Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017

NOWE KSIĄŻKI

• Książka, o której niżej mowa, wpisuje się w coraz bogatszą serię prac o Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Niedawno (CL 3/07) pisaliśmy o dziejach uczelni z lat ostatnich – międzywojennych i wojennych (1918–1946), spisanych przez prof. J. Drausa, nieco dawniej (CL 4/03) omawialiśmy pierwszą z serii monografii poszczególnych fakultetów UJK – ks. prof. J. Wołczańskiego o Wydziale Teologicznym.
Teraz dostaliśmy książkę Adama Redzika: Wydział Prawa Uniwersytetu Lwowskiego w latach 1939–1946 (wyd. Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 2006). Książka ta wpisuje się niejako w obie wspomniane serie, bo z jednej strony wzbogaca temat książki prof. Drausa na czasowym odcinku II wojny, z drugiej strony tworzy kolejne, choć częściowe, omówienie następnego fakultetu UJK – Wydziału Prawa.
O ile książka prof. Drausa stanowi dostępną dla szeregowego czytelnika opowieść o dziejach całego Uniwersytetu lwowskiego, a punkt ciężkości kładzie w dużej mierze na omówieniu życiorysów i trudnych losów wojennych i powojennych jego profesorów, o tyle książka A. Redzika – dotycząca tylko jednego wydziału – stanowi bardzo pogłębiony owoc żmudnych badań mało dotąd znanych lub całkiem nieznanych dokumentów, przechowywanych zarówno w RP, jak i za obecną wschodnią granicą, a także licznych opracowań, relacji i pamiętników z czasów współczesnych. Tym samym przeznaczona jest raczej dla specjalistów i osób szczególnie zainteresowanych dziejami Lwowa i jego kultury.
Opracowany przez A. Redzika okres II wojny składa się z paru nierównych czasowo i jakościowo faz i etapów, a to:
- końcowa faza międzywojennej działalności UJK – do czasu zajęcia Lwowa przez sowietów we wrześniu 1939 i przekształcenie charakteru uczelni (październik–grudzień ‘39);
n etap merytorycznej i organizacyjnej rusyfikacji uniwersytetu w czasie I okupacji sowieckiej (1940 – do połowy 1941);
- kospiracyjny etap działania fakultetów w czasie okupacji niemieckiej (połowa 1941 – połowa 1944);
- faza rewitalizacji wydziałów w warunkach II okupacji sowiecko-ukraińskiej, zakończona ostateczną likwidacją polskości uniwersytetu i zachodnioeuropejskiego charakteru wydziału prawa oraz ekspatriacją większości polskiej kadry naukowej (1945, 1946).

Dla każdego z etapów autor kreśli bogato potraktowane tło: informacje ogólne i polityczno-społeczne, dane o strukturze, organizacji i dydaktyce, o programach naukowych, o organizacjach studenckich, biliotekach, administracji itd. Znajdujemy informacje o kadrze naukowej, o prześladowaniach i eksterminacji, wreszcie o ekspatriacji. Autor poruszył więc ogromną ilość wątków, do których ustosunkowuje się niezwykle rzetelnie i dogłębnie.

• Problem dziedzictwa zabranych Ziem Wschodnich staje się coraz żywszy w naszym społeczeństwie, także w części kręgów młodzieży. 17 września br. usłyszeliśmy w TV, że 51% Polaków nadal uważa Ziemie Utracone jako polskie. Ogrom problematyki związany z historią, kulturą i ludźmi tamtych Ziem spowodował nasze starania o utworzenie w Polsce stosownego instytutu i – pomimo chwilowej stagnacji – wierzymy, że placówka taka powstanie.
Póki co, z satysfakcją witamy organizowanie sesji oraz wydawanie książek, które świadczą o zaangażowaniu się licznych instytucji (uczelni, instytutów, stowarzyszeń), historyków i innych ludzi kultury przedmiotową problematyką, by zgłębić prawdę i przybliżyć ją społeczeństwu. Właśnie całkiem ostatnio otrzymaliśmy ze Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” w Opolu (serdecznie dziękujemy!) niezwykle ciekawą książkę pt. Powojenne losy inteligencji kresowej, zawierającą materiały z konferencji naukowej, która odbyła się w Opolu w listopadzie 2005 r. (Wydawnictwo Instytut Śląski, Opole 2007). Redaktorem pracy zbiorowej jest Elżbieta Trela-Mazur.
„Wspólnota Polska” zaprosiła na swoją konferencję 16 osób – historyków, publicystów, literatów, a także innych specjalistów, związanych z tematami zawodowo lub poza­zawodowo; ludzi zamieszkałych zarówno w RP, jak i za wschodnią granicą.
Dzięki takiemu doborowi autorów otrzymaliśmy niezwykle różnorodny zestaw tematyczny, dotyczący tak Ziem Zabranych, jak i Opolszczyzny, gdzie osiadła rzesza ekspatriantów, budując tam (z konieczności!) polskie życie. Wśród tematów „kresowych”* występują artykuły dotyczące wszystkich regionów, od Wileńszczyzny, przez Grodzieńszczyznę, Polesie i Wołyń, po Małopolskę Wschodnią. Pisze jeden z autorów (A. Wierciński):
[...] Polska przesunięta o 200–300 kilometrów na zachód stawała się, o paradoksie, mniej zachodnia niż post­jagiellońska Polska przedwojenna. Tamta z egzotycznym Polesiem i z Huculszczyzną. I ze Lwowem. A z tamtego miasta było wtedy bliżej do Europy niż z przedwojennego Wrocławia (Breslau) i powojennego. Paradoksy historii. Paradoksy geografii. I geopolityki. [...] Oraz cytat ze Stanisława Vincenza: ... I Lwów nie jest w przestrzeni, gdzieś z tamtej strony Sanu, ani nie ogranicza się do okresu lat przedwojennych, czy innych. Lwów to zamiar, obietnica i możliwość. I po co się ich wypierać?...
Lwowowi i Małopolsce Wschodniej poświęcili w części swoje artykuły: A. Wierciński (O zapominanym dziedzictwie kresowym), A. Hlebowicz (Duchowieństwo polskie za wschodnią granicą po 1945 r.), H. Stroński (Między patriotyzmem a konformizmem. Z historii losów inteligencji polskiej na Ukrainie po II wojnie światowej); w całości: S. Czerkas (Kultura polska we Lwowie po 1945 r.) oraz P. Harupa (Stanisław Adamski – działacz polski we Lwowie).
Z punktu widzenia Opolszczyzny o spuściźnie lwowskiej piszą: E. Dworzak (Rozmieszczenie ludności kresowej na terenie województwa opolskiego), ks. A. Hanich (Duchowieństwo z Kresów Wschodnich na Śląsku Opolskim po II wojnie światowej), J. Hickiewicz (Profesorowie Oddziału Elektrotechnicznego Politechniki Lwowskiej w powojennej Polsce), A. Guzik (Udział Kresowian w powstaniu i rozwoju Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Opolu), E. Trela-Mazur (Wkład Kresowian w rozwój Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Opolu). J. Duda (Pionierzy oświaty z Kresów Wschodnich na Śląsku Opolskim), A. Wolny (Wkład Kresowian w tworzenie środowiska teatralnego w Opolu).
Cieszymy się, że opolska „Wspólnota” stanęła w rzędzie tych wspaniałych instytucji, które – jak bliskie nam Muzeum Niepodległości w Warszawie, krakowska Akademia Pedagogiczna, Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie, Instytut Historii Sztuki UJ czy jeszcze sporo innych – pogłębiają i popularyzują naszą wiedzę o wielkiej spuściźnie historii i kultury Ziem Wschodnich.

* Nie lubimy określeń kresy, kresowy w odniesieniu do Ziem Wschoodnich II RP. Kresy były na dalekiej Ukrainie. Niestety określenia te przyjęły się powszechnie, a co gorsza – przekraczają już jałtański kordon.

• Świeżo wydana książka o genialnym matematyku Stefanie Banachu jest nieporównywalna z żadnym innym opracowaniem biograficznym, jakie znamy. Książkę – zbiór materiałów o życiu i twórczości naukowej matematyka – zatytułowaną Stefan Banach. Niezwykłe życie i genialna matematyka zredagowali Emilia Jakimowicz i Adam Miranowicz, a wydały wydawnictwa naukowe dwóch Uniwersytetów, Gdańskiego i Poznańskiego,Gdańsk–Poznań 2007. Zawartość tekstowa i ilustracyjna jest różnorodna – jest to opowieść o rodzinie wielkiego uczonego i koleje jego życia, ale przede wszystkim jego naukowa droga do sławy. Załączono szereg wspomnień krewnych, współpracowników i uczniów, listy*.
Osobny rozdział traktuje o genialnej matematyce S. Banacha i o polskiej szkole matematyki**, której był czołowym współtwórcą i uczestnikiem. Dwóch autorów opisuje legendarną Kawiarnię Szkocką we Lwowie i słynną Księgę Szkocką, gdzie zapisywano zadawane tematy i ich rozwiązania (w książce pokazano jako ilustrację kilka odbitek stron Księgi).
Nb. okazuje się, że oryginał tego legendarnego zeszytu nie jest wcale w USA, jak dotąd słyszeliśmy (znalazły się tam sporządzone zawczasu kopie), lecz jest w posiadaniu rodziny w Polsce.
Mimo sporej porcji matematyki nawet laik przeczyta tę książkę z ogromnym zainteresowaniem.
Trzeba na koniec powiedzieć, że jakkolwiek Stefan Banach był z urodzenia krakowianinem, a za przodków miał górali – był przywiązany do Lwowa, utożsamiał się z nim, więcej – kochał to miasto (opowiada o tym prof. W. Szybalski – za Niemców razem karmili wszy u Weigla; od II wojny mieszka w USA). Po powtórnym wejściu sowietów do Lwowa Banach nie wyjechał, był ciężko chory na raka płuc. Zmarł 31 sierpnia 1945, został pochowany w grobowcu rodziny Riedlów, w których domu przy ul. Dwernickiego dotąd mieszkał.
I jeszcze jeden – pogodniejszy – szczegół z życia Stefana Banacha (wspomnienie ks. prof, Andrzeja Turowicza):
Banach nie tylko nie skończył studiów, ale i doktorem został w sposób dość niezwykły. Gdy rozpoczął pracę we Lwowie, był już autorem wielu doniosłych rezultatów i wciąż uzyskiwał kolejne. Jednak na uwagi, że powinien wkrótce przedstawić pracę doktorską odpowiadał, że ma jeszcze czas i może wymyślić coś lepszego niż to, co osiągnął do tej pory. W końcu więc zwierzchnicy Banacha zniecierpliwili się. Ktoś spisał najnowsze rezultaty jego pracy, co zostało uznane za znakomitą pracę doktorską. Przepisy jednak wymagały również egzaminu. Pewnego dnia zaczepiono Banacha na korytarzu Uniwersytetu Jana Kazimierza: „Czy mógłby Pan wpaść do dziekanatu, są tam jacyś ludzie, którzy mają pewne problemy matematyczne, a Pan na pewno potrafi im wszystko wyjaśnić”. Banach udał się zatem do wskazanego pokoju i chętnie odpowiedział na wszystkie pytania, nieświadom tego, że właśnie zdaje egzamin doktorski przed komisją specjalnie w tym celu przybyłą z Warszawy. Dziś prawdopodobnie doktoratu w ten sposób uzyskać nie można...

* Teksty m.in. profesorów A. Alexiewicza, R. Riedla, W. Szybalskiego, wypowiedzi H. Steinhausa, S. Ulama.
** Była to w istocie lwowska szkoła matematyki, do której dołączyła warszawska, tworząc wspólnie polską szkołę matematyki.

• Do tematyki polskich dziejów na „nieludzkiej ziemi” nawiązuje książka Andrzeja Kalinina pt. I Bóg o nas zapomniał (wyd. ARCANA Kraków 2006).
Jest to spisana przez autora A. Kalinina autentyczna relacja Antoniego Tuchoskiego, starszego strzelca WP, o jego dziejach po 17 września 1939 roku.
Książce nadana jest forma opowiadania bohatera A. Tuchoskiego w pierwszej osobie słuchaczowi, którym jest autor książki. Cechą niezwykłą i ujmującą jest piękny, kresowy język z charakterystyczną wymową i rusycyzmami. Oto fragment wstępu: I tak panu dzisiaj opowiadać zamiarui o wszystkim, co w pamięci mojej zachowane zostało. [...] Tyle lat już przeszło, tyle życia przewaliło si, a one [obrazy] [...] ciągle w człowieku siedzą. Więc o nich, obrazach tych, opowiadać panu zamiarui. O tym tylko, co widzieli oczy moi i uszy moi słyszeli i nic poza tym. I to wystarczy. Rzeczywiście ilość wiadomości o życiu w niewoli w Związku Sowieckim wystarczy, aby wstrząsnąć czytelnikiem.
Książka składa się z czterech obszernych rozdziałów, czyli czterech obrazów przedstawiających chronologicznie dzieje bohatera. Dzieje były takie, że aż dziw bierze na wytrzymałość jednego człowieka – starszego strzelca pochodzącego ze wsi kresowej. Obserwatorem był bystrym. Mimo że relacjonuje niby bez emocji, ujawnia straszliwe wydarzenia i absurdy władzy sowieckiej. Natomiast jeśli udało się dostrzec w kimś prawdziwe człowieczeństwo, z radością to także relacjonuje. Mimo tego, że przeżył klęskę wrześniową, pójście do niewoli, łagry, zsyłkę do Kazachstanu, głód, ciężką pracę, chorobę na granicy śmierci, zachował zasady moralne wyniesione ze swego środowiska i serce zdolne do kochania.
Podsumowaniem są ostatnie zdania książki: Tamuj, gdzie ja był, przez osiem lat mordowano na wszystki sposoby, za pomocą głodu, mrozu, tortur okrutnych, kuli w tył głowy, pracy katorżniczej, na lądzi, wodzi, bagnach, śniegach. Boże drogi, aż spamiętać nie można. Nawet szatan tyle okrutności wymyślić by nie potrafił.
Książka przez swą autentyczność i formę językową zdecydowanie zasługuje na polecenie. (DTS)

• Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej wydało (Przemyśl 2005) publikacją albumową pt. Śladami słów skrzydlatych autorstwa Mariusza Jerzego Olbromskiego i Bożeny Rafalskiej. Podtytuł książeczki: Pomniki pisarzy i poetów polskich na Kresach Południowych dawnej Rzeczypospolitej.
Część pierwsza – tekstowa – pióra M.J. Olbromskiego jest szkicem dotyczącym historii literatury polskiej na dawnych Kresach Południowych Rzeczypospolitej. Autor przypomina, jak wielkie, piękne i różnorodne są tradycje polskiej kultury literackiej na Kresach Południowych począwszy od Mikołaja Reja aż do Zbigniewa Herberta i pisarzy współcześnie żyjących.
Autor wymienia na 36 stronach 75 nazwisk literatów (prawie wszystkich nieżyjących) związanych z Kresami miejscem urodzenia, zamieszkania lub działalności. Przy każdym podana jest – oprócz okresu życia – informacja o dorobku literackim w formie kilku lub kilkunastu zdań.
Zebranie w jednej publikacji encyklopedycznych wiadomości o kulturze literackiej Kresów jest nowatorskim ujęciem tematu i pozwala na uświadomienie sobie, jak wielki jest wkład literatury kresowej w naszą kulturę narodową.
Autor tak podsumowuje swoje opracowanie: Literatura tworzona przez całe wieki na Kresach Południowych stała się wielkim zapisem dziejów naszej ojczyzny, narodów, które zamieszkiwały te ziemie. Od czasów staropolskich po współczesność zdumiewa nas ona i zachwyca bogactwem słowa, poetyk, tematów. Ten zachwyt i miłość do Kresów wyczuwa się podczas czytania tekstu.
Druga część publikacji – o charakterze albumowym – to zbiór 38 barwnych fotografii wykonanych współcześnie przez Bożenę Rafalską (prawie wszystkie) przedstawiające miejsca, pomniki i tablice związane z pisarzami polskimi z omawianego terenu. Są to tablice dawniejsze, które przetrwały do naszych czasów, a także ufundowane w ostatnich latach. Ze względu na szczupłość publikacji zbiór fotografii został ograniczony tylko do wybranych miejsc. Najbardziej łaskawie przez autorów zostali potraktowani Fredro w Rudkach i Słowacki w Krzemieńcu.
(DTS)

• Ośrodek „Wołanie z Wołynia” opublikował kolejną książkę w ramach swej biblioteki (tom 47): Henryka Dąbkowskiego pt. Polesie – moja mała ojczyzna – wybór artykułów prasowych 1989–2000.
Autor – kresowy harcerz – opublikował wiele artykułów o tragicznych losach Polaków na Kresach Wschodnich w czasie drugiej wojny światowej i później. Wśród tego dorobku publicystycznego znaczna część artykułów dotyczy losów katolickiego duchowieństwa polskiego. Stąd w omawianej książce znalazł się zbiór artykułów tzw. „kościelnych”. Zawierają one bardzo dużo informacji o działalności – i często męczeństwie – kilkudziesięciu wybitnych postaci Kościoła katolickiego. Z wieloma duchownymi autor znał się osobiście i przyjaźnił, korespondował, odwiedzali go w Warszawie. Terenem najlepiej autorowi znanym i najbliższym sercu jest Wołyń i Polesie Wołyńskie, ale w poszczególnych rozdziałach znajduje się też wiele informacji z Podola i terenów sąsiednich. Większość poświęcona jest jednej osobie, ale przy opisie jej dziejów podawane są dane o innych osobach, na przykład o współpracownikach. Są też artykuły „zbiorcze”, podające informacje o kilku lub kilkunastu kapłanach z jednej diecezji lub obszaru. Kilka rozdziałów poświęconych jest ludobójstwu dokonanemu przez nacjonalistów ukraińskich i podłożu ideologicznemu ich działalności. Z powodu swych harcerskich korzeni autor zwraca szczególną uwagę, czy opisywani księża byli przedwojennymi działaczami harcerskimi, np. kapelanami.
W sumie książka zawiera bardzo wiele istotnych informacji biograficznych dotyczących kapłanów katolickich na Kresach Wschodnich, których dzieje nie powinny ulec zapomnieniu.
Wybrane artykuły publikowane były w „Słowie Powszechnym” (lata 1989–92) w „Słowie – Dzienniku Katolickim” (lata 1993–96) oraz pojedyncze w innych czasopismach. (DTS)

• W wydanej przez „Rosikon Press” (Izabelin–Warszawa 2007) obszernej pozycji (aż 384 strony) Wielkie bitwy Polaków autorstwa Krzysztofa Jabłonki – wśród 40 opisów potyczek i batalii znaleźliśmy interesujący nas artykuł poświęcony lwowskim Orlętom. Niezwykle ciekawy, mimo że zawiera większość znanych już faktów dotyczących listopadowej obrony miasta w 1918 roku, w dodatku napisany bardzo przystępnym językiem. Niestety autor nie ustrzegł się pewnych nieścisłości, które natychmiast prostujemy. Dotyczy to przede wszystkim następującego stwierdzenia: Kwatery młodych bohaterów, pojednanych Orląt i Żurawi zdobią dziś Lwów. To spośród nich wzięty był „nieznany żołnierz” do swego grobu w Warszawie, któremu wszyscy Polacy i świat cały teraz oddaje cześć.
Nieznany żołnierz, który jest pochowany w stolicy został wzięty spośród Polaków – obrońców Lwowa, a nie spośród żołnierzy narodowości ukraińskiej, którzy na Lwi Gród napadli. Nie ma też wątpliwości, (wbrew temu, jak chce autor), że nie przeszkadzano Ukraińcom wyjść ze Lwowa, nie tyle z szacunku dla ich odwagi (cóż to za odwaga?) ale dlatego, że odwrót ten był zaskoczeniem. (PN)

• We Lwowie na bazarze pod obok Teatru Skarbkowskiego można kupić niewielką broszurę pt. Polskie miejsca we Lwowie. Pomijamy już fakt, że zarówno historia, jak i substancja kulturowa Lwowa jest w ogromnej swej większości polska i bardziej uzasadniony byłby temat Ukraińskie miejsca we Lwowie. Ale to, co nas uderzyło, to stwierdzenie, jakie przeczytaliśmy na jednej ze stron: Cmentarz Orląt to najbardziej kontrowersyjne miejsce na Cmentarzu Łyczakowskim. Dlaczego? – nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Nie chcemy się już wdawać w bezsensowną naszym zdaniem polemikę. A książkę – po prostu odradzamy naszym Czytelnikom. (PN)

• Nakładem oficyny wydawniczej „Rytm”, specjalizującej się w tematyce historycznej, ukazała się (Warszawa 2005) obszerna pozycja Cz. Grzelaka i H. Stańczyka pt. Kampania polska 1939 roku. Przedstawia ona bardzo szczegółowo zmagania wojenne wojska polskiego z hitlerowskim i sowieckim najeźdźcą. Oparta na szerokiej bazie źródłowej, zaopatrzona w bogaty aneks zawierający dokumenty i szkice, jest godna polecenia wszystkim, którzy zajmują się tą tematyką. Na s. 194–305 i 340–343 znaleźliśmy opisy działań wojennych związanych z oblężeniem Lwowa oraz armii „Małopolska”, która podjęła próbę przebicia się do miasta przez otaczający ją pierścień wojsk niemieckich. Wśród szerzej nieznanych faktów warto wspomnieć, że w planie wojny z Niemcami nie przewidziano obrony Lwowa, ponieważ znajdował się on na dalekich tyłach frontu. W momencie kapitulacji zapasy żywności w mieście oceniano na 3 tygodnie (w rzeczywostości były dwukrotnie większe). Wg źródeł sowieckich załoga miasta miała liczyć ponad 15 tys. żołnierzy i było ono przygotowane do obrony (tzw. obrona pogłębiona, barykady w kilku rzędach). O tym, że agresorzy obawiali się postawy mieszkańców, świadczy, że po kapitulacji w pobliżu Lwowa przez dwa dni operowała jeszcze 6. sowiecka armia, blokując ewentualny napływ polskich oddziałów.
(PN)

• Na rynku książkowym pojawiły się dwa znakomite albumy. Pierwszy, za który należą się wyrazy szczególnego uznania wydawnictwu Kluszczyński, pt. Tylko we Lwowie (Kraków 2005) zawiera 130 przedwojennych zdjęć oraz 76 współczesnych z kolekcji Siergieja Tarasowa i Piotra Korpantego. Szczególny sentyment budzą te archiwalne, opatrzone polskimi napisami ulic, placów, parków, kościołów i instytucji, w pełni oddające nastrój tego niepowtarzalnego miasta. Całość poprzedzona znakomitym wstępem prof. Zdzisława Żygulskiego jun. (PN)

• Ukazał się drugi tom Pamiętników Polaków na wschodzie w opracowaniu i ze wstępem Andrzeja Budzyńskiego, będący wynikiem badań prowadzonych przez Instytut Gospodarstwa Społecznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (Warszawa 2006). Wśród 38 relacji znaczna część pochodzi od naszych rodaków zamieszkujących Kresy Południowo-Wschodnie. Stanowią niezwykłe świadectwo ich miłości do ojczyzny i przywiązania do ziemi ojców. Niestety świadczą również o postępującym wśród nich zaniku znajomości języka polskiego, na co wpływ ma wymieranie starszego pokolenia, odpływ młodzieży na zachód, brak warstwy inteligenckiej, częściowo także wprowadzanie języka ukraińskiego do liturgii kościoła rzymskokatolickiego oraz polityka państwa ukraińskiego. (PN)

Paweł Należniak (PN)
Stanisław Sochaniewicz
Danuta Trylska-Siekańska (DTS)
 
 
Jest co czytać (39)
GŁOS BUCZACZAN
O Buczaczu i Ziemi Buczackiej pisaliśmy ostatnio parokrotnie, a to z okazji kilku wydanych książek, związanych z tym historycznym polskim miastem i jego otoczeniem, a także z ludźmi, którzy tam żyli lub stamtąd się wywodzili. Buczaczanie mają we Wrocławiu swój oddział w strukturze TMLiKPW, a grono osób w nim pracujących działa aktywnie, by utrwalić pamięć lokalnej historii i kultury. Poza wspomnianymi książkami jest też kwartalnik „Głos Buczaczan”, ukazujący się od 16 lat. Redaktorem naczelnym jest dr Władysław Szklarz. Okładkę „Głosu” zdobi Pilawa, herb Buczacza.
W każdym numerze kwartalnika znajdujemy serię wspomnień z lat objętych pamięcią żyjących ekspatriantów z Buczacza i innych miejscowości powiatu, z których najważniejsze to Monasterzyska, Jazłowiec, Dźwinogród, Potok Złoty, Koropiec – wszystkie głęboko związane z naszą historią i kulturą. Autorzy z kraju i z emigracji piszą o swych rodzinach i przedwojennych szkołach, o wydarzeniach II wojny – zbrodniach sowieckich, niemieckich i ukraińskich, o wygnaniu i rozproszeniu. Sporo wspomnień dotyczy Żydów i ich ratowania.
Biorąc pod uwagę, że ukazało się około 60 numerów GB (a będzie ich zapewne więcej), mamy do czynienia z ogromnym materiałem, który – w odpowiednim wyborze – powinien się też ukazać w formie wydawnictwa książkowego i trafić do wielu bibliotek krajowych, instytutów, uczelni. Tylko książka jest w stanie zapewnić trwałość zapisanej pamięci, a „Głos Buczaczan” szczególnie na to zasługuje. Szczerze życzymy powodzenia!