Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021 | 2022

Stanisław Łempicki, profesor UJK, KAZIMIERZ TWARDOWSKI, NAUCZYCIEL – UCZONY – OBYWATEL

Przemówienie wygłoszone na akademii żałobnej w Auli Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, 30 IV 1938
 
Kazimierzowi Twardowskiemu w hołdzie Senat Akademicki, Rada Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Jana Kazimierza i Polskie Towarzystwo Filozoficzne


Mam mówić o znaczeniu Kazimierza Twardowskiego dla Uniwersytetu naszego i o jego pracy społecznej. Jakież to trudne zadanie zamknąć w krótkiej charakterystyce prze­szło 40 lat pracy człowieka o tak niezwykłej inicjatywności i energii działania, jaką odznaczał się zmarły uczony, profe­sor i obywatel.
Mimo woli przesuwają się najpierw obrazy z własnych wspomnień studenckich, z pierwszego 10-lecia na­szego wieku, a więc z czasów, gdy działalność Twardowskiego ogarniała najszersze kręgi, choć nie stanęła jeszcze u swoich szczytów. Z uderzeniem 8 godziny rano, prawie zimowym świtem, tłumy studentów i studentek cisną się do gmachu uni­wersyteckiego przy ul. św. Mikołaja na wykład Twardowskiego. Wielka sala przepełniona po brzegi, mdłe światło gazowe pada na notatki, gwar i ożywienie niesłychane, choć niejednemu oczy się kleją po karnawałowej nocy. Mistrz, młody jeszcze – nie ma nawet 40 lat – wchodzi z przyległego pokoiku pro­fesorskiego i uroczyście wstępuje na katedrę. Wykład jest jak nabożeństwo; wszystko słucha w skupieniu tych jasnych słów o trudnych często zagadnieniach, odzywa się tylko skrzypie­nie ołówków. – I tak prawie codziennie, bez odwoływań, bez luk, bez możliwości spóźnienia się.
Ale jakaż to mała – chociaż bardzo zasadnicza część ów­czesnej pracy Profesora, który ma wtedy nieraz do 2000 za­pisanych słuchaczy, w 1904/05 r. 112 członków seminarium filozoficznego, że trzeba zaprowadzać numerus clausus, nadto prowadzi pierwsze u nas ćwiczenia z psychologii eksperymen­talnej i regularnie musi być na piątkowych posiedzeniach Kółka Filozoficznego Czytelni Akademickiej, którego jest du­szą i przewodnikiem.
Profesor Twardowski nie tylko dwoi się i troi w tych czasach, ale wprost uwielokrotnia w swoich pracach i ini­cjatywach.
W Uniwersytecie młody profesor nie tylko był już dwu­krotnie dziekanem i prodziekanem Wydziału Filozoficznego i członkiem Senatu, ale dokonywa raz po raz rzeczy niezmier­nie ważnych. Wspomnijmy tylko niektóre.
Kazimierz Twardowski jest w latach 1899–1903 właści­wym organizatorem Powszechnych Wykładów Uniwersytec­kich i Politechnicznych we Lwowie i jako prezes tej insty­tucji kładzie fundamenty pod jej świetny rozwój przedwo­jenny i jej do dzisiaj owocną i pożyteczną działalność. Sam wygłasza co roku stale cykl wykładów, jedno- lub więcej seriowy we Lwowie, a nadto nie waha się kilka razy do roku wyjeżdżać na prowincję z wykładami, i to nie tylko do Sta­nisławowa czy Przemyśla, wielkich miast, ale i do Kałusza, Delatyna, Skolego. W żelaznej garści, z świetnym planem, trzymając całą instytucję, sam jak apostoł propaguje wszędzie znajomość filozofii, psychologii, pedagogiki, dydaktyki.
Weźmy inny fakt. W zimie 1908/09 za rektoratu prof. Marsa otrzymuje ten sam Twardowski niezwykle trudny man­dat reorganizacji – skromnie się to mówi – kancelarii Uni­wersytetu Lwowskiego i sprawy wpisów studenckich. Kance­laria uniwersytecka prowadzona przez całe lata starą metodą XIX-wieczną, przez niefachowców docentów i profesorów, by­wała nieraz utrapieniem dla sprawności życia uniwersyteckiego. Twardowski widział te braki, sam wymyślił sobie ów mandat, sam wziął na kilka prawie lat na barki ten ciężar i dokonał rzeczy znakomitej. Od Niego datuje się decentrali­zacja tej kancelarii z uwzględnieniem potrzeb poszczególnych fakultetów i dziekanów, On stworzył pierwsze regulaminy i in­strukcje dla dziekanów, urzędników i studentów, nadał wła­ściwy sens i rolę kwesturze uniwersyteckiej, obmyślił nowy regulamin wpisów, dokonał całego szeregu drobnych zarzą­dzeń i reform, które po prostu uporządkowały skomplikowaną biurokrację uniwersytetu. W czasie choroby i po śmierci pierw­szego sekretarza uniw. dra Jordana osobiście prowadził tę kancelarię jak zwykły urzędnik. W 1913 r. Senat wręcza Mu za to pierścień pamiątkowy.

Inne sprawy. Przełom XIX i XX wieku to okres, kiedy po długich walkach nastąpiło dopuszczenie kobiet do studiów uniwersyteckich, na filozofię i medycynę. To okres, kiedy na ziemiach polskich pod zaborami zaczęto w ogóle poważnie traktować sprawę gimnazjów dla dziewcząt i wyższego wykształcenia kobiet. Historykowi nie wolno zapomnieć, że Ka­zimierz Twardowski stał się na naszym gruncie jednym z naj­gorętszych i najbardziej konsekwentnych bojowników upraw­nienia kobiet do studiów wyższych i uregulowania ich stu­diów średnich. Nie słowem demagogicznym działał, ale czy­nem. On magna pars fuit założenia we Lwowie pierwszego w kraju 8-klasowego pełnego gimnazjum żeńskiego im. Sło­wackiego we Lwowie. Na Jego wniosek ono powstało, On był gorliwym opiekunem jego zaczątków, On witał i żegnał w r. 1910 pierwsze abiturientki tej szkoły. Należał dalej do organizatorów Kursów Akademickich dla ko­biet we Lwowie i przez trzy lata był ich sekretarzem, sam wykładając równocześnie. A w Uniwersytecie, na Wydziale Filozoficznym, w Jego dłoniach jako stałego referenta spo­czywa referat studiów uniwersyteckich kobiet, sprawowany z ogromnym poczuciem sprawiedliwości i taktu. W historii walki kobiet polskich o wyższe wykształcenie i dostęp do uni­wersytetów rola Kazimierza Twardowskiego – choć pełna umiaru w traktowaniu problemu – nie może być zapomniana.

Ideowo łączy się z tym poniekąd sprawa drugiego, bardzo odpowiedzialnego referatu prof. Twardowskiego, który piasto­wał w Uniwersytecie w ciężkich latach po rewolucji 1905 roku, w czasie strajku szkolnego w Królestwie i najwyższego nasile­nia hakatystycznych prześladowań w zaborze pruskim. Był mianowicie referentem tzw. „uprawnień abiturientów szkół zagranicznych wobec uniwersytetów austriackich tj. galicyj­skich”. W rękach takiego referenta spoczywał niejednokrotnie los dziesiątek i setek młodzieży polskiej obojga płci, zwłaszcza z Królestwa i zaboru rosyjskiego, chroniących się na Uniwer­sytet Lwowski. I trzeba doprawdy wczytać się w protokóły Rady Wydziału Filozoficznego z tych lat, aby przekonać się z naj­wyższym uznaniem, jak Twardowski traktował te sprawy; jak poczucie formalnego respektowania przepisów, tak zawsze żywe u Niego, uległo pięknemu promieniowaniu Jego głębo­kiego polskiego patriotyzmu i chęci ratowania młodzieży. Ileż interwencji u władz miejscowych i centralnych, ileż zabiegów i wybiegów z Jego inicjatywy poświęcił uniwersytet tym sprawom.
Wreszcie jeszcze jeden stały referat Twardowskiego w Wy­dziale Filozoficznym w latach 1900–1910. To sprawy zasił­ków ministerialnych dla kandydatów stanu nauczycielskiego – rzecz również bardzo odpowiedzialna.
Zdawałoby się, że już chyba dosyć: wytężona działal­ność nauczycielska – organizacja katedry i zakładu własnego, Powszechne Wykłady, reforma kancelarii, sprawa stu­diów kobiecych, obrona młodzieży z innych zaborów, zasiłki dla swoich. Ale jakżeż daleko jeszcze do wyczerpania rejestru prac i zasług Twardowskiego w tym przedwojennym wspania­łym okresie Jego działalności.

Jakaś błogosławiona furia nauczania, wykładania, popu­laryzowania wiedzy ogarnia wtedy lwowskiego profesora filo­zofii. Ciągle widzi się Go, słyszy i podziwia jako prelegenta. W swoim przysłowiowym czarnym anglezie, z czarnym kra­watem – jawi się ten chyba jeden z najlepszych polskich pre­legentów naukowych na katedrze w różnych lwowskich towa­rzystwach i instytucjach: w stworzonym przez siebie Polskim Towarzystwie Filozoficznym, w Towarzystwie Kopernika i Prawniczym, w towarzystwach nauczycielskich, w Czytelni dla kobiet, w Związku naukowo-literackim, założonym przez Pawlikowskiego i Wasilewskiego. Wykłada pedagogikę i dydak­tykę na kursach nauczycielskich p. Bielskiej, filozofię stale na „Kursach Akademickich dla kobiet”, dla studentów politech­niki psychologię, w Stowarzyszeniu Nauczycielek cykl psycho­logii pedagogicznej, itd. W różnych latach corocznie kilka ta­kich kursów. Wyjeżdża na wakacyjne kursy do Zakopanego, ma wykłady o dydaktyce w Cieszynie, cykl wykładów dla nau­czycielstwa polskiego w Warszawie, to w Domu Polskim w Czerniowcach. Wyjeżdża z wykładami do Towarzystwa Filozoficz­nego w Wiedniu, odbywa podróż naukową w 1904 r. do Nie­miec i Francji, głównie dla zwiedzenia pracowni psychologicz­nych, ma wykład w paryskiej stacji naszej Akademii Umiejęt­ności. – A kongresy? Psychologiczne w Giessen i Innsbruku w latach 1904 i 1910, udział w pracy polskiej dla Międzynaro­dowego Kongresu psychiatrów, neurologów i psychologów w Amsterdamie w 1907, dla Międzynarodowych Zjazdów hi­gieny w Buffalo i Paryżu – to znowu bardzo wybitny udział w pierwszych polskich zjazdach lekarzy i przyrodników, czy w zjeździe polskich neurologów, psychiatrów i psychologów – wszystko w latach 1900–1910.
Nie wspominam już o pracy Kazimierza Twardowskiego dla Polskiego Towarzystwa Filozoficznego, o redagowaniu wszystkich wydawnictw tego towarzystwa, zwłaszcza prac ucz­niów, o udziale w redakcjach czasopism fachowych. Ogłosił też prof. Twardowski w la­tach 1898–1910 – 24 prace z zakresu swej specjalności oraz z zakresu pedagogiki, organizacji szkolnictwa, polityki szkolnej itd. i 3 przekłady, oprócz sprawozdań i recenzyj.
Lecz i to wszystko razem wzięte nie wypełnia ram ów­czesnej działalności Profesora.

Nie można nie wspomnieć osobno o prezesurze sześciolet­niej (1905–1911) Kazimierza Twardowskiego w Towarzy­stwie Nauczycieli Szkół Wyższych (TNSW), bo to duży rozdział Jego życia i wielki posiew Jego twórczej myśli. Przy tym w tej Jego pracy na szerokiej arenie poważnego zrzeszenia nauczyciel­skiego manifestuje się wyraźniej oblicze prof. Twardowskiego jako obywatela i działacza narodowego o rozległym zasięgu. Co zrobił dla samego TNSW jako najznakomitszy niewąt­pliwie prezes w jego dziejach, o tym nauczycielstwo polskie pamięta doskonale do dnia dzisiejszego. Okres Jego prezesury to okres najwyższego rozkwitu Towarzystwa, zarazem okres największego znaczenia i powagi TNSW, a pamiętajmy, że były to czasy zaborcze. O rozwoju TNSW mówią cyfry i fakty. Liczba członków z 930 podniosła się za Jego rządów do 1879, liczba Kół z 19 do 37, obrót kasowy z 9 000 kor. na prawie 39 000 kor., nakład czasopisma „Muzeum” z 1000 egzemplarzy jednotomowych do 2150 egzemplarzy dwutomo­wych z dodatkiem itd. Rozwinęła się doskonale oficyna wydaw­nicza TNSW, która stała się kolebką, podstawą dzisiejszej potęgi „Książnicy-Atlasu”. Pod redakcją Piniego zaczęły wy­chodzić prześliczne tomy „Nauki i Sztuki”. Układ T-wa został przeorganizowany, powstał nowy statut. Stworzony został działający do dzisiaj fundusz pośmiertny dla wdów i sierót po pro­fesorach szkół średnich. Weszła w życie pierwsza kolonia wa­kacyjna TNSW. Powstały w Krakowie i Lwowie specjalne komisje dla reformy szkolnictwa, które opracowały wtedy pełny plan 8-klasowej szkoły realnej, ale przygotowały również bogaty materiał do pierwszej reformy szkolnictwa w wolnej Polsce, za czasów min. Łopuszańskiego. We wszystkich tych osiągach i zdobyczach – od rzeczy ważnych aż do drobiaz­gów – czynna była myśl twórcza, wiedza i doświadczenie Twardowskiego. Dzięki Jego niezmordowanemu trudowi, umiejętności doboru współpracowników, zdolnościom organiza­cyjnym i niezwykłej – na owe czasy – odwadze cywilnej TNSW stało się instytucją respektowaną zarówno przez władze austriackie i Radę Szkolną Krajową, jak przez Sejm, społeczeństwo, prasę.
Ale prócz tych ważnych szczegółów, które należą już do historii, domaga się podkreślenia rzecz o wiele donioślejsza. To udział nauczycielstwa polskich szkół średnich b. Galicji pod komendą Kazimierza Twardowskiego w walce o odaustriaczenie i unarodowienie szkoły polskiej pod zaborem austriac­kim. Dziś się wiele rzeczy zapomina, a tu trzeba patrzeć w taki wspaniały dokument polityczny i wychowawczy, jakim jest księga pt. Kazimierz Twardowski, mowy i rozprawy z okresu działalności w TNSW (Lwów 1912), wydana w hołdzie przez polskie nauczycielstwo po ustąpieniu Profesora z pre­zesury w 1912 r. Księga ta jest wyznaniem wiary Twardow­skiego w stosunku do zagadnień polskiego wychowania i pol­skiej szkoły, jest dokumentem mężnego samopoczucia pol­skiego myśliciela i wychowawcy, który nie lękał się niczego, nie pochlebiał nikomu, tylko z rycerską odwagą, nieustępliwy, choć roztropny, dążył do odwojowania galicyjskiej szkoły z rąk austriackiego centralizmu i niemieckiej pedagogiki. Niedaleko odbiegał od S. Szczepanowskiego, gdy stawiał przed oczy nauczycielstwa ideały Komisji Edukacji Narodowej, gdy żądał stworzenia w Galicji polskiej Krajowej Rady Pedago­gicznej, a jego świetny artykuł pt. Unarodowienie szkoły, będący przemówieniem na wiecu rodzicielskim w 1905 r. we Lwowie, kreśli pełny program polskiego gimna­zjum w b. Galicji, naprawdę niewiele różniący się od dzisiej­szej naszej rzeczywistości szkolnej w wolnej Polsce. Jeśli zaś idzie o momenty wychowawcze, o to, co Twardowski mówi o kształceniu charakteru młodzieży, tępieniu wad narodowych polskich, o obowiązkowości i karności młodzieży – to rady te przydałyby się dzisiaj zarówno naszym centralnym władzom oświatowym, jak i uniwersyteckim, jak i nauczycielstwu. Jak Szczepanowski, umiał łączyć Kazimierz Twardowski realizm z głębokim idealizmem i gorącym, twardym stanowiskiem naro­dowym. W wystąpieniach swoich nigdy nie stał na jakimś wy­łącznie galicyjskim stanowisku, Austriak był dla Niego w zasa­dzie takim samym zaborcą jak Moskal i Prusak, a w żadnej z swych mów nie pominął ani razu doli szkoły polskiej w Królestwie i Poznańskiem. Poprzez kordony łączył wychowanie polskie w jedną organiczną całość.

Był Twardowski wybitnym człowiekiem szkoły, znawcą niepoślednim problemów szkolno-wychowawczych i szkolno-organizacyjnych. Interesowały Go wszelkie zagadnienia wychowawcze, tak samo jak szkolnictwo wszyst­kich stopni, zwłaszcza średnie i wyższe. Brał przed wojną, tak samo zresztą jak w odrodzonej Polsce, udział w licznych naradach i ankietach ministerialnych, nauczycielskich i społecz­nych, dotyczących reformy szkolnictwa średniego, typów i programów szkół, pragmatyki nauczycielskiej, reformy szkolnic­twa akademickiego, przepisów organizacyjnych w uniwersyte­tach, reformy matury gimnazjalnej, nauczania propedeutyki, higieny szkolnej itd. Uchodził za autorytet zarówno w austr. Ministerstwie Oświaty i w Radzie Szkolnej Krajowej b. Galicji, jak i potem u Ministrów Oświecenia wolnej Polski. Ofiaro­wywano Mu w odrodzonej ojczyźnie niejednokrotnie wysokie stanowiska w szkolnictwie – czy to kuratora okręgu szkolnego, czy szefa departamentów ministerialnych. Człowiek szkoły walczył wtedy długo z uczonym. Tkwiła w Twardowskim i pa­liła się dążność reformatorska, znał swoje pod tym względem możności, wiedział, że wiele dobrego mógłby zdziałać. Ciągnął go do Warszawy min. Łopuszański, dawny Jego współpracow­nik w TNSW, ciągnął go min. Rataj, dawny Jego uczeń. Odmawiał ostatecznie za każdym razem; naukowiec i peda­gog uniwersytecki zwyciężał reformatora i działacza szkolno-oświatowego. Ale choć nie zajął żadnego kierowniczego stano­wiska w dziale administracji szkolnej odrodzonej Polski, to pedagogika Jego, skupiona w przemówieniach dorocz­nych w TNSW i artykułach „Muzeum”, zwarta, oryginalna, głęboko przemyślana, tchnąca czystą jak złoto polskością – zostaje po Nim jako jeden z najcenniejszych klejnotów w Jego spuściźnie.
Czyż trzeba jednak na tym miejscu, w tych murach rozwodzić się dłużej nad zasługą Kazimierza Twardowskiego jako obrońcy polskiego stanu posiadania w dziedzinie oświaty? Akty i kroniki Uniwersytetu Jana Kazimierza poświadczają, że prof. Twardowski należał w latach 1901–1910 do najgor­liwszych atletów w walce o zagrożoną polskość naszej Almae Matris. Spod Jego pióra (choć nie był historykiem) wyszły fundamentalne memoriały do austr. Ministerstwa Oświaty, dla użytku posłów polskich, do wiadomości całego społeczeństwa, udowadniające, że Uniwersytet lwowski i historycznie, i prawnie powinien i może być tylko uniwersytetem pol­skim, z polskim językiem wykładowym i urzędowym, o pol­skim duchu wewnątrz swoich sal i pracowni. Mam tu na myśli pracę Twardowskiego pt. W sprawie Uniwersytetu Lwow­skiego z r. 1905 i niemiecką Die Universität Lemberg. Materialien zur Beurteilung der Universitätsfrage, wydaną w Wiedniu 1907 r. Nie był w tej walce osamotniony, wszyscy prawie koledzy byli jednego z Nim zdania. On jednak stał na każdy sposób w pierwszym szeregu wojującego frontu, tam, gdzie przed laty w walce z germanizacją stali profesorowie Zielonacki i Kabat.
Już w pomruku pierwszych strzałów wojny światowej objął Kazimierz Twardowski – jako nagrodę za prawie 20-letnią działalność profesorską – rektorat Uniwersytetu Jana Kazimierza. Wojna zaskoczyła Go w Tatrach, w Poroninie. Właśnie wtedy serdeczny Jego przyjaciel Jan Kasprowicz pisał tam swoją Księgę Ubogich:

A może z straszliwej zawiei,
Co świat ten naokół niszczy,
Nie same li gruzy wyrosną,
Nie same li kupy zgliszczy?
Groza wojenna zalała ziemie polskie. Lwów dostał się od razu pod okupację rosyjską. Rektor, odcięty od swej macierzy uniwersyteckiej, znalazł się w stolicy monarchii w Wiedniu, aby u tzw. wielkiego ołtarza wedle możności być pomocnym uniwersytetowi, kolegom, młodzieży. Ten rok wiedeń­skiego rektoratu Twardowskiego od jesieni 1914 do lipca 1915 r. – to osobna chlubna karta w Jego zasłużo­nym życiu. Rozwinął tutaj niesłychanie ożywioną działal­ność. Skupił dokoła siebie całą emigrację profesorską i stu­dencką, i to nie tylko ze Lwowa, roztoczył przede wszystkim opiekę nad młodzieżą akademicką, zbiegłą przed oku­pacją, niezdolną do służby wojskowej stale lub chwilowo, spragnioną kontynuowania studiów, przymierającą nieraz głodem i chłodem. Jak wielki jałmużnik, zawsze jednak pe­łen swojej rektorskiej godności, wydobywał pieniądze dla biedaków z różnych komitetów i od osób prywatnych, stworzył „Fundusz zapomogowy polskiej młodzieży akademic­kiej”, powołał do życia „Dom Akademicki dla słuchaczów szkół najwyższych z Galicji i Bukowiny”, w którym przez rok 1915 – 332 studentów i studentek, w tym 177 osób ze Lwowa, znalazło przytułek, opiekę i możność pracy; rozdzielał bony na obiady i kolacje, zapomogi odzieżowe, zasiłki doryw­cze, udostępniał szpitale, pomoc lekarską, kąpiele. Nie dość na tym: z moralną odsieczą ruszył na pomoc rozproszonym i zdezorientowanym często studentom emigrantom: ułatwiał im, przy pomocy Komitetu, dostęp i wpisy do uniwersytetu i innych szkół wiedeńskich, patronował kursom naukowym, odbywał wspólnie z obecnymi tam profesorami Uniwersytetu Lwowskiego egzaminy i rygoroza prawnicze oraz pewne egza­miny filozoficzne, udzielał promocji, zachęcał do pracy i wy­trwania. „Dom Akademicki”, choć z założenia swego nie wy­łącznie polski, stał się w istocie ostoją polskiego życia akade­mickiego – i niejednemu to życie uratował. Trudno nam wyrazić doprawdy naszą wdzięczność, którą względem Waszej Magnificencji odczuwamy – pisali później do naszego rek­tora studenci krakowscy – możemy jedynie zapewnić, że ża­den z nas, a zwłaszcza ci, którzy dzięki Waszej Magnificencji zostali z najskrajniejszej niejednokrotnie wyrwani nędzy, nie zapomną tego nigdy. Może i nie zapomnieli.

Poza tą wielką działalnością filantropijną wobec mło­dzieży działał Kazimierz Twardowski na emigracji wiedeń­skiej w wielu innych kierunkach. Nie brakło Go w żadnym polskim towarzystwie i przedsięwzięciu, miewał odczyty nau­kowe i popularne, w których Niemcom mówił o Polsce, intere­sował się pracami NKN i opieką nad legionistami polskimi. Interwencjami i wpływami swymi i swego Czcigodnego Brata ministra Juliusza Twardowskiego, ambasadora polskości w Wiedniu, dopomagał studentom Polakom z b. zaboru rosyj­skiego w ich studiach, wyszukiwał posady bezrobotnym akade­mikom, pomagał w kłopotach paszportowych i wojskowych. Prof. Henryk Halban, niezmordowany opiekun polskiej mło­dzieży lekarskiej, rywalizował szlachetnie z rektorem w tej filantropijnej akcji.
Trzeba dzisiaj stwierdzić autorytatywnie, że z tej właśnie filantropijnej i zapomogowej akcji akademickiej rektora Twardowskiego, a także prof. H. Halbana, na gruncie Wiednia, w czasie wojny światowej, poczęły się i urodziły później we Lwowie wszystkie, dzisiaj tak doniosłe i można rzec – potężne akcje pomocy młodzieży akademickiej, jak Komisja Senacka opieki nad młodzieżą akademicką, jak Opieka Zdro­wotna, rozbudowa domów i kuchni akademickich. Tutaj tkwił ich ideowy i moralny zaczątek.
Wojenny rektorat Kazimierza Twardowskiego trwał – rzecz wyjątkowa w naszych stosunkach – trzy pełne lata akademickie. Jako włodarz naszej Almae Matris, po powrocie do Lwowa, od lipca 1915 r. aż do września 1917 r., okazał się Twardowski mężem prawdziwie opatrznościowym. A przyszło Mu prowadzić nawę uniwersytecką w najtrudniejszych warun­kach. Niepewność sytuacji wojennej, częste groźby ewakuacji miasta i uniwersytetu, fatalne stosunki gospodarcze i życiowe, ciągłe wzloty i upadki naszych polskich nadziei i oczekiwań, a równocześnie konieczność ustawicznego lawirowania wśród podejrzliwości, szpiegostwa, nieżyczliwości wojskowych władz austriackich, zwłaszcza w tzw. okresie Letowsky’ego – wszystko to wymagało niezwykłego spokoju, taktu, a nade wszystko hartu ducha. Odnalazł w sobie te cnoty trzy­krotny rektor Twardowski. Ostrożny i dyplomatyczny polityk, gorący Polak, wpatrzony w jutrzenkę niepodległości, nieustęp­liwy obrońca autonomii, autorytetu i polskości naszej Uczelni Najwyższej, zawsze z głową podniesioną do góry nie przez oso­bistą pychę, ale na mocy wiekowego dostojeństwa uniwersyte­tów – umiał przeprowadzić lwowską Alma Mater uciążliwą cieśniną między Scyllą i Charybdą. Mimo fatalnych szczerb wśród profesorów i młodzieży powołał do nowego życia zgnę­biony uniwersytet, ściągał z wojska profesorów, docentów i funkcjonariuszy, ułatwiał wraz z senatem i kolegami powrót młodzieży z emigracji, uzyskiwał ulgi dla dokończenia studiów i egzaminów dla tych studentów, co służyli czynnie, starał się o wydobycie profesorów jeńców i zakładników, z taktem kierował sprawami tych, co znaleźli się na tzw. obcym terytorium. Przeniósłszy z Wiednia do Lwowa „Fundusz zapomogowy dla młodzieży akademickiej” ożywił go tu na nowo, pomnożył swoimi staraniami – a z tego funduszu i z innych rozdał w swoim trzechleciu rektorskim przeszło 134 000 kor. zapomóg studentom głównie wracającym z wojny. Przewodniczył temu funduszowi do grudnia 1920 r., a może dłużej, aż do chwili, gdy przeszedł on w ręce nowo utworzonego Komitetu Senackiego o innych zasadach organizacyjnych. W porozumieniu z amerykańskim komitetem filantropijnym zajmuje się wysyłką chorej młodzieży do Zakopanego, dożywianiem itd. Otwiera pierwszą po wojnie wielką kuchnię studencką w Domu Akademickim im. Potockiego, która żywiła młodzież przez lata aż do reaktywowania przedwojennej Mensa Academica w domu przy ul. Łozińskiego, którego akcje filantropijne gorąco wspierał.
Wreszcie odparł jeszcze jeden ostatni, sprytnie obmyślany atak na polskość Uniwersytetu Lwowskiego, atak, który parł ku utrakwizacji.
Jak niegdyś bywali we Lwowie wojenni burmistrze, tak Kazimierz Twardowski może być nazwany wojennym rektorem naszej Wszechnicy. Niejednokrotnie stał w ogniu, a strzały padały z różnych stron. Słusznie więc, gdy w październiku 1917 ustępował z dowództwa, obdarował Go Senat wojennym żelaznym pierścieniem w złotej oprawie z herbem uniwersytetu na tarczy.
Trzeci okres w działalności uniwersyteckiej i społecznej prof. Twardowskiego – to praca Jego w wolnej już Polsce, od 1918 do 1930 r., gdyż w maju 1930 przeszedł na emeryturę, zaskoczony przedwczesną chorobą – i wycofał się w zacisze ogniska domowego i swej osobistej pracowni.

Nie mógł może – On, gorący patriota – ofiarować odrodzonej ojczyźnie tyle, ile pragnął; zaledwie 12 lat pracował czynnie pod jej skrzydłami. Dał jednak z siebie bardzo wiele. Przede wszystkim jako profesor i wychowawca pierwszego młodego pokolenia oswobodzonej Polski. Znakomicie sprawował w tych latach swe obowiązki profesorskie, kierując równocześnie prócz swej katedry pracownią psychologiczną i osieroconym zakładem pedagogiki. Osiągnął największą chyba ilość studentów spośród profesorów uniwersytetu naszego; musiał wykładać w specjalnie wynajętych salach. Prowadził od 1919 konwersatorium filozoficzne. Uczniów swoich oglądał na katedrach wszystkich prawie uniwersytetów polskich.
Z rokiem 1919 objął również na szereg lat kierownictwo Naukowej Komisji Egzaminacyjnej dla kandydatów na nauczycieli szkół średnich i tokowi pracy w tej Komisji nadał piętno rygoru i porządku.
Rząd Rzeczypospolitej – jak już nadmieniono – korzy­stał w latach wielkiej budowy i organizacji polskiego szkolnictwa niejednokrotnie z rad i opinii prof. Twardowskiego. Głos jego w Warszawie często zaważył na szali. Niemałą rolę odegrał lwowski uczony w mo­mencie organizacji stołecznego uniwersytetu w Warszawie, który Go później dwukrotnie powoływał do siebie, to na ka­tedrę psychologii, to na katedrę filozofii. Twardowski został jednak wierny Lwowowi.
W latach 1918–1920 opracowywał jako referent senatu projekt nowej ustawy o szkołach akademickich, uczestniczył w najważniejszych ankietach ministerialnych – zwłaszcza w 1920 roku. Był członkiem Ministerialnej Podkomisji Pedagogicznej i Podkomisji dla Historii Wychowania i Szkół w Polsce oraz energicznym przewodniczącym oddziału tej drugiej we Lwowie.
W uniwersytecie jako jeden z najstarszych profesorów, wieloletni dziekan, rektor i senator stał się za naszych czasów prawdziwym arbitrem w sprawach ustaw, przepisów i oby­czajów uniwersyteckich, jak w ogóle we wszystkich kwestiach, dotyczących szkolnictwa. Słowo Jego na Radzie Wydziału Fi­lozoficznego, potem Humanistycznego oraz na Senacie Aka­demickim miało w tych sprawach często znaczenie decydujące; był mądrym i najżyczliwszym doradcą swoich dziekanów i wielu rektorów.
Nie można powiedzieć, aby usuwał się w tym czasie od pracy społecznej. Poczynając od żołnierskiej służby w Straży Obywatelskiej w czasie obrony Lwowa (1918—1919) – wi­działo się Twardowskiego na wielu jeszcze polach pracy. Czy to w „Towarzystwie dla popierania nauki polskiej”, a później w zarządzie Lwowskiego Towarzystwa Naukowego, czy przy organi­zacji „Związku Polskich Towarzystw Naukowych we Lwowie”, czy w zarządzie Związku Gospodarczego Profesorów Uniwersytetu Lwowskiego. Nie uchylał się również od akcji patrio­tycznych i obywatelskich. On, który już w czasach wojennych z obozem legionowym współpracował z całą gotowością. Ale nie były to już dawne czasy z lat 1895 do 1914, kiedy energia 30-, 40-, a nawet 50-letniego Twardowskiego miała charak­ter wprost żywiołowej siły, organizującej od razu wiele dzie­dzin i odcinków naszego kulturalnego życia.
Plony pracy i zasług zbiegały się teraz do Jego rąk: do­wody uznania i szacunku, odznaczenia i godności naukowe, serdeczne monumenta wdzięczności uczniowskiej, doktoraty honorowe Uniwersytetu Lwowskiego i Poznańskiego.

A Jego, Twardowskiego – prócz silnego zwrócenia się ku pracy naukowej i naukowo-
-wydawniczej w dziedzinie filozo­fii – cechuje teraz jedna gorąca namiętność z dawnej epoki burzy i rozpędu: wychować młodzież uniwersy­tecką nowej Polski tak, jak o tym niegdyś pisał w rozprawie o Unarodowieniu szkoły, jak ją sam zresztą wy­chowywał wytrwale i z żelazną konsekwencją jeszcze w latach niewoli. Uczył nowych Polaków obowiązkowości i punktualno­ści, karności i posłuszeństwa względem prawa i przepisu, pano­wania nad sobą, nieskalanego poczucia honoru i godności akademickiej; wdrażał im miłość do nauki i tej wartości bez­cennej, jaką jest prawda naukowa, osiągana przez metodyczne badanie; uczył ich stosunku prawie kornego i nabożnego względem Dostojeństwa Uniwersytetu. Śmiem powiedzieć, że i kolegów swoich, profesorów, uczył także niejednokrotnie tego szacunku wobec uniwersytetu.
Im bardziej z biegiem lat zmniejszał się w społeczeństwie powojennym respekt dla kultury ducha i nauki, im częściej czy to ze strony oficjalnej czy ze strony młodzieży, czy innych czynników pojawiały się objawy niemądrego i karygodnego lekceważenia roli i powagi najwyższych szkół akademickich, tym donośniej brzmiał głos Kazimierza Twardowskiego, najżarliwszego z obrońców niezależności uniwersytetów, powagi i prawie świętości nauki. Mamy przekonanie, że nie był On w tej roli jakimś obrońcą okopów św. Trójcy z Nieboskiej Krasińskiego, ale heroldem walki o ideały nieprzemijające.
Jako testament swój zostawił Twardowski książkę O do­stojeństwie Uniwersytetu, mowę wygłoszoną w chwili, gdy Poznań nadawał Mu we Lwowie doktorat honorowy. Powie­dziano w tej mowie: Uniwersytet, mając pełne prawo doma­gania się, aby jego niezawisłość duchowa nie była przez nikogo naruszana, mając więc także pełne prawo bronie­nia się przeciw wszelkim jawnym lub podstępnym zakusom poddawania jego pracy naukowej czyjejkolwiek kontroli lub komendzie, Uniwersytet ma zarazem obowią­zek unikania także i ze swojej strony wszystkiego, co by mo­gło tę niezawisłość nadwerężać lub stwarzać choćby tylko po­zory ulegania jakimkolwiek wpływom i dążnościom, nie ma­jącym nic wspólnego z badaniem naukowym i jego celem. Uniwersytet musi odgradzać się od wszystkiego, co nie służy zdobywaniu prawdy naukowej, musi przestrzegać należytego dystansu między sobą a nurtem, którym mknie około jego murów życie dnia potocznego, zgiełk ścierających się prądów społecznych, ekonomicznych, politycznych i wszelakich in­nych; wśród walk i zmagań się tych najrozmaitszych prądów, Uniwersytet winien trwać niewzruszenie jak latarnia morska, która wskazuje swym światłem okrętom drogę przez wzbu­rzone fale, lecz nigdy światła swego nie nurza w samych fa­lach. Gdyby to uczyniła, światło by zgasło, a okręty pozostałyby bez gwiazdy przewodniej.
I powiedziano tam dalej: Na zawód i stanowisko profe­sora i docenta Uniwersytetu spływa dostojeństwo instytucji, w której ramach oni się swemu zawodowi poświęcają. Nauczyciel uniwersytecki jest przede wszystkim sługą prawdy objektywnej, przedstawicielem jej i głosicielem wśród młodzieży i społeczeństwa. Służba to szczytna i niezmiernie zaszczytna, ale zarazem wymagająca nie tylko odpowiednich kwalifikacji intelektualnych i stosownej wiedzy fachowej, lecz także wiel­kiego hartu ducha i silnego charakteru.
Ten hart ducha i ten silny charakter po­siadał w całej niezaprzeczalnej pełni Kazimierz Twardowski, wielki nauczyciel uniwersytecki, wychowawca polskiej mło­dzieży i polskiego społeczeństwa. I może dlatego mógł – na straszliwym przełomie czasów – tak wysoki i piękny ideał stawiać przed oczy uniwersytetom i jego nauczycielom.

Odszedł w 1930 r. z życia uniwersyteckiego i społecznego przedwcześnie, dobrowolnie, choć z wielkim żalem zrywając najserdeczniejsze kontakty. Do końca życia interesował się jed­nak żywo wszystkim, co dotyczyło ukochanego, przez 30 lat z górą warsztatu Jego pracy, Uczelni naszej, Lwowa i walczącej o jaśniejsze jutro Ojczyzny.
Wiele osób, które się z Nim stykały, znało Go tylko jakby od zewnątrz. Podziwiano Jego silną wolę i energię, pracowitość, wytrwałość, umiejętność sugestywnego działania na ludzi, do­konywania rzeczy postanowionych.
Pozwolono mi w ostatnich dniach zajrzeć w Jego osobisty pamiętnik, który będzie kiedyś pierwszorzędnym źródłem do poznania człowieka, jego czasów i ludzi rówieśnych. Wygląda z tego pamiętnika człowiek o wielkiej dobroci, najczulszym sercu, oddany całą duszą życiu rodzinnemu i swoim najbliż­szym, zatroskany w chwilach ważnych głęboko o los swego narodu i ojczyzny, pomocny wszelkiej ludzkiej niedoli. Na spiżową postać władczego wychowawcy i dostojnego, surowego profesora, jakim go znaliśmy, padają z tych zapisek codzien­nych jakby łagodne jakieś promienie, nadające posągowi więcej życia i wyrazu. Takim go widzieli już dawno jego bliscy, przyjaciele i uczniowie, przywiązani fanatycznie do Mistrza.
Był bowiem człowiekiem pełnym, któremu nic ludzkiego nie było obce, u którego rozum, uczucie i wola w idealnej pra­wie ze sobą zostawały harmonii.
W pamięci naszej Almae Matris zostanie Kazimierz Twardowski na zawsze jako wzór profesora i pedagoga. W pamięci społeczeństwa polskiego, a Lwowa przede wszystkim, zostanie jako obywatel i działacz, który w przed­świtowych i porannych godzinach nowej Polski budował mocno i solidnie, nie oszczędzając nigdy samego siebie, zręby narodowej kultury i – jak Sokrates – rzeźbił duszę polskiego człowieka.

Serdeczne podziękowanie składamy Pani Ewie Darlewskiej, która ofiarowała nam tekst wspaniałego wspomnienia prof. S. Łempickiego o Jej Dziadku, Profesorze Kazimierzu Twardowskim.
Zarazem prosimy o wybaczenie, że tekstu tego nie wykorzystaliśmy wcześniej, trudno nam jednak uporać się z coraz to bardziej piętrzącymi się trudnymi problemami, które ogarniają nas z różnych stron.
Proszę przyjąć nasze najlepsze wyrazy poważania.
Redakcja