Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Adam Trojanowski, TAK BYŁO W MOIM MIEŚCIE

Już niewielu ludzi pamięta nawet te najznamienitsze wydarzenia, jakie miały miejsce na terenie naszego miasta. Jednym z nich była impreza, którą warto przypomnieć, miała bowiem wymiar europejski. Wydarzeniem tym był uliczny wyścig samochodowy, jaki miał miejsce we wczesnych latach trzydziestych. Był on czymś w rodzaju takiej imprezy, jaka miała miejsce wówczas tradycyjnie w Monte Carlo. Wyścig odbywał się tam jednak chyba po ulicach o jezdni płaskiej, podczas gdy we Lwowie trasa przebiegała po ulicach nie tylko krętych, ale też o wybitnym dodatnim oraz ujemnym pochyleniu. Fakt ten czynił imprezę nie tylko ciekawszą, ale wręcz sportowo atrakcyjną.
Miasto przygotowywało trasę bardzo starannie, usuwając wszelkie nierówności jezdni, obstawiając także zakręty oraz inne miejsca niebezpieczne dla zawodników jak i widzów materacami z prasowanej słomy. Ponad ulicami poprowadzono w pewnych miejscach drewniane mosty, tak by został zapewniony normalny ruch pieszy odnośnych mieszkańców, którzy mogli docierać do odpowiednich miejsc ponad czynną w danej chwili trasą.
Jest oczywiste, że impreza powodowała duże zainteresowanie, ale także i kłopoty z zapewnieniem regularnie odbywających się jazd treningowych, przy równoczesnym ruchu ulicznym. Jazdy te odbywały się bardzo wcześnie rano, kiedy to ruch był jeszcze skromny. Fakt faktem, że część ludności Lwowa była w ten sposób budzona wcześnie potężnym rykiem ścigających się maszyn. No, ale jak wiadomo, coś za coś!
Pojazdy biorące udział w wyścigu były typowymi samochodami sportowymi, o długiej przedniej części karoserii, kryjącej potężny silnik, z ciasnym kokpitem w części końcowej oraz specjalnym „ogonem” poza nią, mającym zapewnić stabilizację aerodynamiczną. Były przeważnie koloru białego, oznaczone dużymi cyframi dla identyfikacji. Posiadały koła szczególnie szeroko rozstawione, by zapewnić utrzymywanie kierunku, szczególnie na ostrych zakrętach. W imprezie brali udział kierowcy formatu europejskiego, jak Włoch Caracciola, Niemiec Stuck oraz Czech Buek, a z polskiej strony niezmordowany Riper z Krakowa oraz jedyna kobieta, pani Konopacka.
Trasa przebiegała z grubsza prostą i płaską ulicą Pełczyńską, następnie po kilku zakrętach na placu B. Prusa oraz placu św. Zofii skręcała ostro pod górę w ul. Stryjską. Po osiągnięciu szczytu góry następował kręty zjazd ul. Kadecką, by po kolejnym ostrym zakręcie przy remizie tramwajowej pojazdy mogły wrócić na trasę w ul. Pełczyńskiej. Ile takich „rund” miały wykonać pojazdy, tego nie pamiętam, ale było ich na pewno wiele.
W najciekawszych miejscach znajdowały się trybuny dla widzów oraz odcinki ulic zapewniające widzom bezpieczeństwo. Sytuacje były różne i tak np. podczas wykonywania zakrętu z placu św. Zofii w ul. Stryjską niektórymi pojazdami obracało tak, że musieli na moment zatrzymać pojazd, by uzyskać ponownie właściwy kierunek jazdy. Oprócz niesamowitego ryku pojazdów nad trasą górował charakterystyczny zapach gorącego smaru, jakim był olej rycynowy.
Nie pamiętam oczywiście, jakie były wyniki tych kilkugodzinnych zawodów, jednak wspomniany Caracciola był zawsze na czele. Opisana impreza nie miała miejsca już w drugiej połowie lat trzydziestych. Przypuszczam, że przyczyną tego były finanse Miasta, które nie mogły jej sprostać.