiem twórczości humorystycznej dla inteligencji literatów i karykaturzystów tej miary co S. Wasylewski, H. Zbierzchowski, W. Raort, M. Hemar oraz K. Grus i Z. Czermański. Natomiast „Pocięgiel” i „Kabaret” reprezentować miały w swym założeniu humor przedmieścia, dla najstarszych warstw lwowskiej ludności, a redagowane były przez redaktorów-amatorów, rekrutujących się ze sfer drukarskich. Tak więc „Pocięgiel” wydawany był przez Jana Bolkota, doświadczonego zecera w drukarni „Wieku Nowego”, a „Kabaret” redagował od 1918 r. Adolf Dolleczek-Olpiński, pochodzący z rodziny wzbogaconych drukarzy.
Obaj oni reprezentowali humor lwowski, kontynuowany według tradycyjnych wzorów, wypracowanych w ciągu długoletniej działalności przez redaktorów dawnego „Szczutka” i „Śmigusa”. Dbali więc o atrakcyjne, rysunkowe okładki, dobre i liczne karykatury, wprowadzali na szpalty swych wydawnictw bohaterów uciesznych przygód, jak również dla kontrastu – poważnych rezonerów ludowych. „Pocięgiel” postawił na popularnego cwaniaka, Jóźka Ciuchraja, batiara z Łyczakowa; „Kabaret” zaś, poza sympatyczną Michalińcią Świrk, romansowym dziewczęciem z małomieszczańskiej rodziny, która była bohaterką tysiąca naiwnych przygód, udzielał głosu takim męskim przedstawicielom populacji podmiejskiej jak Grześko Doliniarz i Gucio Lufcik. Oprócz tego wprowadzał na łamy czasopism przedstawicieli poetów amatorów twórczości estradowej.
Pomimo dziwacznych dowcipów i rozpaczliwych wysiłków wydawniczych, zmierzających do rozweselenia zbiedniałego nagle społeczeństwa, prężny dotychczas, nawet w okresie I wojny światowej, „Pocięgiel” dobrnął z trudem do r. 1931, „Kabaret” zaś nie przetrwał roku 1930, chociaż Olpiński osiągał na jego łamach szczyty swych możliwości poetyckich i śmiechotwórczych. Nie potrafił jednak, a może i nie chciał, wyzbyć się tradycyjnej maniery tzw. humorystycznej szkoły lwowskiej. Stał się tej szkoły pogrobowcem i upartym kontynuatorem. Już jednak w roku 1930 wyczuwał, że „Kabaret”, a z nim i jego pióro nie nadążają za nowymi wymaganiami czytelników. W tym czasopiśmie drukował w latach 1929/30 popularne, pisane z dużą swadą i komicznym zacięciem Żale dziadkowe. W jednym z ostatnich zeszytów rocznika 1930 pożegnał się po swojemu z wiernymi czytelnikami i całą twórczością, opartą na wzorach dziewiętnastowiecznych:

ŻALE DZIADKOWE

Dzisiaj wam dziadek niewesoło śpiewa,
Bo mu ze złości aż się żółć przelewa,
Że tak już ginie, jak w rosole mucha,
Nikt go nie słucha!

Tracę dokoła swoich zwolenników
Od cywilników aż do pułkowników;
Ach któż mnie teraz, mój Ty miły Boże,
Radą wspomoże? …

Na moje pieśni o dnie piekła, raju
Mówią mi w oczy: baj nam stary baju!
Siądź se przy piecu i tam do cholery
Pucuj ordery!

Na odpust nigdzie we własnej osobie
Już pójść nie mogę, więc też nie zarobię.
Wszędziem się sprzykrzył, jeno jeszcze w Wilnie
Siedzę dość silnie.

Zasię Lwów, Poznań to zakątki marne,
W których me piosnki nie są popularne.
Od dawien dawna jakoś mi nierade,
Więc tam nie jade …

Na świecie jeszcze ten się nie urodził,
Ktoby każdemu człekowi dogodził,
Ni Adam Ewie … ni to Marcin Baśce,
Chyba ksiądz Kaśce! …
Po likwidacji „Kabaretu” uruchomił Doll-Olpiński na pół roku wydawnictwo „szampańskiego” tygodnika pt. „Hulaj dusza” (łącznie 22 numery); pogłębiający się atoli kryzys uniemożliwił mu dalsze wydawanie i tego czasopisma. Po upadku zaś „Pocięgla” wszystkie remanenty wydawnicze ówczesnych periodyków satyrycznych przejął raz jeszcze ten ostatni, lwowski profesjonalny redaktor-humorysta i wraz z anonimową spółką autorską uruchomił pod koniec 1932 r. tygodnik o dość ryzykownym tytule „Komik Polski”.
Było to najtańsze wówczas czasopismo ilustrowane w Polsce. Numer kosztował zaledwie 10 groszy, a więc tyle co jeden egzemplarz dziennika lwowskiego „Wiek Nowy”, a rozchodziło się ono w całym kraju w pokaźnym nakładzie 50 000 egzemplarzy.
Red. Olpiński wymyślał dla „Komika” wręcz karkołomne tematy i piekielne „rewie”, zatytułowane np. U piekła bram, Na piekielnej patelni itp.; zwariowane skecze i ryzykowne dowcipy; kreował parę popularnych wesołków Antek i Kantek, konkurował ze Szczepkiem i Tońkiem, próbując ich połączyć z podstarzałym Jóźkiem Ciuchrajem; wykłócał się też z radiowym Szczepkiem Wajdą i Tońkiem Vogelfaengerem o pierwszeństwo batiarskiego humoru na łamach „Komika”, tworząc kolejno dialogi Szczepka i Tońka oraz tyrady Strońcia. Potem stworzył cykl Roześmiany mikrofon i wreszcie wykoncypował Rewię dziadów krajowych oraz drukował inne motywy dziadowskie lub odpustowe. Wystarczyło mu jednak fantazji i wytrwałości tylko do początków 1936 roku.
Mimo bowiem znacznej pomysłowości i ruchliwości redaktorskiej „Komika”, publiczność lwowską pociągał już inny rodzaj śmiechu, którego wykładnikiem stała się żywa, radiowa Wesoła Fala i jej najpopularniejsi bohaterzy: Szczepko, Tońko i radca Strońć…
Olpiński znika wówczas na krótko z areny humorystycznej Lwowa. Gdzieś wśród plotek prasowych i kawiarnianych omawiane są jego pomysły wydawnicze, wspominano o tym, iż próbował znaleźć amatorów-wydawców czasopism o tak ryzykownych tytułach jak „Stary Piłat” czy nawet „Kuku na Muniu”! …
Ale już w 1938 r. pojawiają się nowe tygodniki satyryczne: „Chochoł” (red. J. Berman) i „Omnibus” (red. Norbert Hebenstreit), które zasilał swoimi utworami satyrycznymi nawet sam inż. Szymon Wiesenthal, powojenny pogromca hitlerowców i morderców Żydów lwowskich! Nie utrzymały się na rynku lwowskim. Wyspekulowany dowcip i zgryźliwy humor ówczesnych przedstawicieli żydowskich sfer Lwowa nie znalazły większej liczby amatorów.
Rynek humorystyczny lwowski nie znosił jednak próżni!… Więc też jak ten Feniks odrodzony z popiołów humorystycznych pojawia się niespodzianie z oddali, spoza Lwowa z początkiem 1939 roku nasz niezmordowany twórca przedsięwzięć wydawniczych typu humorystycznego A. Doll-Olpiński! Nie potrafił się wyzwolić z magicznej obsesji humoru lwowskiego, więc tylko zmienił rynek czytelniczy na finansowo bardziej korzystny w Warszawie!
Tam zresztą już od 1935 r. istniało pierwsze w świecie Koło Lwowian z gen. Litwinowiczem na czele i mec. Wałukiewiczem jako rzecznikiem prasowym oraz rosnąca z każdym rokiem gromada rodaków osiadłych w stolicy, zakochanych we wszystkim, co przypominało rodzinne miasto. W Warszawie więc z początkiem 1939 r. zainstalował się red. Doll-Olpiński przy Al. Jerozolimskich i uruchomił nowy tygodnik humorystyczny, zatytułowany „Wesoła Fala”, z lewkiem lwowskim i panoramą miasta w nagłówku. Liczył na popularność Wesołej Fali w stolicy, a także na brak pretensji ze strony oryginałów Szczepka i Tońka oraz radcy Strońcia do twórczości humorystycznej tworzonej przez tych sobowtórów.
W stolicy rozegrał się zatem czasopiśmiennego humoru lwowskiego akt ostatni. Zapoczątkował w nrze 1 „Wesołej Fali” godny i liryczny wstęp-manifest, wystosowany przez redaktora do swych przyszłych czytelników:

Oto idziemy do Was przez przestrzeń, Kochani,
Polskę przepływamy tą najmilszą z fal,
Z nami idzie wesele, radość idzie z nami,
Przestrzenie przezwycięża i poskramia dal (!)
Radości i wesela Polsce dziś potrzeba,
Uśmiechu na jej usta i pogody dusz! …
by potem kontynuować serię lwowskich kawałów, dowcipów i wierszy, pisanych dla pokrzepienia serc. W każdym numerze „Wesołej Fali” dawał Olpiński dowody swego przywiązania do rodzinnego Grodu, obserwował życie lwowiaków z daleka, troszczył się satyrycznie o sprawiedliwe wybory do Rady Miejskiej, zamieszczał powiedzonka batiarskie, błądził tęsknymi wspomnieniami po lwowskich placach i zaułkach, dbał o utrwalenie w pamięci swoich oraz obcych nazw ulubionych ulic lwowskich, o których napisał kiedyś R.A. Borth, że w zakresie pomysłowości i humoru, jakie włożyli mieszkańcy Lwowa w nazwy swych ulic, nie ma podobnego miasta na świecie. Były bowiem we Lwowie ulice: Prosta, Łamana i Sierpowa, Mała, Niecała i Ucięta, Schodowa i Szkarpowa, Na Debrach (?), Starotandetna (!) i Starozakonna, Kąpielna i Łazienna, Zdrowa i Zdrowia, Konduktorska i Pompierów. Była ul. Strzała, i najstarsza Ormiańska, i najmłodsza – Orląt. W XX stuleciu nazwy ulic były we Lwowie już 6-krotnie zmieniane, zanim więc dokona się siódme i ostatnie przemianowanie ulic m. Lwowa po naszym do Miasta powrocie, przypomnijmy sobie na zakończenie topografię dawnych ulic Lwowa, w tym układzie, w jakim red. Olpiński chciał je przekazać potomności w uciesznym opowiadaniu, zamieszczonym w numerze 6 „Wesołej Fali”:


TRAGEDIA OSNUTA NA TLE NAZW LWOWSKICH ULIC

On był rzeźbiarzem i mieszkał na Rzeźbiarskiej, ona krupiarką i mieszkała na Krupiarskiej. Po ślubie zamieszkiwali na Kochanowskiego, gdzie mieli sporą gromadkę Lwowskich Dzieci. W jakiś czas on zaczął chodzić Krzywą do Teresy, więc mu Zofia uczyniła krótką wymówkę, w czasie której on zajął postawę Rycerską, nie chcąc wyzbyć się drogi Dojazdowej, do swojej Jasnej, Złotej!
Ona widząc, że Niecałą jest jego miłością, poczęła Boczną chodzić do Stanisława i na Spadzistej upadła! Cicha ta idylla stała się wkrótce Tatarską awanturą; ona zaczęła tęsknić za Panieńską przeszłością, w czasie której posiadała Wolność i urządzała sobie nadal z kochankiem Miodową schadzkę. Z tej przyczyny powstały Skargi na Sądowej, których treść wcale nie była Źródlana, ale Błotna … więc się rozeszli. Ona teraz chodzi na Legionową, on zszedłszy na Łazarza znalazł Kącik na Batorego, skąd wyjdzie na pewno na Józefata.

Niech pozostanie w naszej pamięci red. Adolf Doll-Olpiński, ostatni przedstawiciel humoru i lwowskich wesołych czasopism stolicy!