Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

KULTURA, NAUKA

Kazimierz Twardowski i jego szkoła filozoficzna
Tablica pamiątkowa w szkole im. Orląt Lwowskich w Tarnowie
W ubiegłym roku przypadła setna rocznica mianowania Kazimierza Twardowskiego profesorem filozofii na Uniwersytecie aLwowskim. Datę tę uznaje się jako początek tzw. lwowsko-warszawskiej szkoły filozoficznej.
Kazimierz Twardowski urodził się w roku 1866 w polskiej rodzinie zamieszkałej w Wiedniu. Tam studiował filozofię pod kierunkiem Franza Brentano, tam zasłynął swą pracą habilitacyjną, która – po wydaniu pt. „O treści i przedmiocie przedstawień” – okazała się jedną z ważkich pozycji filozoficznych przełomu XIX i XX wieku, wpływając na poglądy czołowych filozofów europejskich (m.in. Husserla).
Twardowski, jako Polak, nie mógł liczyć na karierę naukową w Austrii, a jego marzeniem było wykładać filozofię po polsku i dla Polaków, wybrał więc Uniwersytet Lwowski. Od tego momentu rozpoczął wielkie dzieło wprowadzenia myśli polskiej w główny nurt filozofii europejskiej. Trzeba przypomnieć, że dopiero w latach 1870. Uniwersytet we Lwowie, repolonizowany po kilku dziesięcioleciach narzuconej przez Austriaków germanizacji, zaczął zrzucać z siebie piętno prowincjonalności. Twardowski należał więc do tych, którzy budowali wszystko od początku. Efekt jego pracy był niezwykły: po dziesięciu latach na wykłady Twardowskiego przychodziło po dwa tysiące osób (wiele specjalnie przyjeżdżających z innych miast, wynajmowano największe sale we Lwowie). Uznaje się Twardowskiego za największego z nauczycieli w historii polskiego nauczania akademickiego. Wykształcił ponad 30 profesorów, i to nie tylko filozofów, także w innych dyscyplinach humanistyki (J. Kleiner, M. Kridl, J. Kuryłowicz, Z. Łempicki, R. Gansiniec, M. Gębarowicz). Jego uczniami w zakresie filozofii i psychologii były takie sławy jak J. Łukasiewicz, W. Witwicki, K. Ajdukiewicz, T. Czeżowski, T. Kotarbiński. Wiele zawdzięczali mu R. Ingarden i W. Tatarkiewicz.
Szkoła Twardowskiego we Lwowie stała się zaczynem dla ośrodków filozoficznych na polskich uniwersytetach po odzyskaniu niepodległości. Jego uczniowie objęli katedry przede wszystkim w Warszawie, a dalej w Wilnie, Poznaniu i Krakowie. Szkoła ta więc stała się ogólnopolską (przed II wojną liczyła ok. 80 osób), lecz jej centrami były Lwów i Warszawa. We Lwowie pozostał Twardowski i Kazimierz Ajdukiewicz, tam wychowali m.in. I. Dąmbską i S. Swieżawskiego. Najwyższy poziom uprawiania filozofii we Lwowie, i to nie tylko w skali polskiej, sprawił, że w latach 1930. do Uniwersytetu Lwowskiego dołączył także krakowianin, Roman Ingarden, choć wyznawał inny kierunek myśli filozoficznej.
Druga wojna światowa położyła kres lwowsko-warszawskiej szkoły filozoficznej, chociaż do lat powojennych utrzymała się jej metodologia, którą respektowali nawet polscy marksiści. Prof. Twardowski zmarł na krótko przed wojną, w r. 1938.
Nie tutaj miejsce na wyjaśnianie charakteru i kierunków filozofii, którą uprawiał Twardowski i jego szkoła. W sposób możliwie przystępny omówił to prof. Jan Woleński z UJ na łamach „Tygodnika Powszechnego” nr 18/96 (jego artykuł wykorzystaliśmy do niniejszej informacji). Prof. Woleński napisał też monograficzną książkę p.t. „Filozoficzna szkoła lwowsko-warszawska”, wyd. 1985). Trzeba tylko generalnie podsumować, że omawiana szkoła była pierwszą i dotąd najważniejszą szkołą w historii filozofii w Polsce. Dokonania Twardowskiego i jego uczniów, a także uczniów tych uczniów, zapewniły międzynarodowy prestiż polskiej filozofii. Idąc dalej, stwierdzić można, że szkoła ta miała niemały wpływ na polską kulturę, a może i na świadomość narodową.
Stulecie omawianej szkoły filozoficznej zostało zaznaczone konferencją naukową, zorganizowaną wspólnie przez stronę polską i ukraińską, a prof. Jan Woleński z Uniwersytetu Jagiellońskiego był jej współprzewodniczącym. Konferencja odbyła się w listopadzie 1995 we Lwowie i Warszawie.
Tadeusz Czerny

Lwowska sesja w Krakowie
Z wystawy „Widoki dawnego Lwowa i Krakowa”, 1996. Wały hetmańskie we Lwowie (przed zasklepieniem Pełtwi). Mal. A. Gatton, ok. 1850. Reprod. z katalogu wystawy, fot. J. Korzeniowski
Rok jubileuszu 50-lecia Wyższej Szkoły Pedagogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej uświetniło m.in. zorganizowanie w dniach 29–30 kwietnia b.r. przez Instytut Historii tej uczelni III Konferencji Naukowej p.t. „Lwów. Miasto – społeczeństwo – kultura”. Wygłoszone tam referaty są efektem niezwykle szerokiego zainteresowania ze strony naukowców WSP problematyką lwowską i intensywnego korzystania z materiałów, dostępnych dziś we Lwowie. Bywa, że pracownicy naukowi WSP spędzają corocznie we Lwowie po kilka tygodni, a nawet miesięcy. Do uczestnictwa w konferencji zaproszono naukowców ukraińskich, pracujących we Lwowie.
Problematyka referatów dotyczyła wielu dziedzin historii: zagadnień politycznych, narodowościowych, religijnych, społecznych i gospodarczych, nauki i oświaty, księgozbiorów, archiwów i muzeów, sztuki i architektury.
Otwarcia Konferencji dokonali JM Rektor WSP prof. dr Feliks Kiryk i dyrektor IH prof. dr Henryk Żaliński. Prof. Kiryk zauważył, że Lwów stanowi dla historyków kopalnię tematów, zarówno przez swoją niezwykłą historię i znaczenia, jak i fakt istnienia w tym mieście przebogatych zbiorów archiwalnych, bibliotecznych i muzealnych, dostępnych dla polskich badaczy po półwiekowej przerwie.
Wśród ponad 50 referatów najwięcej nowego wniosły naszym zdaniem: prof. F. Kiryka o związkach Lwowa i Krakowa u schyłku średniowiecza; prof. W. Bonusiaka (z Rzeszowa) o powstaniu i działalności sowieckich władz okupacyjnych (IX 39 – VI 41); dra S. Dziedzica o unii Kościoła Ormiańskiego ze Stolicą Apostolską; prof. L. Mazepy (Lwów–Rzeszów) o konserwatorium Galicyjskiego Towarzystwa Muzycznego we Lwowie (założone najwcześniej – po praskim – w całej wschodniej Europie, było wzorem dla kolejnych polskich konserwatoriów); dra H. Kotarskiego ocena zbiorów muzeów Lwowa dla warsztatu historyka, a wreszcie doc. H. Kramarz o solidarności miast małopolskich ze Lwowem w czasie Obrony w l. 1918–1919. Uzyskaliśmy zgodę autorki tego ostatniego na wydrukowanie go w naszym kwartalniku.
Spośród referatów wygłoszonych przez naukowców ukraińskich najbardziej zainteresowały nas – z natury rzeczy – te, które dotyczyły bliskiej nam tematyki (a była ich zdecydowana większość): kontaktów artystycznych między Krakowem a Lwowem w ubiegłych wiekach, zbiorów muzealnych i bibliotecznych, mecenatu itd.
W czasie trwania konferencji otwarto w krakowskim Muzeum Historycznym (w Krzysztoforach przy Rynku Glównym) piękną wystawę: „Widoki dawnego Lwowa i Krakowa”. Te drugie pochodzą z krakowskiego MH, te pierwsze przywieziono ze Lwowa. Na uwagę zasługuje sposób wyeksponowania obrazów: widoki nie zostały uszeregowane osobno, miastami, lecz zestawione wedle treści – analogii tematycznej, co tylko podkreśliło jednorodność obu miast. Efekt bardzo interesujący.
Stanisław Sochaniewicz


Z krakowskiej WSP
Kościół w Felsztynie. Fot. W. Łabiniec, 1996
Z tegoroczną Konferencją Naukową „Lwów. Miasto – spłeczeństwo – kultura” (o której piszemy wyżej) zbiegło się wydanie tomu o takim samym tytule, lecz stanowiącym pokłosie podobnej konferencji z 1992 r. (Prace Monograficzne, nr 194, Wyższa Szkoła Pedagogiczna, Kraków 1995).
W tomie znajdujemy 16 rozpraw, których tematyka obejmuje okres od renesansu po wiek XX, napisanych przez naukowców krakowskich (WSP, UJ, AWF i Archiwum PAN), z Katowic oraz ukraińskich. Tematy są różnorodne, dotyczą zagadnień z zakresu historii politycznej i społecznej (o szlachcie galicyjskiej, okupacji rosyjskiej 1914–15 r. i narodzinach ruchu ludowego), oraz szeroko pojętej historii kultury: szkolnictwa (gimnazja, szkoła PP Benedyktynek we Lwowie, szkolnictwa muzycznego), księgozbiorów, czasopism naukowych, prasy i wydawnictw, architektury (nurty i tendencje w architekturze Lwowa pocz. XX w., pałac Dzieduszyckich), kultury fizycznej w poł II poł. XIX w., ludzi kultury i nauki (W. Łoziński, K. Badecki).
Skoro mówimy o krakowskiej WSP, nie sposób nie wspomnieć o działalności jej pracownika naukowego, dra Henryka Kotarskiego, miłośnika, znawcy i niezmordowanego propagatora Kamieńca Podolskiego, historii tej Twierdzy Rzeczpospolitej i jej znaczenia dla naszej suwerenności. Dr Kotarski często gości w Kamieńcu Podolskim, prowadzi tam badania i walnie przyczynia się do poznania w Polsce tego niezwykłego miasta. Ktoś wyraził się kiedyś, że Kamieniec swym położeniem, obronnością i malowniczością przypomina Toledo w Hiszpanii (albo je przewyższa), ale Toledo jest sławne na całym świecie i tłumnie zwiedzane, a o Kamieńcu mało kto wie. Oby działalność dra Kotarskiego doprowadziła do spopularyzowania tego grodu wśród Polaków i nawiązania z nim przez Kraków stosunków kulturalnych i turystycznych. Ułatwić ma to odbudowywana z pomocą Krakowa przy kamienieckim Rynku kamieniczka, w której ma się mieścić „Krakowski Dom”.
Przy okazji: w CL 1/96 na str. 26 zamieszczono zdjęcie katedry w Kamieńcu Podolskim, a podano tylko nazwę miasta. Zwróćmy uwagę na fasadę świątyni: jest ona dziełem Jana de Witte (o którym też była mowa w poprzednim numerze CL, str. 32–33). Przed fasadą stoi wieża – niegdyś minaret, z czasów, gdy Turcy zamienili katedrę kamieniecką na meczet (lata 1672–99).
Andrzej Chlipalski


Swoi i obcy o sztuce naszej ziemi
Od 57 lat ukazuje się Biuletyn Historii Sztuki, wydawany w obecnej dobie wspólnie przez Instytut Sztuki PAN i Stowarzyszenie Historyków Sztuki. Ostatnio otrzymaliśmy nr 3–4 za rok 1995, wyjątkowo dla nas interesujący, bo poświęcony w większości architekturze i sztuce Małopolski Wschodniej. Ciekawe, że w tomie piszą zarówno autorzy polscy, jak i niepolscy, ci ostatni mocno jednak zaangażowani w problematykę polskiej spuścizny na tym obszarze. Warto odnotować prace, które wzbogacają naszą wiedzę o bliskiej nam Ziemi.
Aż trzy artykuły poświęcono Profesorowi Mieczysławowi Gębarowiczowi (1893–1984), człowiekowi, który z całą świadomością skazał się na samotne przeżywanie niedostatku i poniżeń, by przez lat 40 stać na straży pozostałego we Lwowie dorobku polskiej kultury.
Andrzej M. Rudnicki, pracownik Wydziału Architektury obecnej Politechniki Lwowskiej, pisze o problemach i kierunkach ukraińsko-polskiej współpracy naukowej w zakresie urbanistyki i architektury. Podkreśla z jednej strony zbieżność warunków naturalnych oraz historyczne związki (chodzi głównie o tzw. Galicję, która – jak pisze – „podziała się gdzieś 50 lat temu”), z drugiej strony zaś ogromne zapóźnienie tego obszaru w rezultacie włączenia go do ZSRR. Warto zacytować słowa autora:
(...) „na Ukrainie badania naukowe i praktyka ochrony i restauracji historycznego środowiska miast znajduje się w nieporównanie gorszym stanie, niż to ma miejsce w Polsce (...) Teraz ukraińscy badacze będą musieli włożyć bardzo wiele wysiłku, żeby dorównać do poziomu, który został już osiągnięty w Polsce (...)”
Siergiej R. Krawcow z Wydziału Sztuki Żydowskiej Uniwersytetu w Jerozolimie (!) omawia kompozycję i symbolikę miast nowożytnych na Rusi Czerwonej, rozumiejąc pod tą nazwą nie tylko intresujący nas obszar, ale także tereny województw lubelskiego i rzeszowskiego. Chodzi tu o takie miasta (lub byłe miasta), których plany skonstruowano na schemacie miast średniowiecznych, z uwzględnieniem jednak późniejszych potrzeb społecznych. Przypomnijmy, że miasta średniowieczne w Polsce były oparte na szachownicowym układzie ulic, z rynkiem pośrodku i kościołem nie opodal niego (vide Kraków, Poznań, Lwów, Warszawa i setki innych, większych i mniejszych). Zasadę tę importowano z Zachodu, bo taki był (i nadal pozostaje) kierunek przepływu kultury i cywilizacji do Polski. W czasach późniejszych plany nowych miast, dostosowywano do nowych potrzeb społecznych, uwzględniając wielkopańską rezydencję czy kościoły różnych wyznań. Te ostatnie wątki interesują Krawcowa.
Sergiej Jurczenko z Kijowa rozpatruje „Krzyżowe kościoły Ukrainy w pierwszej połowie XVII w.”. Jak można się domyślić, analizowany przez niego materiał dotyczy wyłącznie Małopolski Wschodniej (Brzeżany, Buszcze k. Brzeżan, Dunajów k. Lwowa, Firlejów k. Rohatyna, Felsztyn k. Sambora, Husiatyn, Janów k. Doliny, Jazłowiec, Kulików, Mościska, Podhajce, Sokal, Skała Podolska, Tuligłowy k. Rudek, Załoźce k. Złoczowa, Złoczów, Złoty Potok, Żółkiew i jeszcze kilka innych) oraz Kamieńca Podolskiego.
Rzecz dotyczy więc grupy kościołów o architekturze należącej do wielkiej rodziny gotyku, choć trudno je określić jako sensu stricto gotyckie. Tu trzeba wyjaśnić, że architektura gotycka w swym kilkuwiekowym pochodzie z Ile-de-France, gdzie osiągnęła pełnię, dotarła do dalekich rubieży Europy na północy, południu i wschodzie, adaptując się do czasu i miejsca swych nowych gniazd (cechy lokalne, wynikające z miejscowych, materiałów, możliwości technicznych itd.). W konsekwencji ów gotyk na obszarach odległych nie jest już tym, czym jego pierwowzory. Zwróćmy uwagę na różnicę między katedrą Notre Dame a np. kościołem Mariackim. Katedra wrocławska, zgodnie z geografią, plasuje się gdzieś pośrodku.
Na prowincję dawnej Ziemi Czerwieńskiej – nie licząc bliższych i większych ośrodków jak Lwów, Przemyśl czy Drohobycz – doszedł gotyk bardzo późno, bo w XVI i XVII wieku, gdy gdzieindziej panował renesans i zaczynał się barok. Tracił więc gotyk swoją pełną jednorodność, pozostając atoli przy charakterystycznej konstrukcji sklepień, ostrołukowym kształcie okien i zdobnictwie.
Rozwiązań jest w konsekwencji bardzo wiele, dotyczą one także poziomego i pionowego kształtu kościołów. Niektórzy budowniczowie preferowali rozwiązania bez transeptu (jak np. krakowski kościół Mariacki, katedra lwowska czy warszawska), inni z transeptem (czyli nawą poprzeczną – jak katedra wawelska). Jurczenko wybrał grupę kościołów, które mają transepty, albo jakby ślad po takim rozwiązaniu w formie kaplic tworzących układ „krzyżowy” rzutu kościoła. Autor zdaje się jednak sugerować, zresztą dość delikatnie, wpływ architektury bizantyńskiej na wspomnianą grupę.
Teza ta wydaje się jednak najzupełniej bezpodstawna i chyba tendencyjna. Architektura cerkiewna, mająca korzenie w Bizancjum, operuje rozwiązaniami „centralnymi”, opartymi na zasadzie rzutu „krzyżowego”, co wynika jednak z całkiem innych przesłanek ideowych i konstrukcyjnych. Warto zaznaczyć, że architektura cerkiewna na interesującym nas obszarze nierzadko odchodziła od rozwiązań „centralnych” na rzecz podłużnych, właśnie pod wpływem schematów zachodnioeuropejskich, reprezentowanych przez kościoły rzymskokatolickie. Wynikało to na ogół z narodowości zarówno fundatorów, jak i architektów, związanych – bo jak by inaczej – z zachodnim kręgiem kultury.
Piotr Krasny z UJ omawia najpierw renesansowy kościół w Dobromilu – niedawne „odkrycie” krakowskich badaczy, a nieco dalej uzupełnia biografię Jana de Witte, napisaną przez prof. Zbigniewa Hornunga, o której informowaliśmy w CL 1/96.
Andrzej Baranowski z Instytutu Sztuki PAN w Warszawie opisuje „Oprawy uroczystości koronacyjnych wizerunków Marii na Rusi koronnej w XVIII w.”. Mowa tam m.in. o Matce Boskiej Sokalskiej (dziś u krakowskich Bernardynów) i Podkamieńskiej, o Matce Boskiej z głównego ołtarza u Dominikanów we Lwowie i MB Bołszowieckiej (dwie ostatnie obecnie w Gdańsku).
Prof. Jan Ostrowski i Piotr Krasny podają komunikat o odnalezieniu bliższych informacji biograficznych o genialnym rzeźbiarzu, działającym w XVIII wieku na terenie Małopolski Wschodniej, nazywanym dotąd „mistrzem Pinslem”. Znaleziono wreszcie w Przemyślu dokumenty uratowane z Buczacza, z których wynika, że nazywał się Jan Jerzy Pinsel, urodził się w przedziale lat 1715–1725, zmarł ok. 1761 r. Warto przypomnieć, że prof. Ostrowski wskazał swego czasu trzech rzeźbiarzy w Polsce działających, których dzieło należy do szczytów sztuki europejskiej. Są to według Ostrowskiego: Wit Stwosz, Pinsel i „wczesny” Dunikowski.
O J.J. Pinslu pisze też Andrzej Betlej z UJ.
Omawiany tom zawiera kilka innych jeszcze materiałów, związanych ze Lwowem i Małopolską Wschodnią, a poza tym także inne tematy. Z tych najciekawszy o projektach odbudowy Kamieńca Podolskiego, ale o tym innym razem.
Stefan S. Łukowski