Strona główna O nas Kwartalniki Rozmowy Sylwetki Słownik Archiwalia Publikacje Wydawnictwa Kontakt
ul. Piłsudskiego 27,
31-111 Kraków
info@cracovia-leopolis.pl

Facebook

KWARTALNIKI

2005 | 2004 | 2006 | 2003 | 2007 | 2001 | 2002 | 2000 | 1999 | 1998 | 1997 | 1996 | 1995 | 2008 | 2009 | 2010 | 2011 | 2012 | 2013 | 2014 | 2015 | 2016 | 2017 | 2018

Krystyna Grzegocka, PLASTYCY WE LWOWIE WSPÓŁCZESNYM (2)

Pierwszy artykuł Krystyny Grzegockiej o plastykach lwowskich pt. „Nasza polskość jest szczególna” zamieściliśmy w CL 4/99. Oto jego druga część.

To, że ludzie trwają przy swej polskości w tak ciężkich warunkach i czują odpowiedzialność za polskie dziedzictwo, jest zapewne przejawem polskiego charakteru, w którym splatają się honor, duma, pańskość, romantyczność, troska o sprawy wielkie, a wreszcie poczucie humoru – te cechy mają walor uniwersalny. Cechy te również składają się na atrakcyjność polskiej kultury i robią wrażenie na przedstawicielach innych narodowości. Nieprzejednanie i wytrwałość, kiedy nie idzie się na łatwe kompromisy, upór w imię ideałów – to także niektóre z tych cech.
Bardzo ważnym elementem środowiska polskiego we Lwowie są osoby niepolskiego pochodzenia, ale pracujące na rzecz kontynuacji tradycji kultury polskiej i jej rozwoju, pomagający w realizacji imprez zespołom i placówkom polskim – częstokroć na zasadach społecznych.
Walery Bortiakow (Rosjanin urodzony w Krasnojarsku w 1941 r., od 1954 mieszkający we Lwowie) opowiadał mi, jak wielkie zrobił na nim wrażenie oglądany w kinie „Roxy” w 1956 r. dokumentalny film, opowiadający o zniszczeniach Warszawy i jej odbudowie według obrazów Canaletta – ten pietyzm dla historii. Zrozumiał, że to jest naród, który potrafi zmartwychwstać. Od tego czasu zaczął szukać tej polskości we Lwowie, choć pierwsze z nią spotkanie odbyło się wcześniej, w dzieciństwie w Kowlu, kiedy jego matka, bibliotekarka, dostała w prezencie Pana Tadeusza przetłumaczonego na ukraiński przez Maksyma Rylskiego, z ilustracjami Andriollego.
Przez architekturę Lwowa był już Walera (jak go przyjaciele nazywają) przygotowany na spotkanie z kulturą polską, bo każdy wrażliwy na piękno człowiek, zauroczony Lwowem i jego sztuką, nie może nie zauważyć kultury polskiej we Lwowie, świadectw jej ważności. Pierwsze oglądane w Polskim Teatrze Ludowym przedstawienie Antygona Anouilha, a następnie premiera Wesela Wyspiańskiego w 1969 r. zrobiły ogromne wrażenie na pracującym zawodowo jako scenograf Walerym, i dlatego, kiedy podczas wspólnej pracy w przedstawieniu telewizyjnym w lwowskiej TV Zbigniew Chrzanowski zaproponował mu przygotowanie scenografii do spektaklu w Teatrze Polskim (1972) – bardzo chętnie się zgodził. Od tego czasu jest autorem prawie wszystkich scenografii PTL.
Później wystąpił już jako aktor (językiem polskim, nabytym w obcojęzycznym dziś Lwowie, włada lepiej niż niejeden tamtejszy rdzenny Polak – przyp. red.), w 1985 r. został zaś dyrektorem teatru, inaugurując to stanowisko wystawieniem Zemsty Fredry we własnej reżyserii i scenografii. W 1988 r. z okazji 30-lecia działalności PTL we Lwowie, Ministerstwo Kultury przyznało mu odznakę Zasłużony dla Kultury Polskiej, a w r. 1993 został udekorowany Krzyżem Kawalerskim Orderu Polonia Restituta.
Jednak wieloletnia praca w PTL nie jest jedynym związkiem Bortiakowa z kulturą polską. Walery jest autorem scenografii dla I i II Festiwalu Kultury Polskiej na Ukrainie w Operze Lwowskiej, festiwalu kapel podwórkowych w Przemyślu, festiwalu kultury ukraińskiej w Polsce w Przemyślu, scenografii do Preclarki z Pohulanki Wiktora Budzyńskiego w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu. Jest autorem projektu dzwonnicy przy kościele Jana Chrzciciela w Mościskach – pierwszej po wojnie budowli sakralnej na tych terenach. Wykonał szereg rekonstrukcji zniszczonych ołtarzy i fragmentów malarstwa ściennego, projekty kościołów, wnętrz i nowych ołtarzy (w tym posoborowego w Katedrze lwowskiej), witraży w kościele św. Antoniego we Lwowie, obrazy w kościele samborskim, projekt pomnika biskupa Rafała Kiernickiego i księży, którzy pracowali w Katedrze. Wykonał sporo projektów dla kościołów w RP: w Warszawie, Rzeszowie, Tarnowie. Jest autorem witrażu nastolnego kopii cudownego obrazu MB Łaskawej z katedry lwowskiej, daru Ukrainy dla papieża Jana Pawła II. Jako opiekun artystyczny i uczestnik brał udział we wszystkich edycjach warsztatów kulturowo-artystycznych w Przemyślu dla młodzieży polskiej z Ukrainy. A czy można pominąć szopki i Boże Groby w kościołach czy dekoracje na uroczystości trzeciomajowe dla TKPZL? Jest człowiekiem zawsze służącym radą i pomocą młodym kolegom.
Pytanie więc o narodowość człowieka, tak wiele czyniącego dla środowiska polskiego i dla kultury polskiej we Lwowie, jest nieistotne. To wszystko jest również świadectwem żywotności i siły polskiej kultury, która tak potrafi zauroczyć.
Wypadałoby również wspomnieć o ludziach, którzy uprawiają sztukę na sposób amatorski, ale są czynni w środowisku polskim, tworząc z potrzeby serca. Wieloletnią opiekunką i autorką dekoracji do wielu przedstawień szkolnego teatrzyku „Baj”, prowadzonego przez polonistkę Szkoły nr 10, Marię Iwanową, jest Teresa Dutkiewicz. Wykonuje także rysunki – jak mówi: dla własnego użytku – ale jeden z nich był wykorzystany w zaproszeniu i na okładce folderu z okazji 180-lecia tej szkoły.
Autorem pięknych prac graficznych jest uczestnik Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie, Zoltan Ilku.
W Warsztatach Kulturowo-Artystycznych w Przemyślu brał udział twórca interesujących grafik, Justyn Obaładze. Jego prace ukazywały się na łamach „Gazety Lwowskiej”.
Postacią szczególną jest Alfred Klimczak – aktor Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie. Samouk, autor lalek-kukiełek kotów lwowskich. Są wśród nich król kurkowy, cyganka, ciocia Bańdziuchowa, niebieski kot, zawdzięczający kolor temu, że mieszka przy ulicy, gdzie była fabryka ultramaryny. Ale koty czekają na odpowiedni tekst sztuki, pan Fredzio zaś pracuje tymczasem nad dekoracjami i aktorami do bajki o Jasiu i Małgosi. Może ta realizacja przyczyni się do powstania polskiego teatrzyku we Lwowie?
Niewiele napisałam o obrazach – dziełach polskich twórców we Lwowie, ale opisywanie obrazów jest rzeczą niewdzięczną. Należy je oglądać! Mam nadzieję, że Czytelnicy będą mieli okazję, by stać się w bliższej czy dalszej przyszłości widzami dużej i wspaniałej wystawy z i n t e g r o w a n e g o środowiska twórców polskich ze Lwowa. Może się bowiem okazać, że to środowisko ma coś interesującego do powiedzenia w sztuce polskiej, że stać je na własną, wspólną wypowiedź, która byłaby istotnym dopełnieniem sztuki, tworzonej w obecnych granicach Polski.