Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Tadeusz Olszański, GÓRKA I REWERA

Jeśli nawet przedwojenny Stanisławów był podzielony, to chyba tylko pod jednym względem. Sportowym! Na „Górkę” i „Rewerę”. Tak nazywały się dwie drużyny piłkarskie zacięcie walczące o miano najlepszej nie tylko w mieście, ale i na całym Pokuciu. I rywalizujące z taką potęgą jak Lwów, gdzie przecież polski futbol wziął swoje początki. W Stanisławowie były oczywiście jeszcze inne kluby sportowe. W sumie aż siedem. A więc jeszcze „Stanisławowianka” oraz „Raz, dwa, trzy”, z taką samą nazwą jak tytuł najpopularniejszego wtedy w Polsce tygodnika sportowego. Były też dwa żydowskie kluby sportowe „Hasmonea” i „Makabbi” oraz ukraiński „Prołom”. Piłkarze tych klubów walczyli ze sobą w ramach rozgrywek ligi okręgowej, w której występowały jeszcze kluby Kołomyi, Kałusza, Nadwórnej oraz innych miasteczek. W tych rozgrywkach wszakże nie było żadnej zaciętej polsko-
-ukraińsko-żydowskiej rywalizacji. Oczywiście każdy z tych klubów miał swoich kibiców, ale nade wszystko liczyło się, kto jest za „Górką”, a kto za „Rewerą”! Stanisławów dzielił się wtedy pół na pół i to nie tylko dlatego, że były to dwie najlepsze drużyny.
Piłkarze klubu Revera.  Lata międzywojenne
Tak się bowiem składało, że w pewnej mierze był to również podział społeczny. Górka była dzielnicą miasta za torami kolejowymi, po drugiej stronie dworca kolejowego. Schludną, kolejarską i robociarską, ale uważaną za batiarską. Sportowy klub tej dzielnicy oficjalnie nosił nazwę „Strzelec”, lecz powszechnie nazywano go Górką i kropka! „Rewera” natomiast była klubem związanym ze śródmieściem, a więc z inteligencją oraz garnizonem wojskowym. I rządzili nią oficerowie.
„Rewerę” założono w 1908 roku i była pierwszym klubem sportowym miasta. Należała do grona promotorów futbolu w pozostającej pod zaborami Polsce, a więc takich jak słynna lwowska „Pogoń” czy „Cracovia” i „Wisła”. Przybrała też nazwę od godła założycieli miasta – Potockich. „Rewera” była jednym z siedmiu klubów, które w 1920 roku, wraz z „Pogonią”, zorganizowały okręgową strukturę Polskiego Związku Piłki Nożnej we Lwowie i cały system rozgrywek, a więc od samych początków niepodległości niezwykle czynnie włączyła się w rozwój sportu. I oczywiście prowadziła różne sekcje sportowe, między innymi lekkoatletyczną, tenisową, strzelecką, siatkówki.
„Górka” też posiadała różne sekcje sportowe, między innymi coraz modniejszej koszykówki, która szybko przywędrowała do nas z Ameryki, ale w tym klubie liczyła się przede wszystkim piłka nożna. Boisko „Górki” przy zbiegu ulic Kniaziewicza i Kasprówki, w pobliżu budowanego wówczas kościoła Chrystusa Króla, było skromne, zaledwie z dwoma – trzema rzędami ławek po jednej stronie i dużą altaną pośrodku. „Rewera” posiadała natomiast przyzwoity, ogrodzony parkanem obiekt, na owe czasy prawie stadion z trybuną, przy ulicy Gołuchowskiego, za parkiem Romaszkana. O ile jednak na stadionie „Rewery” odbywały się tylko treningi należących do klubu piłkarzy, o tyle boisko „Górki” od rana do zmierzchu tętniło życiem. Zawsze pełne było okolicznych chłopaków oraz wagarowiczów. Grano po pierwsze – na bosaka, po drugie – nie wzdłuż, lecz wszerz boiska, bo wtedy naraz mogły się odbywać dwa mecze obok siebie, od 6 na 6 do 9 na 9, w zależności od tego, ilu się chętnych zebrało. A bramki wytyczano kupkami zrzuconych butów i czapek. Bywało, że dla niektórych pasjonatów futbolu kopanie piłki na „Górce” kończyło się poważnymi stratami, jak choćby dla mojego przyjaciela Tadzia Siemka, który nieopatrznie pod swoją czapką na bramce zostawił zegarek i po meczu oczywiście już go nie znalazł! Zegarek na rękę u chłopaka to wtedy było ho! ho!, ale też „Górka” nie bez kozery słynęła batiarami.
„Rewera” przez lata była lepsza od „Górki” i od 1920 aż do 1935 roku nieprzerwanie 16 razy zdobywała mistrzostwo Stanisławowa. Jej sukcesy przerwała w 1936 roku „Pogoń” ze Stryja, które to miasto miało ogromne, nie tylko sportowe, kompleksy wobec Stanisławowa. „Rewera” wróciła na tron, ale po dwóch latach stał się cud i w 1938 roku „Górka” po raz pierwszy została mistrzem. I powtórzyła sukces w następnym, ostatnim przed wybuchem wojny roku. Zaprocentowały wreszcie uganiające się po boisku „Górki” tłumy utalentowanych dzieciaków. Głównym autorem sukcesu był wszakże znakomity bramkarz „Górki” – Stanisław Kantor. To był ktoś, komu w Stanisławowie każdy się kłaniał. Chciała go nawet skaperować odgrywająca czołową rolę w polskiej piłce nożnej lwowska „Pogoń”, ale Kantor wolał swoją „Górkę” niż wielką karierę.
Ani „Rewera”, ani „Górka”, ani stryjska „Pogoń” nie wywalczyły niestety awansu do I ligi i brak reprezentanta województwa w ekstraklasie urągał ambicjom województwa i był powodem wielu zgryzot. Pocieszeniem natomiast stały się wprowadzone w 1936 roku rozgrywki o Puchar Prezydenta RP. Uczestniczyły w nich reprezentacje miast wojewódzkich. I wtedy okazało się, że Stanisławów jest lepszy od takiej potęgi jak Lwów! Aż trzy razy Lwów trafiał w tych rozgrywkach na Stanisławów i zawsze przegrywał. Niesamowite wręcz, że upalnym latem 1939 roku złożona głównie z piłkarzy „Górki” i „Rewery” reprezentacja Stanisławowa pokonała kolejno Lublin 3:1, Lwów aż 5:2, Wilno 1:0 !!! A bohaterem tych meczów był bramkarz Kantor. Do finału z Poznaniem, który 11 listopada miał odbyć się w Warszawie, niestety już nie doszło! Ale i tak był to największy sportowy sukces Stanisławowa w okresie II RP.
W czasach międzywojennego dwudziestolecia Stanisławów nie doczekał się swego piłkarza w reprezentacji Polski. Stało się to dopiero po 1945 roku. Rodowity stanisławowiak Kazimierz Trampisz od 1949 do 1958 roku jedenaście razy wystąpił w reprezentacji Polski i strzelił dla naszych barw 4 bramki. A wszystko to za sprawą Kantora. Bo Kazik Trampisz był jego siostrzeńcem i dzięki swemu wujkowi chodził na wszystkie mecze „Górki”.
– Wystarczyło powiedzieć, że pan Kantor jest moim wujkiem, i już byłem wpuszczany na mecz bez biletu – wspomina Kazimierz Trampisz, który mieszkał na Górce przy ulicy Wiejskiej 7, niedaleko boiska. – Czasem nawet wujek przywoził mnie przed meczem na boisko na ramie roweru i czułem się wtedy niesłychanie ważny. Zwłaszcza, że sadzał mnie tuż za bramką, abym dobrze widział, jak broni. Nic więc dziwnego, że i ja chciałem zostać takim sławnym piłkarzem jak mój wujek i całymi dniami kopałem piłkę z chłopakami Stanisława Kantora. Zaraz po wkroczeniu sowietów we wrześniu 1939 r. został aresztowany przez NKWD. A stało się to po przeprowadzonej u Kantora rewizji, w trakcie której znaleziono broń. Był to pistolet, jaki Kantor otrzymał w zamian za rower oddany przypadkowo spotkanemu znajomemu oficerowi, który chciał szybko przedostać się pod koniec września na Węgry, bo już był ścigany. Rewizję przeprowadzano wtedy u wszystkich mundurowych, a Kantor pracował na poczcie. Po aresztowaniu skazano go na gułag i wywieziono na Sybir. Udało mu się stamtąd przedostać do armii generała Andersa. Zginął pod Monte Cassino.
Przez półtora miesiąca Trampiszowie jechali kolejowym transportem PUR-u, ­czyli Polskiego Urzędu Repatriacyjnego, przez całą Polskę i dotarli aż do Bydgoszczy. A stamtąd w odwrotnym kierunku do Bytomia, bo dowiedzieli się, że w tym mieście nie tylko gromadzą się stanisławowiacy oraz Iwowiacy, ale również ściągają piłkarze z Kresów. I rzeczywiście całe grono lwowskich futbolistów z Ryszardem Koncewiczem na czele założyło w Bytomiu klub sportowy „Polonia”. I do tego klubu, naprzód do juniorów, a potem błyskawicznie do pierwszej drużyny trafił Kazimierz Trampisz. I wraz z Leszkiem Buczmą stał się jej silnym punktem. „Polonia” Bytom z Trampiszem i Buczmą dwukrotnie w latach 1954 i 1962 zdobyła mistrzostwo Polski, pięciokrotnie zaś wicemistrzostwo.
Tak się też złożyło, że sukcesy „Polonii” Bytom i Trampisza bardzo starannie opisywano na łamach katowickiego „Sportu”, którego naczelnym redaktorem był Tadeusz Bagier. Też ze Stanisławowa! Był synem profesora Seminarium Nauczycielskiego i Szkoły Ćwiczeń Władysława Bagiera, zamordowanego przez Niemców w Czarnym Lesie wraz z trzystoma nauczycielami i przedstawicielami polskiej inteligencji. Tadeusz Bagier zdał maturę w 1937 roku w gimnazjum im. Piłsudskiego, grał w piłkę nożną w „Rewerze”. Jako dziennikarz zdążył jeszcze zadebiutować w Stanisławowie, w wydawanej tam po wejściu sowietów gazecie „Prikarpackaja Ukraina”, ale z rodziną już w maju 1945 roku znalazł się w Katowicach i został redaktorem naczelnym miejscowego „Sportu”. Szybko też ze skromnego, lokalnego pisma stworzył ogólnopolski, opiniotwórczy dziennik sportowy o najwyższym nakładzie w kraju! A pomagał mu w tym drugi stanisławowianin, też sportowy dziennikarz pełna gębą, Zbigniew Dobrowolny. On z kolei jeszcze jako uczeń I gimnazjum im. Romanowskiego pisał sprawozdania z meczów „Górki” i „Rewery” do wychodzących w Stanisławowie „Wiadomości Sportowych”, a po maturze został redaktorem tego pisma. I nie krył swojej sympatii raczej do „Górki”, o czym zdążył mi swego czasu nieco opowiedzieć. Ba, w niejednej sentymentalnej rozmowie o stanisławowskich czasach redaktor Dobrowolny twierdził, iż gdyby nie wojna, to właśnie „Górka”, a nie „Rewera” awansowałaby do ekstraklasy, bo miała mnóstwo utalentowanej młodzieży. Batiarskiej, a ta najlepiej grała w nogę. Dobrowolny wziął udział w kampanii wrześniowej, 6 lat spędził w stalagach niemieckiej niewoli. A kiedy wrócił do kraju w 1947 roku, Bagier ściągnął go do swojej redakcji i mianował zastępcą redaktora naczelnego. Był cenionym specjalistą lekkiej atletyki. Bagier razem z Dobrowolnym kierowali katowickim „Sportem” do 1969 roku, a więc przez blisko ćwierć wieku, co było jak na owe czasy nie tylko w Polsce wyjątkowym rekordem! Napisał też Dobrowolny krótką historię stanisławowskich bojów opublikowaną na łamach Encyklopedii Fuji.
Tak więc „Górka” i „Rewera” zaznaczyły w pewnej mierze swoją obecność we współczesnym polskim sporcie. A wręcz przepięknym akcentem stało się zaproszenie Kazimierza Trampisza w październiku 2009 roku do Lwowa, aby z okazji pierwszego meczu odrodzonej dzięki tamtejszej mniejszości polskiej „Pogoni” dokonał inauguracyjnego kopnięcia piłki. Jakże inaczej, skoro było to spotkanie z „Polonią” Bytom. Grę „Pogoni” wszakże wznowił nie kto inny jednak, a rodowity stanisławowiak!