Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

Adam Trojanowski, LASY NA HALICKIEM

Na planie Lwowa z lat trzydziestych widać szereg zielonych plam. Przedstawiają one oczywiście miejskie tereny zielone o różnym charakterze. Znaczna część to parki, a także aleje, planty i klomby. Były tam jednak autentyczne lasy.

We wschodniej części miasta, na terenie dzielnicy Halickie, znajdują się dwa wyraźne leśne tereny, a mianowicie Pohulanka oraz Las Węgliński. Obydwa te obszary różnią się między sobą. Pohulanka, las mieszany, niezbyt gęsty, rozciągał się na północ od potoku Pasieka, spływającego wkrótce do sieci kanalizacji miejskiej na ulicy Kochanowskiego. Występowały w nim graby, buki, dęby oraz rzadkie brzozy, w niezbyt gęstym rozmieszczeniu, umożliwiającym dobrą insolację. Po całym terenie Pohulanki można było przemieszczać się piechotą dowolnie, bez konieczności przestrzegania ścieżek. Na wschodnim skraju lasu można było natrafić na płytkie, ziemne stanowiska strzeleckie, a wśród nich spotkać sporadycznie łuski karabinowe, jako pozostałość po walkach podczas Obrony Lwowa. Od północy las kończył się nad dwoma stawami należnymi do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Jana Kazimierza. Najbliższe tam tereny to Cetnerówka, związana z rodem Cetnerów, który przybył z początkiem XVII wieku ze Śląska niemieckiego i wrósł chwalebnie w lwowską warstwę kulturową.
Las Węgliński był położony na południe od wspomnianego potoku, na stosunkowo eksponowanym ku północy stoku. Tamtejszy teren opadał gwałtownie ku wspomnianemu potokowi, zasilanemu dodatkowo z bocznego cieku, ujętego w betonową otulinę. Z niej to wydobywał się charakterystyczny szum, którego chętnie nadsłuchiwałem na zapleczu lokalu restauracyjnego, związanego chyba z Browarem Lwowskim. Ze względu na takie położenie teren ten był zacieniony, co sprzyjało miłemu wypoczywaniu przy piwie lub podśmietaniu, jak się to we Lwowie nazywało kwaśne mleko.
Las Węgliński stanowił gęsty zespół buków, które szczególnie malowniczo wyglądały w swej złocistej, jesiennej szacie. Wejście do lasu było raczej trudne ze względu na ostro opadający teren, stanowiący tzw. debry, czyli głębokie rynny odprowadzające wody opadowe do Pasieki. Wokół niego można było spacerować od strony południowej i dojść do drewnianej skoczni narciarskiej, gdzie zwykle spacer się kończyło. Do lasu chodziliśmy często na spacery o wszystkich porach roku, z wyjątkiem zimy, kiedy tamtejsza droga nie była używana i zasypana głębokim śniegiem aż do wiosny. Ze skoczni oczywiście nie korzystaliśmy, a zimowe zjazdy narciarskie koncentrowaliśmy na terenach piaskowni, która znajdowała się na zapleczu naszego mieszkania, przy ul. Własny Dom. Idąc dalej na wschód od skoczni można było dojść do Groty Miodowej, a jeszcze dalej – do Czartowskiej Skały. W grocie położonej w rozległej niecce terenu harcmistrz Chorągwi Lwowskiej druh A. Szczęścikiewicz organizował doroczne zloty drużyn, gdzie w warunkach quasi obozowych przebywało się przez cały dzień. Nazwa groty pochodziła od krystalicznego wapienia o miodowym kolorze. Na zachodnim skraju lasu, a więc ponad Kwiatkówką oraz Filipówką, ulokowane były we wrześniu 1939 r. polskie działa, które ostrzeliwały niemieckie pozycje zajmujące okresowo Kortumową Górę. Pociski przelatywały ze świstem nad naszymi głowami i wkrótce widać było, jak spadają w rejonie końca dzielnicy Janowskie.
Tyle wspomnienia ówczesnej rzeczywistości, którą zakończyła utajniona ucieczka z zajmowanego mieszkania po zabraniu ojca przez bolszewików, jako że rodzinie aresztowanego groziła szybka wywózka.