Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa
Kontakt

ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
cracovialeopolis@gmail.com

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019 | 2020 | 2021

Adam Trojanowski, PRZEDWOJENNE ­LWOWSKIE NIEBO

Zaświecone czerwone lampy sygnalizacyjne na dwóch wieżach, widoczne ponad terenami Targów Wschodnich z mojego balkonu na Górze św. Jacka, oznaczały, że tej nocy będą się odbywać loty ćwiczebne. Wkrótce praca silników wskazywała, że są to samoloty szkolno-turystyczne RWD-8. Loty ich były kontynuowane także w ciągu dnia jako szkolenie pilotów cywilnych przez Aeroklub Lwowski. Współpracował on m.in. z Instytutem Szybownictwa, kierowanym przez prof. Łukasiewicza. Z niego to pochodził widywany ponad Lwowem charakterystyczny motoszybowiec ITS-8. Z instytucji tej wywodzili się – zaraz po II wojnie – m.in. późniejsi konstruktorzy płatowców oraz wykładowcy Oddziału Lotniczego Wydziału Komunikacji Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Do nich należał F. Kotowski, konstruktor popularnego szybowca „Mucha”, oraz R. Matz, konstruktor szybowca szkolnego „ABC”. Wydaje mi się, że należał chyba do nich także przedwcześnie zmarły fachowiec, późniejszy dyrektor Instytutu Szybownictwa w Bielsku inż. W. Nowakowski.
Działalność Aeroklubu opierała się o lokalne lotnisko na rubieżach Lwowa, w Skniłowie. Było ono jednak przede wszystkim bazą 6 Pułku Lotniczego, którą odwiedzałem nie bardzo legalnie, doczołgując się do jego obrzeży, tuląc się nieraz do ziemi pod nisko podchodzącymi do lądowania samolotami. W ten sposób udało mi się krótko przed wojną zobaczyć np. nasz bombowiec PZL-37 „Łoś”, najczęściej jednak obserwowałem samoloty myśliwskie P-7 oraz P-11, a także nieco nowsze PZL-23 „Karaś”. Krótko przed wrześniem zobaczyłem lekki samolot, który zidentyfikowałem jako RWD-14, stosowany przez nasze wojsko do celów wywiadowczych i rozpoznawczych.
Kilka razy udało mi się zobaczyć rejsowy samolot Lockheed „Elektra”, a nawet większy Douglas-2. Samolot tego ostatniego typu uległ przed wojną katastrofie w górach Bułgarii, a w odszukaniu jego szczątków brał udział nawet jasnowidz Ossowiecki. Samoloty Linii Lotniczych „Lot” były eksploatowane na liniach krajowych, a także do stolic europejskich oraz do Palestyny. Równocześnie śledziłem na bieżąco osiągnięcia nasze w dziedzinie lotnictwa sportowego nawet poza Europą, za którymi stali tacy piloci jak Wigura, Żwirko, Skarżyński, Bajan.
Z koleżką gimnazjalnym Staszkiem Prorokiem zbierałem sylwetki różnych, przodujących samolotów na świecie i pamiętałem ich wyczyny, szczególnie szybkość oraz nośność. Już wtedy mogłem na tej podstawie rozpoznać mało jeszcze wówczas znany samolot sowiecki I-16, zwany we frankistowskiej Hiszpanii „Rata”, czyli szczur. Nikt nie wyobrażał sobie wtedy, że już niedługo znajdą się nieproszone na lotnisku w Skniłowie.
Za celowe uważam przypomnieć Wystawę Lotniczą, jaka miała miejsce we Lwowie w drugiej połowie lat trzydziestych na terenie Targów Wschodnich. W poszczególnych pawilonach zlokalizowano eksponaty związane z lotnictwem w postaci wyrobów finalnych, a także surowce stosowane w przemyśle lotniczym: metale, drewno, papier, tkaniny oraz szkło, lakiery oraz guma i mało jeszcze wtedy powszechne niektóre plastyki. Najbardziej zapamiętałem ten pawilon, w którym pod sufitem był podwieszony szkolny dwupłatowiec PWS-26, na poziomie ustawiony był zaś myśliwski płatowiec PZL P-24 konstrukcji inż. Pułaskiego. Ten ostatni model nie znajdował się na uzbrojeniu lotnictwa macierzystego, był w znacznych ilościach produktem eksportowym do państw bałkańskich oraz Turcji. Nasz przemysł był w tym czasie dopiero w początkach intensywnego rozwoju z takimi prototypami, jak bombowiec „Żubr”, dwusilnikowy myśliwiec „Wilk”, treningowy „Wyżeł” oraz wywiadowcza „Mewa”. Bardziej rozwinięta była produkcja samolotów sportowych, które zdobywały laury w wielu imprezach zagranicznych oraz macierzystych, obok doskonale rozwijającego się macierzystego szybownictwa. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że ewakuowane w 1939 r. do Rumunii samoloty bombowe PZL-37 „Łoś” przeszły na uzbrojenie tamtejszej armii i uczestniczyły z powodzeniem w akcjach bojowych podczas wojny ze Związkiem Radzieckim. Takie przedziwne zrządzenie losów!
Na koniec muszę wspomnieć z przykrością, że podczas działań wojennych jesienią 1939 r. nie widziałem ani jednego samolotu polskiego. Obrona lotnicza polegała jedynie na artylerii, opierającej się na doskonałych działach licencyjnych „Bofors” oraz zupełnie mało skutecznych karabinach maszynowych.
W połowie lat trzydziestych wprowadzono nowe mundury lotnicze, w miejsce wcześniejszych koloru khaki oraz rogatywek z otokiem żółtym i takimi samymi wyłogami. Te nowe były w kolorze stalowoszarym, wzorowane krojem na ogólnie obowiązujących wówczas na Zachodzie, a czapka była z czarnym otokiem i orzełkiem otoczonym obustronnie skrzydłami husarskimi.
Przy mojej fascynacji lotnictwem wyryłem na ławce w gimnazjum fragment hymnu lotniczego: LECIEĆ, A NIE DAĆ SIĘ MIJAĆ!

Tyle o Lwowie z lotnictwem w tle.