Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018 | 2019

Henryk Kleinrok, MOJE MIASTECZKO KOZŁÓW (1)

Z dużym rozrzewnieniem przeczytałem w CL 1/2006 w Słowniku geograficzno-historycznym opis mego rodzinnego miasteczka – Kozłowa. Moje rozrzewnienie tym bardziej się zwiększyło, gdy z mroków wspomnień, zakodowanych gdzieś głęboko w pamięci, przywołani zostali ludzie, którzy byli mi niegdyś tak bliscy, oraz obrazy zdarzeń, w których niejednokrotnie sam uczestniczyłem. Nostalgia, która mnie ogarnia, być może jest wynikiem wspomnień dziecinnego beztroskiego okresu mojego życia. Tam rosłem w domu rodzinnym w gronie kochających ludzi. Tam czas upływał mi na zabawach z rówieśnikami, tam pobierałem nauki od wspaniałych i lubianych pedagogów. Tam też przeżyłem dramatyczne wydarzenia podczas wojny pod okupacją sowiecką i niemiecką. Wszystko to powoduje, że wspomnienia tamtych miejsc i czasów nadal wywołują we mnie wiele emocji. Po przeczytaniu opisu w Słowniku czuję jednak pewien niedosyt podanych informacji i dlatego pragnę uzupełnić go dodatkowymi danymi, wskazać kilka błędów rzeczowych oraz wyeliminować nieścisłości.
Zacznę od nazwy Kozłów – wpierw osady, następnie wsi, aż wreszcie miasteczka –która pochodzi z XV wieku (pisemna wzmianka Kosslow z roku 1448). Podczas licznych napadów, plądrowań i pożogi, dokonywanej na Podolu przez ordy tatarskie ciągnące tzw. szlakiem kuczmańskim przez Trembowlę, Tarnopol na Lwów, wielu osiadłych na terenach Podola ludzi szukało dla siebie odpowiednio bezpiecznych miejsc z utrudnionym dostępem lub w większym oddaleniu od szlaku, którym ciągnęli najeźdźcy. Takim bezpieczniejszym miejscem były tereny bagienne, leżące między rzeczkami Wosuszką i Cecorką. Tam osiedleńcy z okolicznych terenów szukali ochrony własnej, zabezpieczenia dobytku i bezpiecznej uprawy ziemi. Według różnych przekazów, wśród tych osadników był cieszący się dużym poważaniem hodowca wielkiego stada kóz, nazywany, a raczej przezywany „Kozłem”, i to ponoć na jego cześć osadę nazwano Kozłowem. Jednak brak jest jakichkolwiek pisemnych danych potwierdzających tę wersję genezy nazwy.
Inna, już zapisana, wzmianka o Kozłowie ujęta jest w piśmie z 31 kwietnia 1467 roku króla Kazimierza IV Jagiellończyka, na mocy którego szlachcicowi Albertowi Borowskiemu przekazano 200 marek polskich na rozbudowę królewskiej wsi Kozłów. Stąd wniosek, że Kozłów i okoliczne przysiółki należały do Korony Polskiej. Następna wzmianka o Kozłowie odnotowana jest w akcie darowizny z 1502 r., dokonanej przez króla Aleksandra Jagiellończyka na rzecz arcybiskupów lwowskich. Abp Andrzej Róża Boryszewski herbu Poraj w 1501 roku stał na czele poselstwa polskiego, przekazującego koronę polską Wielkiemu Księciu Litewskiemu Aleksandrowi, który w 1502 r. w podzięce darował Boryszewskiemu na rzecz arcybiskupów lwowskich wieś Kozłów, z równoczesnym pozwoleniem zamiany jej na miasto. Darowizną tą objęte były też wsie: Dmuchawiec, Pokropiona, Krasne, Taurów, Płaucza Wielka i Mała, Cecory, Horodyszcze i Słobudka. Król Stefan Batory wydał dnia 22 września 1577 roku rozporządzenie, nakazujące odbudowę Kozłowa zrujnowanego podczas kolejnego najazdu ordy tatarskiej i zbudowanie nowego miasta na prawie magdeburskim. W tym czasie Kozłów wraz z okolicą był własnością Ludwika Budzanowskiego, który, w odpowiedzi na królewski nakaz, żwawo i z wielkim zapałem zabrał się do rozbudowy miasteczka. Nadanie przez króla praw magdeburskich połączone było z pewnymi przywilejami, a przede wszystkim umożliwiło szybki rozwój miasteczka. Tu w poszukiwaniu lepszych warunków do życia zaczęli zjeżdżać nowi osadnicy, przywożąc ze sobą lepsze sposoby gospodarowania oraz nowocześniejsze metody uprawy roli. W XVI wieku klucz dóbr kozłowskich był w zastawie, jednak około roku 1610 wykupił go arcybiskup Jan Zamoyski herbu Grzymała i odtąd dobra te należały do arcybiskupów lwowskich.
Cudowny obraz Pana Jezusa z kozłowskiego kościoła, obecnie w Cewkowie k. LubaczowaZ historii Kozłowa pragnę przytoczyć jeszcze inne wydarzenia, które w chwili obecnej uległy już prawie zapomnieniu, chociaż ślady ich po dziś istnieją. W czasach po rozbiorze Polski Galicja, a w tym i Kozłów, znalazła się pod panowaniem Austrii, w której w roku 1848 zniesiona została pańszczyzna. W tym czasie w wielu miejscowościach na terenie Galicji dla upamiętnienia tego wydarzenia stawiano pomniki. Również i w Kozłowie ustawiono figurę z napisem: Maj roku 1848. Na pamiątkę zniesienia pańszczyzny. Społeczność Kozłowa. Pamiętam, że figura ta stała na początku ulicy Przedmieście i przetrwała nawałnice obu światowych wojen. Dopiero w 1950 roku z ogólnego nakazu władzy sowieckiej wszystkie figury z elementami religijnymi zostały zburzone, a ślady po nich zatarte. Dopiero w 1990 roku ukraińskie społeczeństwo Kozłowa postanowiło zrekonstruować figurę i ustawić ją na poprzednim miejscu. Figura jest taka sama jak pierwotnie, jedynie napis wykonany jest w dwu językach – polskim i ukraińskim, z dodatkową datą rekonstrukcji. Innym pomnikiem-figurą, jaką pamiętam, była figura, którą postawił mój dziadek Michał Mróz w celu upamiętnienia swego syna Mikołaja, wcielonego do armii austriackiej w 1915 roku. Żandarmi zabrali go z jego uczty weselnej w dniu ślubu. Dziadek ustawił figurę w miejscu, gdzie stał przejściowy lazaret polowy, w którym przypuszczalnie wskutek odniesionych ran zmarł mój wujek Mikołaj. Pamiętam tę figurę, był to metalowy krzyż, ustawiony na kopcu usypanych kamieni, specjalnie przez dziadka uzbieranych na okolicznych polach. Miejsce to przez mieszkańców Kozłowa nazywane było Na Klinach.
Do dziś zachował się w Kozłowie jeszcze jeden ślad z czasów dużo wcześniejszych. Są to dwie groble na rzece Cecorce na Hrecajce, które według opisu obecnego mieszkańca Kozłowa, emerytowanego ukraińskiego nauczyciela historii, pochodzą z 1649 roku. W tym czasie kilka zagonów kozaków Bohdana Chmielnickiego, stacjonujących w Trem­bowli, zostało wezwanych do wsparcia głównych kozacko-tatarskich sił oblegających zbaraską twierdzę, w celu odcięcia drogi królowi Janowi Kazimierzowi, śpieszącemu z odsieczą obrońcom Zbaraża. Sławną, bohaterską obronę Zbaraża prowadzili Aleksander Koniecpolski i Jarema Wiśniowiecki z bardzo już wymęczoną, wygłodniałą i mocno zdziesiątkowaną ilością obrońców. Z Trembowli kozacy, aby jak najszybciej połączyć się z głównymi siłami Chmielnickiego, wyruszyli przez Złotniki, Kupczyńce, Horodyszcze i Kozłów. W Kozłowie rozdzielili się, część poszła przez Pokropiwnę do Jezierny i na Zborów, a pozostali przez Hrecajkę i wieś Cecory. Jednak na Hrecajce podmokłe i bagniste tereny oraz rzeczka Cecorka stanowiły dla kozackiej konnicy przeszkodę nie do pokonania. Musiano usypać dwie groble! Nie wiem na ile opis ten, podany przez ukraińskiego nauczyciela, jest wiarogodny, choć wydaje się całkiem prawdopodobny.
W siedemdziesiątych latach XIX wieku przedstawiciele Kozłowa wystąpili do odpowiednich władz z inicjatywą nadania ­herbu miasteczku. W związku z tym zwrócono się do znanego lwowskiego historyka i wybitnego galicyjskiego krajoznawcy Antoniego Schnei­dera, autora niedokończonej Encyklopedii do Krajoznawstwa Galicji, z prośbą graficznego opracowania odpowiedniego projektu oraz jego uzasadnienie. W odpowiedzi A. Schnei­der w 1875 roku przysłał graficzną propozycję, nawiązującą do szlacheckiego rodowego herbu Poraj – na czerwonym tle srebrne, potrójne, pięciopłatkowe róże. Herbem tym posługiwał się Jan Boryszewski, dzięki któremu Kozłów otrzymał prawa miejskie. Projekt został przyjęty przez miejscową władzę, jednak oficjalnie nie został zatwierdzony ani przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Austrii, ani przez cesarza.
Na początku XX wieku Kozłów wraz z przysiółkami Łubianką Wielką i Małą, Zarudką, Przedmieściem wraz z Hrecajką, Podlasiem z Mazepówką oraz z Dmuchawcem ­liczył około 12 tysięcy mieszkańców. Wyznaniowy podział społeczności Kozłowa wraz z podległymi wsiami i przysiółkami wg Słownika Geograficznego Królestwa Polskiego z 1883 r. wynosił: 4764 wyznawców religii rzymskokatolickiej wliczonych do parafii kozłowskiej; 1373 wyznania grekokatolickiego i 1038 izraelitów. Natomiast w 1939 roku wg archiwalnych danych archidiecezji lwowskiej parafia kozłowska zaliczana do dekanatu brzeżańskiego, ­liczyła 3834 wiernych.
Miasteczko Kozłów położone jest u zbiegu rzek Wosuszki i Cecorki, stanowiących dopływ Strypy i Dniestru, w odległości 16 km na zachód od Tarnopola. Najbliższą stacją kolejową leżącą na trasie Tarnopol–Lwów jest Jezierna. Do I wojny światowej miasteczko Kozłów posiadało przywilej urządzania siedmiu corocznych jarmarków, a w okresie międzywojennym, dzięki staraniom Stowarzyszenia Przemysłowców, jarmarki odbywały się w czwartek każdego tygodnia. Na jarmarkach tych handlowano bydłem, głównie końmi, a także drobiem i płodami rolnymi zwożonymi z okolicznych wiosek. Przypominam sobie ten gwar i rejwach przy dobijaniu targu między podnieconymi sprzedającymi i kupującymi, czemu nierzadko towarzyszyła grupa kibiców, celowo przez strony sprowadzana. Często z rówieśnikami chodziłem na targowisko, gdzie atmosfera ogólnego podniecenia handlujących udzielała się i nam, co stanowiło niebywałą atrakcję.
Na początku XX wieku w Kozłowie pracowały dwa wodne młyny. Jeden na lewym brzegu Wosuszki, między Łubianką Wielką a Śródmieściem, drugi zaś, wpierw wodny, a po rekonstrukcji mechaniczny sześciowalcowy, napędzany ropnym silnikiem spalinowym. W okresie międzywojennym uważany był za wybitne osiągnięcie techniki i najładniejszy z młynów działających w okolicy. Kierownikiem tego młyna był pan J. Czułowski. Z wysokoprężnym spalinowym silnikiem dieslowskim współpracował generator elektryczny, zapewniający oświetlenie młyna i głównej ulicy miasteczka. Wprowadzenie oświetlenia ulicy wyeliminowało oświetlenie gazowe, co w rezultacie dało znaczne oszczędności w kasie gminy.
W Kozłowie były dwa folwarki. Na terenie jednego z nich (własność arcybiskupów lwowskich) wybudowana była gorzelnia, w której produkowano alkohol jeszcze przed I rozbiorem Polski (1772). Gorzelnia zatrudniała kilkudziesięciu najemnych sezonowych pracowników, których nazywano góralami. Gorzelnia ta od XVIII wieku bez większych przerw pracuje po dzisiejszy dzień. Jedynie niewielka kilkumiesięczna przerwa w pracy powstała w czasie wojny w 1944 r., kiedy to z ogólnie znanych powodów Czerwona Armia wstrzymała swój marsz na zachód. W czasie tych strasznych paru miesięcy miasteczko zniszczone zostało w 80 procentach.
W okresie międzywojennym naczelnikiem Gminy w Kozłowie był Stanisław Ozimek, szwagier mego dziadka, sekretarzem gminy zaś Samuel Katz, ojciec Juliusza, późniejszego konsula PRL-u w Indiach. Samuel Katz, wraz z żoną i drugim synem Kubą, zginął w getcie w Tarnopolu w czasie okupacji niemieckiej. Opiekę lekarską w miasteczku i w okolicznych wsiach zapewniało dwóch lekarzy. Doktor Stefan Zarzycki, chirurg, był synem unickiego duchownego Konstantyna, dziekana kozłowskiego dekanatu. Żona doktora, Natalia Bilińska, wielka ukraińska społecznica, angażowała się w ukierunkowywaniu pracy kozłowskiego koła Towarzystwa „Proświta”. Tam zajmowała się głównie wychowywaniem młodzieży ukraińskiej. Pod pretekstem wychowywania młodzieży w duchu narodowej godności wpajała im skrajny nacjonalizm oraz nienawiść do Polaków i Polski. W 1935 roku, po śmierci popa Zarzyckiego, miejsce po nim w kozłowskiej parafii grekokatolickiej zajął jego syn Demian, również skrajny ukraiński nacjonalista. Drugim lekarzem w Kozłowie był żyd, doktor Biner – internista. Posiadał on wielki lekarski autorytet, leczył wszystkich, którzy zwracali się do niego o poradę lub lekarską pomoc. Zakład farmaceutyczny i aptekę prowadził pan Stanisław Blachowski, który w swojej pracowni wytwarzał wiele ziołowych medykamentów.
W czasie okupacji niemieckiej doktor Biner ukrywał się w Kozłowie – jak pamiętam – w domu ukraińskiej rodzimy, u niejakiej Jackowej. Kryjówką jego była bardzo mała piwniczka celowo wykopana w pomieszczeniu mieszkalnym. Była tak płytka, że ukrywający się mógł przebywać w niej tylko w pozycji leżącej. Spędzał w niej przeważnie godziny dzienne, wtedy kiedy wejście do domu było otwarte. Żona i syn doktora mieli bezpieczne schronienie w niedalekiej Draganówce w gospodarstwie moich krewnych. Siostra doktora, Natalia, ukrywała się w Jakubowcach w gospodarstwie mojej cioci Anieli Bem. Natomiast mąż Natalii, inżynier Adolf Keppel, przez całą okupację bezpiecznie ukrywał się w Kozłowie na Habazówce w gospodarstwie Kryplów.
Niestety tragiczny los spotkał doktora Binera, gdyż w lipcu 1944 roku, kiedy to front walk niemiecko-sowieckich w czasie odwrotu hitlerowców zatrzymał się w Kozłowie, dom, w którym przez całą okupację przebywał doktor, był ostatnią, najdalej wysuniętą placówką niemiecką. Biner został wykryty przez Niemców i konwojowany do Brzeżan. Zapewne wiedział, co go czeka, ponieważ zamknięty w szopie w czasie przerwy w konwojowaniu we wsi Szybalin koło Kozowej powiesił się. Jego syn Czesław, mój kolega, również tragicznie zakończył życie. W kwietniu 1944 roku w pierwszych dniach zatrzymania się naporu wojsk sowieckich Czesław przyszedł z Draganówki do Kozłowa do dawno niewidzianego ojca i tu podczas artyleryjskiego ostrzału zginął, trafiony odłamkiem pocisku.
Wśród wielu ludzi związanych lub pochodzących z bliskiego memu sercu Kozłowa, pragnę wspomnieć kilka osób, które swoją pracą, życiem bądź śmiercią zasługują na wymienienie. Utrwaliłem ich w mej pamięci jako wybitnych czy choćby tylko wyrastających ponad przeciętność, ale godnych przywołania. Do takich pragnę zaliczyć:
l Alojzego Mroza (1906–1941), inżyniera górnika, absolwenta Krakowskiej Akademii Górniczej, który po uzyskaniu dyplomu podjął pracę w Kopalni Wosku Kamiennego w Borysławiu, gdzie po niedługim czasie został mianowany dyrektorem technicznym. Tam w 1941 roku po wybuchu wojny niemiecko-rosyjskiej został zamordowany przez oprawców z NKWD.
l Edwarda Mroza (1898–1990), nauczyciela, absolwenta Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zmobilizowany we wrześniu 1939 roku w trakcie tak zwanej cichej częściowej mobilizacji, wpierw brał udział w obronie Warszawy na stanowisku oficera łącznikowego nr 1 w Biurze Transportu Wojskowego przy Dyrekcji PKP na Pradze. Następnie otrzymał rozkaz ewakuacji skarbca darów zebranych na Fundusz Obrony Narodowej z Warszawy do Lublina, a następnie do Lwowa. Internowany na Węgrzech, gdzie przeżył całą wojnę. Dzięki wspaniałej rodzinie patriotów węgierskich wydostał się z obozu dla internowanych i ukrywał się w wielkim majątku rolnym. Po zakończeniu wojny powrócił do kraju i do czasu przejścia na emeryturę był dyrektorem szkoły w Warszawie.
l Zdzisława Kleinroka (1928–2002), lekarza, absolwenta Śląskiej Akademii Medycznej w Zabrzu. Był naukowcem, posiadał wiele zaszczytnych tytułów, w tym: profesora, doktora habilitowanego, wielokrotnego doktora honoris causa. Był członkiem Polskiej Akademii Umiejętności, wieloletnim rektorem Akademii Medycznej w Lublinie i przez ponad 30 lat Kierownikiem Zakładu Farmakologii i Toksykologii AM w Lublinie. W 1998 r. otrzymał Order Kawalera Maltańskiego (więcej patrz CL 4/03).
l Władysława Kleinroka (1898–1941), syna Fran­ciszka, mieszkańca Kozłowa. Był funkcjo­na­riuszem Policji Państwowej w Tarno­polu. Tylko dlatego, że był policjantem, w 1939 r. po wkroczeniu wojsk radzieckich został aresztowany przez NKWD i uwięziony w Starobielsku, gdzie strzałem w tył głowy został zamordowany w 1941 r. Jego żona z dwiema córkami wywiezione zostały na Sybir, skąd w sierpniu 1942 r. wraz z ewakuowaną armią gen. Władysława Andersa opuściły nieludzką ziemię. Przez Iran, Irak i Afrykę przedostały się do Europy i ostatecznie zamieszkały we Francji.
l Jana Mroza (†1944), rolnika, który zginął tragicznie, w okrutny sposób zamordowany. Aktu tej zbrodni dokonali miejscowi nacjonaliści ukraińscy z bandy Stepana Bandery. Kazano mu wykopać dół, a następnie zakopano go w nim po szyję i pługiem przeorano. Wszystko to działo się na oczach zrozpaczonej żony i przestraszonej dwójki ich małych dzieci.
l Szczepana Kotowicza (1918–1999), prawnika, studenta UJK we Lwowie i absolwenta Polskiego Wydziału Uniwersytetu Oksfordzkiego. Był autorem wielu artykułów i opracowań historycznych, jak Liga Narodowa w Ameryce i Wkład Polonii Amerykańskiej w odbudowanie Polski. Był wiceprezesem Stronnictwa Narodowego w Ameryce, a także współzałożycielem i długoletnim wiceprezesem Instytutu Romana Dmowskiego w Stanach Zjednoczonych. Był współautorem czterotomowego dzieła Wybór pism Romana Dmowskiego wydanego w USA.
Można by wymienić jeszcze wielu innych wspaniałych ludzi, którzy bądź są tam pogrzebani lub tylko swoje korzenie wywodzą z Kozłowa, a rozrzuceni są zdarzeniem losu po całym kraju, a nawet świecie.

Dokończenie w następnym numerze

HENRYK KLEINROK, ur. w Kozłowie k. Tarnopola w 1931. Studia na Politechnice w Gliwicach i Wrocławiu, mgr inż. elektryk, był pracownikiem biur projektowych. Działacz Klubu Tarnopolan w Krakowie.