Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

Stanisław Gottfried, POEZJA

Stanisław Gottfried (1892–1915), lwowski poeta Młodej Polski.
Wybór i opracowanie: Karolina Grodziska i Alina Trzcionkowska, Kraków 2011

 

Mazur

A był ci to mazur cudny, bogaty,
Taki szumny, taki złoty – jeno śnić…
Jeno kędyś żal, tęsknotę w serce skryć,
I hen lecieć ze skrzypkami w zaświaty…

Jeno oczy w dziewosłęby oczom słać,
Jeno gwiazdom lecieć złotym we swaty,
Póki tylko mazur tętni skrzydlaty,
Taki rzewny, taki tęskny – jeno łkać…

Wyczarował ci na licach szkarłaty,
Kazał lecieć, kazał tęsknić, kazał żyć…
Hej, był ci to mazur cudny, bogaty,
Taki szumny, taki złoty, jeno śnić!...

Mościa panno – podnieś głowę,
Podaj rączki liliowe,
Na mej dłoni oprzej się –
Hej – rozjaśnij ocząt lazur,
Po klawiszach tętni mazur,
Krąg taneczny wirem wre –
Hej, talara rzuć basiście,
Niech po strunach tnie ogniście,
Niech zawrotną nutą grzmią,
Niech mazura rytm szalony
Zbudzi iskry utajone,
Co w podkówkach moich śpią.

Hej – kto żyje, niech się kręci
Wirem wkoło bez pamięci.
Niechaj wióry lecą z drew.
Skrzypki brzękły, flet zadmuchał,
Młody grajku, czyś podsłuchał
Jak szlachecka kipi krew?

29 września 1911 r.

 

Mona Liza

Patrzy na mnie ironicznie
Mona Liza,
Własne serce mi dogryza –
Też prześlicznie.
Smutek robi do mnie zeza –
Skandalicznie!
Patrzy na mnie ironicznie
Mona Liza.

26 lipca 1913 r.

 

Złoty koniaczku

Złoty koniaczku – sympatyczny płynie!
Tobie ja, biedny włóczęga, niejedną
Zawdzięczam chwilę słodką, bo bezwiedną,
Prześnioną w jakiemś odurzeniu skrytem,
W którem się troska roztapia i ginie,
Dziwną się mocą zmieniając w ochotę,
Gotową pełniej odetchnąć. A przy tem
Tak złoty jesteś, jak jej włosy złote.

7 lipca 1913 r.

 

W styczniową noc

Coś się wielkiego lalkom pudrowanym
marzy…
Obóz, ognie, sztandary, bój, głód i śnieżyca,
A w piersi żar ogromny… Styczniowa
rocznica –
Dzień czerwcowego śniegu, skrwawionych
ołtarzy.

Pochód. Dziwne skupienie wieje z onych
twarzy,
Które sam dźwięk wolności niesie i zachwyca,
Setkami strojnych kolumn roi się ulica –
Coś się wielkiego lalkom pudrowanym ­
marzy…

I tamtym biednym lalkom też się coś marzyło,
Gdy szli nadzy i głodni borykać się z siłą,
A świeciła im własnych, nędznych chat ­
pożoga…

Śniło im się, że ryngraf zaważy na szali
Przeciwko obnażonym bagnetom Moskali,
Że wystarczy armaty pozwać przed sąd
Boga…

21 stycznia 1913 r.



Rondo
    Marii Reichertównie

Wiatr cię na moją rzucił drogę,
I wiatr cię z mojej drogi zwiał…
Zgasł ton, co w lutni mojej drgał
Baśń złotą ścieląc ci pod nogę.

We mgłę się rozwiał cudny szał,
Przebrzmiała pieśń karpackich skał…
Znikłaś gdzieś z echem, w tęcz pożogę,
W zachodnich łun płonący wał –

Wiatr cię na moją rzucił drogę,
I wiatr cię z mojej drogi zwiał…
I już cię znaleźć w mgłach nie mogę…
I nie wiem nawet, czym cię miał…

12 września 1911 r.