Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

NOWE KSIĄŻKI

Książka, o której tu mowa, nie jest w zasadzie „do czytania” przez nie-historyka, nawet zainteresowanego dziejami polskich ziem południowo-wschodnich. Jest natomiast niezwykle cennym dokumentem rozwoju cywilizacyjnego obszaru, odciętego przez ponad 3 i pół wieku od kontaktu z Królestwem Polskim – od czasu pamiętnego najazdu księcia kijowskiego Włodzimierza Wielkiego w 981 r. Książką tą jest praca Elżbiety Dybek pt. Lokacje na prawie niemieckim w Ziemi Przemyskiej w latach 1345–1434 (wyd. Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 2004).

Dawna Ziemia Przemyska, jak pamiętamy, to nie to co dziś – pisaliśmy o niej w CL 1/03. Historyczna Ziemia Przemyska sięgała na zachodzie po Rzeszów, a na wschodzie obejmowała Sambor, Drohobycz, Stryj. Za nią, na wschód rozciągała się Ziemia Lwowska, na płd. wschód Ziemia Halicka, od płd. zachodu Ziemia Sanocka, od północy Chełmska.

Dzieło europeizowania tych ziem podjął już Kazimierz Wielki, a w omawianym okresie ok. 90 lat kontynuowali ks. Władysław Opolczyk, król Ludwik Węgierski i jego córka, królowa węgierska Maria* (ci troje działali na rzecz Węgier!), a wreszcie Władysław Jagiełło. W sumie w okresie tym prawa niemieckie nadano 104 miejscowościom, w tym 98 – wiejskie, a szesnastu miejskie. W tym – leżącym dziś poza jałtańską granicą: Drohobyczowi (między 1382 a 1402), Felsztynowi (między 1374 a 1400), Krakowcowi (1425), Mościskom (1404), Nowemu Miastu (przed 1416), Samborowi (przed 1386), Sądowej Wiszni (1386), St. Samborowi (przed 1425), Stryjowi (przed 1431), zaś w obrębie dzisiejszej RP: Przemyślowi (ks. Lew 1320, 1389), Rzeszowowi, Jarosławowi, Leżajskowi, Radymnu i Krzywczy. Warto zauważyć, że za czasów ruskich prawa miejskie otrzymał tylko Przemyśl (a może i Rzeszów, niepewne).

Zwrócmy uwagę, że nadanie praw miejskich dotyczyło problematyki organizacyjno-prawnej zarządu i mieszkańców miasta, natomiast nie wiązało się od razu z powstaniem jego planu przestrzennego. Budowa miasta z szachownicą ulic i rynkiem pośrodku – co pokazujemy w kolejnych numerach CL – była kwestią wielu lat. Takie plany regulacyjne miast powstały oczywiście już po powrocie omawianych ziem do Polski.

Pozostaje wyjaśnienie: dlaczego prawa niemieckie? Odpowiedź jest prosta: nasz kraj leżał (i nadal leży) na wschodnich rubieżach Europy. Cywilizacja docierała więc na wschód później. Korzystaliśmy przeto z osiągnięć krajów wcześniej rozwiniętych, a dla nas najbliższe były Niemcy. Problem ten omawialiśmy w CL 2/03

* siostra Królowej Jadwigi

— Miarą ciągłego wzrostu zainteresowania rodaków Lwowem jest częstotliwość ukazywania się coraz to nowych przewodników po mieście i regionie. Całkiem świeżo znane wydawnictwo Pascal wypuściło Lwów i okolice, napisane przez Jacka Tokarskiego (Bielsko-Biała 2005). Przewodnik został napisany przez Polaka dla Polaków, co oznacza, że oszczędzono nam informacji o sprawach mało nas interesujących, a nawet kłamliwych, jak to spotkaliśmy w innym z niedawno wydanych bedekerów.

Natomiast – co notujemy z żalem – nie zostały przez autora bodaj krótko scharakteryzowane czasy najwcześniejsze, nie padła nazwa prapolskiego plemienia Lędzian, które zamieszkiwało te tereny przed podbojem księcia Włodzimierza i napływem ludności ruskiej z ziem ukrainnych, uchodzącej przed Mongołami. Autora tłumaczy oczywiście fakt, iż najnowsze badania naukowe uporczywie nie są rozpowszechniane.

Zasadniczy wątek narracji przeplatany jest ramkami, w których zamieszczono dodatkowe informacje, ciekawostki i anegdoty, a nawet przepisy. Cennym dodatkiem jest lwowskie who is who, nieporównywalnie bardziej sensowne niż to w Encyklopedii Kresów, niedawno w CL omawianej.

Z okolic Lwowa omówiono ważniejsze turystycznie miejscowości, głównie w wojew. lwowskim i parę z sąsiednich: zabytkowe miasta (Żółkiew, Drohobycz, Sambor, Brzeżany, Złoczów, Zbaraż, Bóbrka). zamki (Stare Sioło, Olesko, Podhorce, Świrz, Wiśniowiec), a wreszcie Krzemieniec.

— Ukazała się biograficzna książka o czołowym Obrońcy Lwowa 1918 r.: Pułkownik Czesław Mączyński 1881–1935 (Wydawnictwo „Trio”, Warszawa 2004).Napisał ją Jacek Miliński, o którym na ostatniej stronie okładki czytamy: Pietyzm i ogrom pracy badawczej Jacka Milińskiego winien spotkać się z uznaniem Czytelnika. Zwłaszcza tego, który dosyć ma syntetycznych ujęć nie poprzedzonych pracami analitycznymi...

Czesław Mączyński urodził się jako syn nauczyciela w Kaszycach w pow. jarosławskim, a więc w kręgu promieniowania Lwowa. Do gimnazjum uczęszczał w Jarosławiu, a potem wstąpił na studia filologiczne na Uniwersytecie Lwowskim. W r. 1910 podjął zawód pedagoga w gimnazjum przemyskim.

Pracę niepodległościową rozpoczął już w latach szkolnych, rozwinął w czasie studiów, a uwieńczył ją w praktyce swoim udziałem w Obronie Lwowa, jako jej czołowy animator i przywódca.

Trudno tu streszczać działania i losy Brygadiera Mączyńskiego, są one na ogół znane. Doszedł tylko do stopnia pułkownika, a będąc w opozycji do Piłsudskiego, nie został generałem, co mu się – z uwagi na dokonania i kompetencje – należało. Po zakończeniu I wojny pozostał jeszcze w wojsku do 1929 r., a z początkiem lat trzydziestych opuścił Lwów i osiadł pod Brzeżanami jako kolonista. Tu warto zacytować fragment zakończenia książki:

[...] Jedyną sprawą, której poświęcił się bezgranicznie do końca swoich dni, było upamiętnienie Obrony Lwowa. Brał udział w większości listopadowych obchodów, patronował wszelkim inicjatywom zmierzającym do utrwalenia dla przyszłych pokoleń wysiłku Orląt. Wiele trudu włożył w prace nad budową Cmentarza Obrońców Lwowa. Z równym zaangażowaniem uczestniczył w uroczystościach zadwórzańskich. Jako członek honorowy zasiadał we władzach wielu organizacji społeczno-kombatanckich.

Na ziemi brzeżańskiej nie znalazł jednak upragnionego spokoju. Nadal był symbolem polskiego Lwowa. Szowiniści ukraińscy niszczyli mu plony, podpalali gospodarstwo. Mimo to z Wierzbowa nie wyjechał. Pokonała go choroba. Zmarł przedwcześnie we Lwowie w wieku pięćdziesięciu czterech lat – i zgodnie z ostatnią wolą – spoczął na Cmentarzu Orląt. Nie zdecydował się na założenie rodziny. [...] Ostatnie lata spędził w zupełnym osamotnieniu. Żył skromnie, a niewielki majątek, jaki posiadał, przekazał na cele społeczne. Po śmierci został pochowany w kwaterze zadwórzańskiej, wśród prostych żołnierzy, a nie w alei wodzów. [...]

Z przykroścą wypada odnotować fakt, że nadal w stosunkach polsko-ukraińskich polityka kładzie się cieniem na historii. Wydarzeń sprzed ponad 80 lat nie sposób odmienić, można co najwyżej sfałszować ich przebieg. Ta droga nie prowadzi jednak do porozumienia [...]. Jak memento zatem brzmią ostatnie słowa brygadiera: „Brońcie Lwowa...” Autor niniejszej pracy przyłącza się do tego wezwania, pozwalając sobie na niewielką trawestację: brońmy prawdy o polskim Lwowie, którego najlepszą częścią jest postać brygadiera Czesława Mączyńskiego! Nikt nas w tym nie wyręczy, a jeśli nie my, to kto...

— W czasie niedawnej bytności w Warszawie wstąpiliśmy do Księgarni Wojskowej przy Krakowskim Przedmieściu (do kilku innych też) i zauważyliśmy tam kilkadziesiąt książeczek w identycznych okładkach, wchodzących do serii pn. Zarys historii wojennej pułków polskich w kampanii wrześniowej, w ramach Biblioteki Historycznej Sztabu Generalnego WP. Wśród nich znaleźliśmy trzy dla nas szczególnie ciekawe: 49 Huculski Pułk Strzelców, autorstwa Ryszarda Brykowskiego (wyd. Oficyna Wydawnicza „Ajax”, Pruszków 1992); 39 Pułk Piechoty Strzelców LwowskichMacieja Kozubala (wyd. jw., 1996) oraz 11 Karpacki Pułk Artylerii LekkiejPiotra Zarzyckiego.

Z pierwszego dowiedzieliśmy się, że 49 HPS wchodził w skład 11 Karpackiej Dywizji Piechoty, a miejscem jego postoju od czerwca 1921 r. była Kołomyja. Jednak nazwę Huculskiego otrzymał dopiero w 1938r. We wrześniu ’39 pułk walczył z Niemcami nad Wisłoką, potem został przeniesiony w rejon Przemyśla, Rawy Ruskiej i Mościsk. Bardzo przerzedzony w walkach znalazł się 20 IX we Lwowie, a na skutek znanych wydarzeń po 17 września – resztki przeszły na Węgry.

Natomiast 38 PPSL stał od 1921 r. w Przemyślu, był jednak ściśle związany ze Lwowem, a jego świętem pułkowym był dzień 22 listopada – na pamiątkę oswobodzenia Lwowa w 1918 r. We wrześniu ’39 pułk podjął walkę z Niemcami w rejonie Dunajca, na południe od Tarnowa. Następnie bił się nad Sanem na linii Przemyśl-Bircza, w końcu między Jaworowem a Lwowem. Nie udało się uderzenie na linii Brzuchowice-Hołosko. Jeden z batalionów walczył w rejonie Starego Sambora, w końcu został zmuszony do wycofania się i przejścia na Węgry przez przełęcz Użocką.

Wreszcie 11 KPAL został sformowany z dywizjonów, które stacjonowały w Kamionce Strumiłowej oraz w Gajach Wielkich k. Tarnopola. Od 1921 r. cały pułk stał się garnizonem Stanisławowa, a jego święto pułkowe wypadało 2 czerwca, w rocznicę walki stoczonej z bolszewikami w 1920 r. pod Obodówką. We wrześniu ’39 pułk został skierowany pod Bochnię, później jednak podzielił się. Jedna z baterii walczyła pod Jarosławiem, jednak przy wycofywaniu się natrafiła na sowietów, którzy wzięli pozostałych żołnierzy z dowódcą do niewoli. Inne baterie walczyły w rejonie Jasła, poczem wycofały się ku Przemyślowi. Po walkach w rejonie Sądowej Wiszni baterie wycofały się do lasów janowskich, potem do Brzuchowic i Hołoska (18–20 IX). Tam w rejonie sanatorium wykonano kilka natarć na Niemców, jednak bezowocnie. Na rozkaz gen. Sosnkowskiego zniszczono resztę dział, a niedobitki żołnierzy KPAL dostały się do Lwowa. Żołnierze dostali się do niewoli sowieckiej, część dowództwa została zamordowana przez NKWD.

— W CL 4/04 opisywaliśmy odsłonięcie pomnika Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Obecnie inicjator i realizator pomnika – Towarzystwo Pamięci Narodowej im. Pierwszego Marszałka Polski w Krakowie – wydało książeczkę pt. Pamięć Narodowa z artykułami własnymi oraz zebranymi przez prezesa Towarzystwa i głównego animatora postawienia pomnika Jerzego Korzenia.

W książeczce została utrwalona przez autora niełatwa historia realizacji pomnika (dobrym pomysłem – dla historii – było zamieszczenie listy członków Rady Miasta z zaznaczeniem, kto głosował za lub przeciw pomnikowi, a następnie za lub przeciw użyciu słowa ludobójstwo. Ci pierwsi byli na szczęście liczniejsi). Prof. Ryszard Szawłowski omówił istotę ukraińskiego ludobójstwa wobec polskiej ludności cywilnej. Dalej znalazły się ciekawe artykuły: Skąd się wzięła Ukraina oraz Żołnierskie wspomnienia itd. Zamieszczono kopie korespondencji w sprawie budowy pomnika, teksty przemówień w czasie odsłonięcia
i liczne fotografie. (DTS)

— Wydawnictwo Naukowe Akademii Pedagogicznej w Krakowie daje kolejne tomy studiów i szkiców pt. Od strony Kresów. Nie znamy części pierwszej, mamy natomiast przed sobą część drugą, pod redakcją Haliny Bursztyńskiej (Kraków 2000).

Jedna z recenzentek tomu, prof. Elżbieta Feliksiak, napisała: [...] Książka w sposób istotny wzbogaca wiedzę o tej tak mało jeszcze zbadanej – mimo licznych publikacji w ciągu lat ostatnich – dziedzinie, jak kultura polska na dawnych Kresach Wschodnich [...]. Zdanie to trafia w sedno, ponieważ ta myśl właśnie leży u podstaw idei powołania do życia Instytutu Polskiego Dziedzictwa Historii i Kultury Kresów Wschodnich.

Książka (prawie 400 stron) zawiera 19 prac na tematy historyczne, biograficzne oraz literaturo-, praso- i językoznawcze. Z tych nas najbardziej zainteresowały: Renaty Stachury o lwowskiej działalności literackiej Adama Bełcikowskiego, Marii Konopki o lwowskiej serii Biblioteka Mrówki z lat 1869–1913, Henryki Kramarz o zakładach opiekuńczo-wychowawczych dla dzieci i młodzieży we Lwowie na przełomie XIX/XX wieku, Władysława Kolasy o współczesnej prasie kresowej w kraju i za granicą. Pozostałe prace dotyczą w większości kultury polskiej Wileńszczyzny.

Opracowanie W. Kolasy już po raz drugi ukazuje się w wydawnictwie AP – po raz pierwszy w 1997 r. Trochę dziwi, że temat nie został uaktualniony, bo w ciągu 8 lat dużo się zmieniło.

— Przed rokiem zamieściliśmy w CL (3/04) Rozmowę na temat lwowskiej rzeźbiarki Jadwigi Horodyskiej (1905–1973). Przy okazji poinformowaliśmy, że we Lwowie powstaje monograficzna książka o tej artystce, a podjął ją historyk sztuki Jerzy (Jurij) Smirnow. Pamiętamy, że ten sam autor wydał niedawno monografię lwowskiej Katedry Ormiańskiej. Publikuje też artykuły na łamach „Gazety Lwowskiej”.

W tym roku wspomniana książka ukazała się pt. Jadwiga Horodyska. Życie i twórczość artystyczna (Lwów 2005). Opracowanie ujęte jest chronologicznie. Autor po krótkim omówieniu środowiska,
z którego wyszła, oraz studiów opisuje kolejno liczne dzieła, tworzone głównie dla kościołów. Smirnow pisze o latach 30.: Można stwierdzić, że przez ten zaledwie siedmioletni okres czasu utwierdziła się ona jako artystka kościelna, znana w całej Polsce i ceniona przez hierarchów, jak abp. J. Teodorowicz, abp. B. Twardowski, bp. E. Baziak. Jej rzeźby zdobiły świątynie na terenie całego kraju, od Lwowa po Katowice i Hel. Dodajmy, że po wojnie do listy owych hierarchów doszli kardynałowie Adam Stefan Sapieha i Karol Wojtyła.

Jednak nie tylko rzeźba kościelna wychodziła spod dłuta Horodyskiej. Były też liczne portrety rzeźbiarskie, w tym np. przed wojną popiersie inż. J. Kremera*, a po wojnie kardynała Sapiehy i znanego lekarza krakowskiego dra Mariana Ciećkiewicza. Była też słynna Herodiada**, kilka aktów, prace konkursowe na pomniki itd.

Z satysfakcją notujemy, że w tekście książki parokrotnie pojawiają się odniesienia do rozmowy o J. Horodyskiej, przeprowadzonej w naszym kwartalniku.

Autor zamieścił streszczenie swojej pracy
w „Gazecie Lwowskiej” 16 i 17/05.

* Informację tę dedykujemy p. Barbarze Rydel-Hetnał, która na naszych łamach pisała o Kremerówce pod Chodorowem.

** O Herodiadzie pisaliśmy w CL 3/04. Warto wspomnieć, że fotografię tej rzeźby przysłano nam ostatnio z Chicago, gdzie jest eksponowana w tamtejszym Muzeum Polskim w szklanej gablocie.

— Bardzo ciekawym wydawnictwem – z treści i formy – jest książka dwóch autorów: dziadka i wnuka, Maurycego i Leszka Allerhandów, pt. Zapiski z tamtego świata. Rzecz w tym, że dziadek nie może nic wiedzieć o tej książce, bo jako Żyd został zamordowany przez Niemców w 1942 r. Notował natomiast swoje przeżycia, zaś wnuk po latach dopisał swoje chłopięce wspomnienia z tamtego czasu. I tak w książce następują zapiski dziadka i pamiętnikarskie komentarze wnuka. Allerhandowie byli zasymilowaną rodziną polską wyznania mojżeszowego.

Maurycy Allerhand (1868–1942) był adwokatem i profesorem prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, członkiem Komisji Kodyfikacyjnej RP oraz członkiem Trybunału Stanu RP. Leszek Allerhand (ur. 1932), syn Joachima, doktora praw, jest lekarzem w Zakopanem.

Treść książki dotyczy dramatycznych lat II wojny, przeżytych przez rodzinę Allerhandów częściowo w lwowskim getcie, częściowo w różnych kryjówkach, w grobowcach na Cmentarzu Łyczakowskim, a doraźnie w prywatnych mieszkaniach.

Z omawianej książki można się wiele dowiedzieć o sytuacji – nie tylko Żydów – we Lwowie tamtego czasu, o stosunkach wtedy panujących. Warto przeczytać.

— Przed paroma laty informowaliśmy o wspomnieniach spisanych przez Annę Gołasiową (Dzieje jednej rodziny, CL 1/99).
I oto niedawno jej siostra, najmłodsza z trzech córek lwowskiej rodziny Furgalskich, Krystyna Morawska, wydała swoje: Ciekawe czasy, ciekawi ludzie (Kraków 2003).

Wspomnienia K. Morawskiej zaczynają się od historii rodziny – po mieczu i po kądzieli – od końca XIX wieku, po czym następuje opowieść o jej własnym życiu, poczynając od lat 20. do końca XX wieku – a więc 100 lat i pięć pokoleń lwowskiej familii. Z tego połowa już poza rodzinnym miastem. Przez kilka dziesiątków lat życia autorki zmieniają się – jak to w tych skomplikowanych czasach – miejsca pobytu, otoczenie bliższe i dalsze, zajęcia i sytuacja materialna, a na tym tle życie osobiste, uczuciowe, rodzinne, zawodowe. Autorka urodziła się we Lwowie – rodzina była zamożna – i pozostała tam niemal do końca okupacji niemieckiej. Uczęszczała do szkoły Sacre Coeur, na wakacje wyjeżdżano do Jastrzębiej Góry, gdzie rodzice mieli willę, lub do Worochty. Po wybuchu wojny zmieniło się wszystko: ojciec zamordowany przez sowietów, ucieczka przed wywózką – do Kołomyi i Drohobycza. Okupacja niemiecka – praca w perfumerii i nauka na tajnych kompletach. Wyjazd ze Lwowa nastąpił w 1944 r. – kolejno Dębica, Rzeszów, w końcu od 1945 – Kraków (to już 60 lat w tym mieście!). Małżeństwo (mąż oficer, kombatant II wojny), studia geologiczne na AGH i praca w tej dziedzinie. Dwoje dzieci, wnuki.

Szczególnie dużo miejsca poświęca autorka swoim podróżom – to jej pasja. W tym miejsca szczególne: Rzym, Ziemia Święta, Lourdes, Fatima, Ostra Brama. I Lwów.

— Od Czytelnika p. Tadeusza Jóźkowa, zamieszkałego dziś w Miliczu, otrzymaliśmy tomik wierszy, pozostawionych przez jego ojca, Franciszka Jóźkowa (1902–88), rodem z Chorostkowa k. Kopyczyniec, który po kilkuletniej pracy w Kanadzie zakupił ziemię w pobliskich Deryłozach. Był założycielem i prezesem Polskiego Zwiąku Strzeleckiego, z jego inicjatywy rozpoczęto budowę Polskiego Domu Ludowego w Celejowie.

Wiersze ojca wydali jego dwaj synowie, Tadeusz i Jan, pt. Moja rzeka coraz dłuższa (Wrocław–Żmigród, 2005). Wszystkie opiewają ojczyste Podole, przepełnione są miłością i tęsknotą za rodzinnymi stronami.

Ucrainica

— Potrzebne, ale dość dziwne wydawnictwo ukazało się ostatnio we Lwowie: obszerny (ok. 320 stron, ale niewielki formatem) album dokumentujący zdjęciami i opisami kościoły rzymskokatolickie w Małopolsce Wschodniej. Autorami są ks. bp Marian Buczek oraz Ihor Sedelnyk, ale kto napisał teksty, a kto fotografował, tego nie doczytaliśmy się. I. Sedelnyk, jak napisano, jest wykładaczem w Seminarium Duchownym (co wykłada?). Tytuł brzmi: Archidiecezja Lwowska obrządku łacińskiego. Opowieść ilustrowana. Tom 1. Parafie, kościoły oraz kaplice (obw. lwowski)). Wydawcą jest Kuria Archidiecezjalna (Lwów 2004).

Nasze zdziwienie dotyczy języka: wszystko po ukraińsku. Jedynie tytuł i nazwy miejscowości napisano dwujęzycznie. Dla kogo więc jest przeznaczone to wydawnictwo? Jeśli dla wiernych Kościoła obrządku łacińskiego, to należy to potraktować jako kolejny przejaw ukrainizacji społeczności polskiej. Takiego jednak lekceważenia polskości większości wiernych nie spodziewaliśmy się po pierwszym z autorów.

Zawsze nas zastanawia: Polacy w Anglii, Ameryce, Francji mają swoje kościoły, gdzie używa się języka polskiego. Dlaczego takie cywilizowane podejście nie jest respektowane na Wschodzie?
A przecież po wschodniej stronie istnieją większe podstawy, by narodowość i jej język honorować. Po pierwsze: Polacy na Wschodzie to autochtoni, a nie imigranci; po drugie: ich bohaterskie wytrwanie przy wierze i polskości nie znajduje żadnej analogii na Zachodzie; po trzecie: jakże blisko są – w przeciwieństwie do tamtych – swojej Macierzy.

Czy Kościół w tamtych regionach koniecznie chce wziąć na swoje sumienie hstoryczną „zasługę” ostatecznego dobicia polskości? Pogratulować.

— We Lwowie nabyliśmy niewielką książeczkę autorstwa Iriny Kotłobułatowej (w jęz. ukraińskim) pt. Lwiwski skarbnicy – rzecz o lwowskich bankach do II wojny światowej (wydawnictwo „Piramida”, 2002). Opracowanie jest rzeczowe i choć nazwa Polski tam nie pada, to jednak przez sam temat polskość przebija przez wszystkie strony książki, łącznie z ilustracjami. Co ważne, autorka dając spis banków z lat 1841–1939 szereguje je według ulic, zachowując ich polskie nazwy (jedynie zniekształcone przez przekład na ukraiński – np. Akademiczna, Batorija, a nazwy aktualne podaje w nawiasach).

Autorka omawia historię bankowości we Lwowie od przełomu XVI/XVII w. Padają nazwiska Kampianów, Syksta (od którego ul. Sykstuska), Alembeka, Korzeniowskiego, Siemiradzkiego, Groswajera, a także burmistrza Zimorowicza, arcybiskupów Twardowskiego (XVII w.), Zielińskiego – niestety brak wyjaśnienia ich polskości (określenia Ukraina, ukraiński też nie padają ani razu*). Zaszczytu wymienienia narodowości dostępują jedynie Ormianie, gdy mowa o ich bractwach we Lwowie i innych miastach: Brzeżanach, Horodence, Śniatynie, Stanisławowie, Tyśmienicy, Jazłowcu.

W XIX w. pojawiają się nazwiska Hausnerów (pisaliśmy o tym bankierskim rodzie w CL 1 i 3/99, 1/02) oraz szereg innych o niemieckim brzmieniu, co nie może dziwić, bo tak było w całej Polsce i nie tylko).

W książeczce omówiono i zilustrowano budynki bankowe, pokazano fotografie wybitnych działaczy gospodarczych (Stanisław Szczepanowski, Zdzisław Marchwicki. Maurycy Lazarus itd. – znowu nie podając narodowości). Na ilustracjach znajdujemy także podobizny pieniędzy używanych w ciągu wieków, zarówno monet, jak i papierowych (te drugie tylko polskie). Wśród monet zauważamy dwie najstarsze, określone jako denar ruski i grosik ruski (z lat 1333–1370), oba oczywiście z inicjałami Kazimierza Wielkiego (KPR – Kazimierz Poloniae Rex). Potem monety z kolejnymi królami polskimi, aż po Sobieskiego.

W spisie wykorzystanej przez autorkę literatury na 15 pozycji – 9 to tytuły polskie.

* Autorka jest zapewne Rosjanką.

Danuta Trylska-Siekańska (DTS)
Elżbieta Mokrzyska