Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Maria Mokrzycowa, WSPOMINAM MEGO WUJA, PPŁK. LUDWIKA IWASZKĘ

Załączone zdjęcie zostało zrobione 31 października 2007 roku podczas obchodów kolejnej rocznicy wyzwolenia Krakowa spod zaboru austriackiego. Uroczystości z tej okazji odbywają się corocznie w Rynku Głównym w Krakowie.
Gościem szczególnym na ówczesnych uroczystościach był Ojciec Adam Studziński, dominikanin, kapelan w II Korpusie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Miałam to szczęście, że podczas uroczystości sfotografowano mnie razem z nim; staliśmy obok siebie koło trybuny.
Uczestniczyłam w tych rocznicowych obchodach z tej racji, że mój wuj, ppłk. Ludwik Iwaszko, lwowianin, wówczas porucznik austriacki, stał na czele tego ruchu wyzwoleńczego. Za pomoc w 1918 r. Czesi dali mu do dyspozycji pociąg, którym przywiózł Polaków z austriackiego wojska do Krakowa i stacjonował w koszarach przy ul. Wielickiej. Porozumiał się też z dezerterami z Puszczy Niepołomickiej i namówił ich do pomocy przy wyzwoleniu miasta. Wieczorem 30 października 1918 r. spotkał się w Jamie Michalika z kilkoma uczestnikami Komisji Likwidacyjnej, która już dłuższy czas obradowała z Austriakami na temat opuszczenia przez nich Krakowa. Austriacy odwlekali ten moment, bo czuli się mocni w „swojej” wielkiej twierdzy, jaką był Kraków, z 12 tysiącami żołnierzy; poza tym chcieli wywieźć jak najwięcej żywności, broni i amunicji. Na spotkaniu w Jamie Michalika, w którym uczestniczyli młodzi oficerowie polscy, przedstawiciele Komisji Likwidacyjnej wybrali na głównego dowodzącego porucznika Ludwika Iwaszkę „czynem zbrojnym” w dniu 30 października.
O. Adam Studziński. Obok autorka wspomnienia
W późnych godzinach wieczornych zamknięto wszystkie wejścia na mosty, a o 6 rano wojsko, pobłogosławione przez ks. Meusa, z wujem na czele ruszyło ul. Staro­wiślną na Kraków. Żołnierze do swoich czapek przypięli biało‑czerwone kokardki, które całą noc w willi państwa Wiztackich robiły panie patriotki, m.in. siostry Bujwidówny. Do dużego oddziału wojska dołączyła ludność cywilna i bardzo dużo młodzieży. Nasze oddziały opanowały Kraków. Z gmachów publicznych żołnierze ściągali wszystkie odznaki zaborców i uwolnili więźniów politycznych. Przemaszerowali pod Pomnik Grunwaldzki, gdzie do tłumów przemówił porucznik Ludwik Iwaszko, a potem udali się pod ratusz do odwachu.
Jakiś starszy pan przyniósł sztandar Polski i ofiarował go w imieniu Towarzystwa „Gwiazdy”. Orkiestra kolejowa grała hymn narodowy, a ludzie śpiewali patriotyczne pieśni. Po godzinie 14 przed gmach zajechał generał Benigni, były komendant Twierdzy Kraków. Stanął na baczność przed sztandarem, oddał mu honory wojskowe i uścisnął dłoń porucznika Zajączkowskiego – pierwszego komendanta warty polskiej, a także dłoń porucznika Iwaszki, głównodowodzącego czynu zbrojnego, i odjechał.
Porucznik Ludwik Iwaszko wkrótce wyjechał do Lwowa, miasta, w którym się urodził, i zaraz potem wziął czynny udział w jego obronie. Został mianowany dowódcą pociągu pancernego, który stał na trasie Lwów–Przemyśl, aby odgrodzić Ukraińców od tej ważnej drogi.
W dwudziestolecie Polski porucznik Ludwik Iwaszko awansował do stopnia podpułkownika wojsk polskich. Był m.in. komendantem Twierdzy Biedrońsk. W czasie wojny był na Węgrzech, gdzie pracował przy przerzucie polskich wojskowych na zachód. Później został wzięty przez Niemców do niewoli.
Mój wuj, porucznik Ludwik Iwaszko, skończył szkołę artylerii w Pradze, wcześniej studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Odznaczał się niezwykłą charyzmą i miał zdolności przywódcze.